Wpisz i kliknij enter

Steven Rutter – Riddle Me Sane

Ponadczasowy wdzięk.

Jeśli by próbować wyłonić najważniejszych wykonawców dla stworzenia klasycznego IDM-u, to na pewno w tym gronie, oprócz Aphex Twina, Autechre i The Black Doga, byłoby miejsce dla duetu B12. Kiedy Steven Rutter i Michael Golding zaczynali na początku lat 90. realizować swoje pierwsze nagrania, wcale nie było jednak to takie oczywiste. Startowali bowiem pod szyldami Infamix i Xray Xperiments, które firmowały bardziej taneczne dźwięki: bleep i UK hard core. Dopiero w 1991 roku zwrócili się stronę zdecydowanie nastrojowej muzyki.

Powołali wtedy do życia wytwórnię B12 i jej nakładem zaczęli realizować klimatyczne nagrania, w których fascynacja detroitowym techno i electro łączyła się z odwołaniami do wycofanego breakbeatu i śmiałymi zapożyczeniami z klasyki ambientu. Efektem tego były kolejne płyty takich projektów, jak Redcell, Cmetric, Musicology i przede wszystkim B12. Opus magnum muzycznej wyobraźni angielskiego duetu okazały się ich dwie płyty nagrane pod tym ostatnim z szyldów dla Warpu – „Electro-Soma” i „Time Tourists”.

Potem obaj producenci zrobili sobie długą przerwę. Powrócili dopiero w 2008 roku, serwując udany album „Last Days Of Silence”. Od tamtej pory Rutter i Golding są aktywni nie tylko jako B12, ale również realizując solowe płyty. Przoduje w tym pierwszy z artystów, który utworzył własną wytwórnię Firescope i jej nakładem wydaje autorskie realizacje. Ma już na swym koncie kilka EP-ek oraz dwa albumy, z których drugi nagrał z wokalistką Bryonii. Teraz wraca z pełni solowym krążkiem – „Riddle Me Sane”.

Rutter jest architektem brzmienia B12, nic więc dziwnego, że słychać je również na jego solowych krążkach. Dziesięć z nagrań z tego najnowszego pokazuje jak pojemnym pojęciem jest IDM w jego wydaniu. Mamy tu bowiem zarówno subtelne techno, wywiedzione wprost z Motor City („Going Thru Life” i „Stuck In A Loop”), jak również szeleszczące electro („Swarming Module” i „In The Light Of The Moon”) oraz zdystansowany breakbeat („Intravenous Deception” i „LifeLine”). Wszystko to zanurzone jest jednak w onirycznej elektronice, która nadaje całości intymny nastrój i futurystyczny sznyt, typowy dla soundtracków do filmów sci-fi.

Nie ma właściwie na „Riddle Me Sane” niczego, czego byśmy nie słyszeli na płytach B12 sprzed niemal trzydziestu lat. Ale to nie zarzut. Muzyka brytyjskiego duetu jest wszak ponadczasowa – i podobnie jak wczesne dokonania Aphex Twina, Autechre czy The Black Doga, brzmi tak samo świetnie wtedy, jak i teraz. Niczego więc tu nie trzeba zmieniać. Rutter jest tego świadomy – i po raz kolejny splata z tych samych dźwięków, które wymyślił w 1991 roku, równie piękną i uwodzicielską muzykę na obecny czas.

Firescope 2020

www.firescope.co.uk

https://www.facebook.com/FireScopeRecords/

www.facebook.com/steven.rutter.56







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy