Wpisz i kliknij enter

Moor Mother & Billy Woods – Brass

Twórcza furia.

Wyrychtowane i publikowane zawzięcie podsumowania płytowe bieżącego roku jak zwykle są niedoskonałe. Żebyśmy mieli jasność – moje również. Niemniej staram się trzymać z publikacją do końca roku właśnie po to, aby takie albumy jak „Brass” znalazły w nich swoje miejsce. Wydany 18 grudnia 2020 roku czasowo mieści się w nim, a niektóre redakcje już zamknęły swoje listy karygodnie go pomijając, a także inne, na których w tym roku wystąpiła Moor Mother. Krążek „Brass” nagrała wspólnie z jednym z najzdolniejszych raperów, czyli Billy`m Woodsem.

Wydawałoby się, że oboje są na tyle oryginalni, że potrzeba im dobrych producentów, względnie dobranych gości, żeby nas zaskakiwać. Nie sądziłem, że między nimi może dojść do artystycznej kooperacji, choć po przesłuchaniu całości zdziwienie budzi fakt, że doszło do niej dopiero teraz. Wszakże efekt ich pracy jest bezspornym dowodem kunsztu.

Otwierający utwór „Furies” był już znany, ale nie wiedziałem, że w tle przygrywa im zespół Sons of Kemet. Sam utwór jest jednym z najlepszych momentów płyty, a zarazem obietnicą obcowania z czymś jak najdalszym od oczywistości oraz przepełnionym twórczą furią. Wejście Wolf Western z następnego utworu, w takt plemiennych rytmów, kontrastuje z głębokim i zimnym głosem Moor Mother. Billy Woods też ma tu swoje wybitne chwile jak choćby doskonały „Arkeology” z Elucidem. Głębokie tony, głębokie basy, dzwonki i echa.

Można stracić głowę z uwagi nie tylko na liczbę gości, ale również złożoność utworów. Na uwagę zasługuje występ Franklina Jamesa Fishera w utworze „Gang For A Day”, który z rozmysłem wprowadza nas w szaleństwo. Nie do pominięcia jest również utwór spod znaku Toma Waitsa „Mom`s Gold” z Aquilesem Navarro na trąbce. Nie można się do niczego przyzwyczajać, bo chwilę później wjeżdża wyśmienity, hip-hopowy „Chimney” cementując nieustanną konsternację.

I tak trzeba latać od ściany do ściany. Trip-hopowy „Maroons” sąsiaduje z ciepło-samplowanym „Rapunzal”. Surowość typowa dla Moor Mother („Rock Cried”) przechodzi w dramatyzm rodem z płyt Kanye`ego Westa („Scary Hours”). A na koniec wpada jeszcze solidny „Tiberius” i wspaniale podsumowujący wszystko „Portrait” z udziałem Navy Blue. Mamy do czynienia bez wątpienia z płytą ważną i ważką nagraną przez dwoje artystów brzmiących jakby mieli co najmniej siedem głów. W ciągu niecałej godziny przerzucają nas w inne epoki, inne światy.

Backwoodz Studioz | 2020
Bandcamp
FB Moor Mother
FB Billy Woods
FB Backwoodz







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy