Wpisz i kliknij enter

Czarodziej i Pan Enigmo – Czarodziej i Pan Enigmo

Premia za odwagę.

Jakiś czas temu w głowie zakiełkowała myśl taka, żeby napisać recenzję po pierwszym przesłuchaniu. Trochę notatnik z wrażeń, trochę eksperyment. Wyobrażałem sobie to jako pewien hołd dla entuzjazmu jaki wywołuje we mnie muzyka. Bojąc się posądzenia o kabotynizm postanowiłem to uczynić. Za podstawę wybrałem album Czarodzieja i Pana Enigmo o takim samym tytule. Tajemniczy projekt i nowa pozycja w katalogu Nagrań Somnambulicznych. Uzbrojony w notatnik i długopis zasiadłem do słuchania i notowania. Oto co z tego wyszło.

Na początek pełne zaskoczenie: nie dość, że wokal żeński to jeszcze w języku polskim. Już za utwór tytułowy należy się premia za odwagę. Tekst zostawia kilka otwartych furtek interpretacyjnych, a muzyka porusza po rejonie trip-hopu. Dalej, czyli w „Zamek I”, jest lepiej. Instrumentarium się rozrasta, a wokalistka więcej śpiewa niż mówi. Co lepsze, wychodzi jej to równie dobrze. Coraz silniejszy magnetyzm przyciąga mnie do odbiornika.

Beaty i trzaski z winylowej płyty to w „Pada”. „Potwór chce wyrzucić lokatorów / sakwę napełnić z grupą upiorów / wyrzuciła mnie tu Wisła / wierzę więc, że to misja” – przyznam, że to zgrabne, dwuznaczne i chwytliwe, a słów tych szukać należy w „Zamku II”. Dalej znów zaskoczenie. Zakurzony dansing w etapie schyłkowym, gdzie widma kręcą się wokół tańczących par („Tylko tul”). Na dokładkę popisy wokalne. Kolejny plus za odwagę.

Trzecia część „Zamku” kieruje się w stronę rapu („Kiedy magia nie działa / to co zadziała?”). Część czwarta to ponure, ambientowe zamczysko, na tle którego wokalistka zaczyna do nas mówić, opowiadać. Są pazury, w końcu! Okej, nieco ugrzecznione, ale chociaż pojawia się słowo „krew” („Cwel morel”). Utwór „Puk, puk” nie pozostawił po sobie za wiele. Dość oczywisty, bez znaków szczególnych. Odbijające się echa i plączące się pod nogami syntezatory zdobią „Getto”, a „Chcę dobro wszędzie zło” ma sporo funku.

Ciężkostrawnym wydaje się być „Człowieczy los” przetwarzający słynny utwór Anny German. Akurat tego się nie spodziewałem. Silnie narzucone skojarzenia redukuje na szczęście ostatni utwór z płyty – „Nie ma drzwi”. I znów miłe trzaski, trochę fortepianu, łamany rytm i biegnący tekst. Fajnie, że dodany został saksofon. I tak doszliśmy do końca. A konkluzja? Jest, nawet prosta: jest dobrze, choć końcówka mogłaby być nieco bardziej dopracowana. Już wiem, że przesłucham tego po raz drugi, trzeci, czwarty, co i wam zalecam.

Nagrania Somnambuliczne | 2020
Bandcamp
FB
FB Nagrania Somnambuliczne







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy