Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.



Monte Omok – Mulet

Bieg zdarzeń jest z góry zaplanowany.

W ostatnim czasie determinizm wybrzmiał z podwójną siłą w popularnych serialach. Zrobiono to na dwa sposoby. Pierwszy głupiutki, a drugi tani i efekciarski. Powyższe określenia należy przypisać odpowiednio serialom „Devs” (sezon 1) oraz „Westworld” (sezon 3). Wychodzi na to, że serialowe próby przedstawienia interesującego filozoficznego poglądu wyszły Amerykanom jako sprasowana guma do żucia. Dobrze, że jest polska muzyka, która ratuje sytuacje i prezentuje powyższe zagadnienie w sposób dużo bardziej złożony, a przynajmniej tak mi się zdaje.

Mam nadzieję, że wszyscy, którzy tu zaglądają, znają doskonale katalog Pawlacza Perskiego, czyli niezwykle interesującego wydawcy nieszablonowej muzyki elektronicznej. Dobra wiadomość jest taka, że powstał właśnie sublabel Patalax i na początek swojej działalności wypuścił dwa wydawnictwa. Pochylę się teraz nad drugim, według mnie, lepszym i mniej oczywistym. Powitajcie duet o nazwie Monte Omok w skład, którego wchodzą Mateusz Wysocki (Fischerle) i Gosia Słomska. Muzyka na ich albumie „Mulet” wywodzi się wprost z lasu i jest niezwykle poplątana.

Bieg zdarzeń na płycie jest z góry zaplanowany. Jasno sprecyzowany został zarówno punkt wejścia, jak i punkt wyjścia. Cały materiał, przy całej misternej i skomplikowanej strukturze, wydaje się być dziełem nieprzypadkowych kombinacji twórczych. Słuchaczowi nie pozostaje nic innego, jak poddać się przytłaczającej logice dźwięków. W gęstwinę muzyczną wprowadza nas ambientowo-dronowy „Między drzewami”. On jeszcze daje możliwość odwrotu, gdyż następny utwór – „Gniazdo” – całkowicie usidla słuchacza. Chodzi mi o panoszące się w nim echo, pulsujące beaty oraz całkowite przytłumienie.

„Oswajanie” uważam za najwspanialszy moment na płycie. Rozpostarcie dźwiękowe sugeruje, że znajdujemy się w samym środku lasu, a z okolic dochodzą do nas dziwne odgłosy. Łagodnie dołącza do nas rytm wprawiając wszystko w ruch. Ustanawia ustrój naszej rzeczywistości, która prowadzić ma do „Zapominania”. Ostatni utwór jest już kombinacją rytmiczną o większym przyspieszeniu. W ten sposób domknięta zostaje bardzo spójna i logicznie skonstruowana płyta. Kawał solidnej, wysoce skomplikowanej elektroniki prosto od twórców, których głowy aż jaśnieją od pomysłowości. Iskrzy.

Patalax | 2020
Bandcamp
FB Patalax

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze