Wpisz i kliknij enter

Recondite – Dwell

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Dwa dni temu ukazał się szósty album studyjny Lorenza Brunnera aka Recondite, noszący tytuł „Dwell”. Stanowi on jednocześnie powrót artysty do wytwórni Ghostly International, w której wydał wcześniej album „Hinterland” (2013 r.), jak i do charakterystycznego dla niego melancholijnego, minimalowego a przy tym nieco eksperymentalnego techno, osadzonego na ambientowych padach, jakie słyszeliśmy na jego poprzednich albumach jak „On Acid”, „Placid” czy ostatnim przed „Dwell” – „Daemmerlicht” (recenzja Pawła Gzyla).

O ile „Daemmerlicht” jest szczególnym albumem w dorobku Recondite’a z uwagi na wyeksponowanie na nim filmowego ambientu i brzmień z nurtu modern classical, o tyle „Dwell”, co przekładając z angielskiego oznacza czasownik „mieszkać”, „żyć” i „rozwodzić się nad czymś”, może stanowić jeden z najbardziej przejmujących albumów artysty, będąc muzycznym odzwierciedleniem chłodnych obserwacji smutnej rzeczywistości, w jakiej przyszło nam żyć. Lorenz Brunner zawsze potrafił tworzyć wyjątkowo melancholijną elektronikę, ale tym razem stworzył brzmienia, z których gęsto sączą się dźwięki będące wprost zapisem smutku, zaniepokojenia, lęku, gniewu i załamania. Nałożone na energetyczne linie wyznaczone drum kick’ami, w wyniku kontrastu, brzmią jeszcze dosadniej i głośniej „(„Moon Pearl”, „Wire Threat”, „Black Letter”, tytułowy „Dwell”, „Nobilia”). Nawet jeśli są tu pierwiastki nadziei, to i ją Recondite widzi jako zestawienie z pokorą i pewnym wycofaniem („Cure”, „Surface”).

Melancholijne sekwencje tworzą na „Dwell” swoiste poematy, trafiające wprost do sumienia słuchacza, choć to nie słowa a melodie, wsparte dyskretnymi bitami i basami, przeszywają to miejsce w człowieku, generując formułowanie kolejnych pytań nt. dzisiejszego świata. Recondite jest raczej oszczędny w środkach, choć jednocześnie stosuje je w sposób przemyślany, wyrazisty i głęboki. „Dwell” w żadnym wypadku nie jest muzyką tła. Wręcz przeciwnie, to płyta angażująca, wymagająca skupienia, choć te już od jej pierwszych dźwięków przychodzi naturalnie. Trudno wszak przejść obojętnie obok tak wyrafinowanej i poważnej muzyki.

Na tle tracklisty albumu wyjątkowo brzmi zamykający płytę, bonusowy utwór „Equal” – najbardziej „optymistyczny” z całego albumu, przypominający twórczość Jona Hopkinsa, także uznawanego za jednego z bardziej wrażliwych twórców szeroko pojętej elektroniki. Jeśli gdzieś słychać wyraźną nadzieję, to właśnie w tej kompozycji. To w nim odbija się też wyjątkowo tytuł płyty, w którym zapisana jest pewna nieuchronność i monotonia ludzkiej egzystencji.

Lorenz Brunner mówi swoją muzyką więcej niż wszyscy samozwańczy eksperci rzeczywistości razem wzięci. Może właśnie dlatego, że obserwuje świat z całym jego smutkiem i daje mu ujście w każdym pojedynczym dźwięku. I być może dlatego właśnie dziś, bardziej niż kiedykolwiek, warto słuchać Recondite’a.

24 stycznia 2020 | Ghostly International

Profil Recondite'a na Facebooku »
Profil Ghostly International na Facebooku »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy