Wpisz i kliknij enter

Mary Lattimore – Silver Ladders

Baśniowość nakazywałaby ludziom pozostanie w piżamach.

Śledzę dokonania amerykańskiej harfistki mniej więcej od jej drugiej płyty długo grającej „Hundreds of Days”. Mary Lattimore posługuje się wyjątkową sprawnością w grze na instrumencie zarówno pod kątem sprawności samej gry, jak i opanowaniu sztuki zapętleń. Nie traci z oczu melodii, co wypada zaliczyć jako kolejny plus. W dodatku jej muzyka oparta jest głównie na nastrojach, kontrastach i swoją powłóczystością wyśmienicie wygładza otoczenie. Na nowej płycie „Silver Ladders” współpracowała z Neilem Halsteadem ze Slowdive.

Wyrafinowanie artystki zostało wzbogacone o akcenty gitary, ale w żadnym momencie nie można stwierdzić, że straciła kontrolę nad kompozycjami. Niespiesznie potrafi wprowadzić wysoce nerwowy akcent, jak czyni to w utworze tytułowym. Odwrotnie niż w otwierającym „Pine Trees”, który raczej wprowadza słuchacza „na miękko” w bezpretensjonalny, bajkowy świat, którego baśniowość nakazywałaby ludziom pozostanie w piżamach. Nie jest to ruch pozorowany, a potwierdzenie przynosi dziesięciominutowy „Til A Mermaid Drags You Under”.

Głębokie, wibrujące tony z wyraźną partią Halsteada migoczą przez cały utwór. Kryształowe ozdobniki rozsypujące się w utworze sąsiaduje z załamaniami gitary. Pięknie to brzmi, pięknie się można w to wciągnąć. Urokliwość trwa i trwa przechodząc w „Sometimes He`s In My Dreams”, ale tym razem płytsza, ale za to bardziej dźwięczna. Poważniejsza zmiana zachodzi dopiero w „Chop on the Climbout” za sprawą syntezatora, który dobrze z początku sztucznie wpisuje się w ruch z harfą, ale z czasem i ta wizja przekonuje o swej słuszności.

Zwróćcie uwagę, że Lattimore nigdzie się nie spieszy, nie ciśnie, a nawet pozbawia się elementów eksperymentu, a wszystko w imię organiczności. Rozwój melodii następuje, można by rzec, spontanicznie, w zależności od uczucia kierującego artystką. Koniec końców prowadzi do albo do rozpostarcia skrzydeł („Don`t Look”) albo do eleganckiego ukołysania („Thirty Tulips”). Okazuje się, że można się obejść bez zamaszystej dramaturgii, nisko osadzonych brzmień oraz nadmiernej ekstrawagancji. Grunt to mieć jasno wyznaczony cel. Jak na przykład rozwieszenie poskręcanych serpentyn.

Ghostly International | 2020
Bandcamp
FB
FB Ghostly







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy