Wpisz i kliknij enter

Keene Angst – Club Child

Zaskakująca radość z grania.

Chyba w żadnym gatunku muzycznym artyści nie prowadzą tylu tożsamościowych gier z odbiorcami co w nowoczesnej elektronice. Od kiedy trzy dekady temu członkowie kolektywu Underground Resistance zaczęli zakładać bandany na twarze podczas występów, coś sprawia, że uniemożliwienie swej identyfikacji jest atrakcyjne dla kolejnych twórców techno. Wiele się mówi, że zabieg ten ma skierować uwagę słuchaczy na muzykę, a nie na osobę jej twórcy. Coś w tym jest – ale ukrycie własnej tożsamości sprawia tak naprawdę tylko jeszcze większą ciekawość, kto kryje się za chustą czy maską.

Nie inaczej będzie zapewne w przypadku projektu Keene Angst. Wiadomo tylko, że stojący za nim producent pochodzi ze Skandynawii ma za sobą ponad dwie dekady obecności na klubowym i fonograficznym rynku. Zdobywszy wszystko co było do zdobycia na własne konto, postanowił stworzyć nową tożsamość i nową muzykę. „Keene Angst to osobny wszechświat. Możesz go nazwać domem lub ogrodem, w którym wyrastają idee. A ponieważ idee nie mają twarzy, Keene Angst też jej nie ma. Serce bije w muzyce, a nie w osobie stojącej za nią” – pisze artysta.

Być może wiele osób zareagowałoby na pojawienie się kolejnego zamaskowanego producenta wzruszeniem ramion, gdyby nie fakt, że jego debiutancki album przynosi znakomitą muzykę. Keene Angst serwuje techno – ale jest to techno powalające wręcz swoją energią. Tektoniczne bity, falujące blachy i acidowe loopy przypominają to mocarne uderzenie, jakie miały wczesne utwory Bena Klocka („Strong” i „Copycat”). Skandynawski producent nie boi się jednak wpuścić do takiej muzyki ciekawej melodii, dzięki czemu jego nagranie śmiało flirtuje z house’m („Nucleus”).

Drugą część muzyki z „Club Child” stanowi wyklęty i zapomniany dubstep. Keene Angst nic sobie nie robi z tej anatemy i śmiało skręca klubowe killery, sięgając po rwany bity, warczące basy i wokalne loopy („Give It Up”). Potrafi jednak znaleźć w tego rodzaju graniu miejsce na melancholię, nasycając je oniryczną elektroniką rodem z IDM-u („Ancient Culture” i „So Hard”). Takie brzmienia kojarzą się również z wczesnymi wydawnictwami Ostgut Ton w stylu Sheda – i najbardziej słychać to w łączącym dubstep z techno finałowym utworze („Long Walk Home”).

Dawno techno nie emanowało taką radością emitowania potężnej energii. To zaskoczenie: bo w ostatnich latach estetyka ta przyzwyczaiła nas raczej do celebrowania mrocznych nastrojów. Tymczasem tutaj Keene Angst gra tak, że aż głośniki furkoczą – i jest w tych dźwiękach wyłącznie pozytywne nastawienie. To cieszy – bo okazuje się, że można tworzyć mocną muzykę bez tego całego złowieszczego anturażu. Podobne dźwięki niosły niedawno płyty Hectora Oaksa i HVL – tutaj zostają one jednak w pomysłowy sposób uzupełnione o echa bass music.

Keene Angst 2020







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy