Wpisz i kliknij enter

Kölsch – Now Here No Where

Powrót do teraźniejszości.

Rune Reilly Kølsch próbował swych sił w tworzeniu muzyki klubowej już od połowy lat 90. Niestety: bez specjalnych sukcesów artystycznych. Większość tworzonej przezeń muzyki przynosiła mu wymierny dochód, ale znikała szybko w zbiorowej niepamięci. Wszystko odmieniło się w 2010 roku, kiedy zadebiutował jako Kölsch w kolońskim Kompakcie. Utwory, które duński producent zaprezentował Michaelowi Meyerowi sprawiły, że szef słynnej wytwórni zapalił zielone światło dla jego niezwykłego projektu.

W latach 2013-2017 opublikował on w Kompakcie płytową trylogię, na którą złożyły się trzy albumy zatytułowane trzema datami: „1977”, „1983” i „1989”. Tworzyły one dźwiękową opowieść o dzieciństwie i młodości Duńczyka, ubraną w wielobarwną muzykę, balansującą od disco do techno. Płyty te stały się bestsellerami – i sprawiły, że Kölsch został gwiazdą muzyki klubowej. Kulminacją jego kariery był występ na szczycie paryskiej wieży Eiffla, transmitowany w internecie dla 10 milionów słuchaczy.

Śmiały projekt, nie mający precedensu na elektronicznej scenie, był dowodem odwagi nie tylko artysty, ale i jego wydawcy. Przedsięwzięcie mogło się skończyć fiaskiem: epicka muzyka Kölscha w wielu miejscach trylogii niebezpiecznie balansowała na granicy kiczu. Okazało się jednak, że fani muzyki tanecznej chcą takich dźwięków: mocno melodyjnych, momentami nadekspersyjnych, ale chwytających za serce. Nic dziwnego, że Kompakt kontynuuje współpracę z Duńczykiem, serwując nam właśnie jego nowy album.

Pierwsza część „Now Here No Where” to efekt współpracy Kolscha z orkiestrą Gregora Schwellenbacha. Stąd tworzące ją nagrania mają bardzo rozbudowane aranżacje. W „Shoulder Of Giants” trafiamy na podniosłe dęciaki, w „Remind You” rozbrzmiewa melodyjny fortepian, w „Sleeper Must Awaken” – romskie skrzypce, a w „Time” – jazzowa trąbka. Kontrapunktem dla tych „żywych” i melodyjnych partii są elektroniczne dźwięki: nieustępliwy bit rodem z klasyki tech-house’u i rozwibrowane partie klawiszy.

Wraz z „Traumfabrik” muzyka zrywa się do galopu – i zamienia się w przestrzenny trance. Jej najważniejszą ozdobą są sążniste partie syntezatorów o organowej barwie. Kölsch nie zapomina jednak o melodii: „Fandango” i „Glypto” niosą eteryczne wokalizy, nadające nagraniom przebojowy ton. Stąd już tylko krok do euforycznego EDM-u – ale całe szczęście coś powstrzymuje Duńczyka przed jego uczynieniem. W zamian otrzymujemy świetliste techno o mocniejszym uderzeniu – wspartym jednak pomysłowym chórkiem („Romtech User Manual”) czy ponownym wejściem orkiestry („While Waiting”).

W przeciwieństwie do swej słynnej trylogii, na najnowszej płycie Kölsch postanowił opowiedzieć nam o tym, co dzieje się w jego życiu tu i teraz. Najbardziej wyrazistym tego efektem jest to, że „Now Here No Where” wypełnia mniej zniuansowana i jednoznacznie taneczna muzyka. Nie powstrzymało to jednak Duńczyka od rozbudowania jej do momentami niemal barokowego formatu. Nic dziwnego, że nie raz jest tutaj nazbyt patetycznie („Great Escape”), albo nazbyt ckliwie („Sleeper Must Awaken”). Taka jest jednak uroda muzyki tworzonej Kölscha. I za to kochają ją tłumy.

Kompakt 2020

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.facebook.com/kolschofficial







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy