Wpisz i kliknij enter

Lake Turner – Videosphere

Brytyjczyk w Kompakcie.

Pod pseudonimem Lake Turner kryje się młody brytyjski muzyk – Andrew Halford. Do tej pory jego twórczość mogli znać jedynie wyjątkowo ciekawscy fani alternatywnego rocka, bo współtworzył on dwie tego rodzaju angielskie grupy. Kiedy znudziło mu się granie w Great Eskimo Hoax i Trophy Wife, postanowił postawić na w pełni autorską twórczość. Ponieważ w międzyczasie stał się wielbicielem nowej elektroniki, powołał do życia projekt Lake Turner, który zadebiutował dwa lata temu EP-ką „Prime Mover” dla butikowej wytwórni Algebra.

Już ten krótki materiał objawił Halforda jako twórcę ezoterycznych brzmień o pastelowej barwie i nostalgicznym klimacie. Płyta trafiła w ręce muzyków grupy Foals – i powierzyli mu oni jeden ze swych utworów do zremiksowania. Wypadło świetnie i wokalista formacji – Yannis Philippakis – polecił młodego Brytyjczyka swym znajomym z wytwórni Kompakt. Na efekty nie trzeba było długo czekać: najpierw jego nagranie pod szyldem WEN trafiło na kompilację „Velvet Desert Music Vol. 2”, a teraz – dostajemy debiutancki album Lake Turner.

Większość z dziewięciu umieszczonym na nim nagrań niby flirtuje z klubowymi estetykami, ale tak naprawdę pozbawione są one tanecznego wykopu. Halford sięga zarówno po UK garage, osadzony na połamanych rytmach („Honeycomb” i „Love 95”), jak i po niemiecki tech-house („Matthias” i „Hunter’s Ballad”), ale tak modyfikuje te podkłady, że stanowią one nienachlaną warstwę brzmienową, podporządkowaną, podobnie jak i inne elementy nagrań, stworzeniu odrealnionego klimatu zawieszenia między snem a jawą.

Nic więc dziwnego, że w roli głównej dostajemy tu przede wszystkim świetlistą elektronikę, która kojarzy się bardziej z komputerowym vapour wave’m niż z techno czy bass music („Outland” i „1990 – Edit”). To nie wszystko – Halford z powodzeniem sięga również po wokale: śpiewa on sam, jak i zaproszona do studia Jane Powell, ale ich głosy są radykalnie przetworzone. Rozciągnięte, spogłosowane i wtopione w resztę dźwięków, kreują tęskne melodie, które z kolei nadają muzyce momentami niemal electro-popowy ton („Videosphere”).

Nic dziwnego, że tego typu granie znalazło swą przystań w wytwórni Michaela Meyera. Szef kolońskiej tłoczni nie raz już dawał się zauroczyć podobnej muzyce – wszak pamiętamy płyty takich projektów, jak Taragana Pyjarama czy Hunter/Game. Niestety – nie zawsze te wydawnictwa przekładały się na dalsze sukcesy tych wykonawców. Miejmy nadzieję, że w przypadku Lake Turnera będzie inaczej. Muzyka z „Videosphere” ma swój młodzieńczy i niewinny wdzięk. Może jej autor znajdzie w przyszłości w sobie na tle kreatywności, by rozwinąć naszkicowane na płycie pomysły w coś bardziej rozbudowanego?

Kompakt 2020

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy