Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!



Shanti Celeste – Tangerine

Na poprawę nastroju.

Shanti Celest zachwyciła się techno i house’m podczas jednej z darmowych imprez plenerowych, organizowanych w minionej dekadzie na terenie Lake District w Anglii – i ten ich euforyczny duch sprawił, że zaczęła regularnie podróżować ze swej małej miejscowości do Leeds i Manchesteru, aby bawić się w tamtejszych klubach. Z czasem zaprzyjaźniła się z lokalnym soundsystemem Subdub. I to właśnie jego członkowie zachęcili ją, by sama zaczęła didżejować i produkować muzykę.

Tak też się stało: Shanti przeniosła się do Bristolu i rozpoczęła pracę w sklepie płytowym Idle Hands. Ma on również swoją wytwórnię – i młoda Angielka zadebiutowała w jej barwach w 2014 roku. Od tamtej pory zrealizowała kilka kolejnych EP-ek dla takich tłoczni, jak Secretsundaze czy Future Times, zdobywając renomę utalentowanej dostarczycielki radosnej i melodyjnej muzyki klubowej. Podsumowaniem dotychczasowego okresu działalności artystki jest jej debiutancki album nagrany dla własnej wytwórni Peach Discs.

Shanti ma lekką rękę do onirycznej elektroniki – i takie właśnie brzmienia otwierają płytę w ambientowym „Sun Notification”. Słychać je również w „Infinitas”, ale tym razem są już podszyte solidnym bitem i klangującym basem, składając się na stylową wersję detroitowego techno. W „May The Day” pojawiają się dynamiczne breaki, które stanowią idealny podkład pod kumkające akordy rodem z dawnych nagrań B12. Potem znów przychodzi czas na ambient w ozdobionym dźwiękami kalimby utworze „Natura”. Techno powraca z „Aqua Block” – ale i tu wypełniają je strzeliste klawisze, układające się w nastrojową melodię.

Jeszcze bardziej taneczny charakter ma „Sesame” – bo to amerykański garage house osadzony na szurającym rytmie i dudniącym basie. „Slow Wave” to ilustracyjna miniatura, która zgodnie z tytułem zwalnia taneczny puls muzyki, by łagodnie ustąpić miejsca wypełnionemu indyjskimi samplami zdubowanemu downtempo w „Voz”. Wraz z „Want” uderza niespodziewanie rave’owa energia, skoncentrowana na szybkich breakach i euforycznych klawiszach. Całość kończy się w wyciszony sposób ambientowym „Moons”.

Trzy kwadranse spędzone z „Tangerine” mija niespodziewanie szybko, bo Shanti Celeste zadbała, aby jej debiutancka płyta była różnorodna, łącząc ekspresyjne techno i house z łagodnym ambientem. Bez względu jednak na to, po jakie brzmienia brytyjska producentka sięga, za każdym razem dostajemy ciepłą, subtelną i pozytywną muzykę. To znak rozpoznawczy artystki, który wyróżnia na plus jej twórczość ze współczesnej sceny klubowej. Chcecie poprawić sobie nastrój – to posłuchajcie „Tangerine”.

Peach Discs 2019

www.facebook.com/peachdiscs

www.facebook.com/ShantiCeleste

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze