Wpisz i kliknij enter

Stanie w deszczu zapewniało lepsze brzmienie – rozmowa z Ianem Brennanem

Ian Brennan opowiada o rejestrowaniu nagrań na Komorach, o spotkanych tam artystach, wyjątkowej przyrodzie, codziennym życiu na wyspie, o trudnych doświadczeniach w pandemii, a także o Sudanie Południowym. 

Ian Brennan to amerykański producent, dziennikarz, autor książek i wykładowca pochodzący z Oakland. Od najmłodszych lat sięgał po różne instrumenty i uczył się na nich grać. Mając 20 lat wydał swój pierwszy solowy album, a później wyprodukował osiem kolejnych. Pisał też wiersze. W tym samym czasie zaczął pracować w szpitalach psychiatrycznych jako doradca. Z czasem poproszono go o opracowanie programu nauczania, co doprowadziło, że rozpoczął nauczanie w pełnym wymiarze godzin w szpitalach, klinikach, więzieniach i szkołach. Początkowo na szczeblu krajowym, a następnie wykładał w różnych częściach świata.

W drugiej połowie lat 90. z kolei zapoczątkował kilkuletni i niecodzienny projekt, polegający głównie na graniu akustycznych setów w samoobsługowej pralni w San Francisco.

Regularnie organizował także benefisy na cele społeczne / polityczne z udziałem choćby Merle’a Haggarda czy Krisa Kristoffersona, a także darmowe koncerty Fugazi, Vica Chesnutta i Sleater-Kinney z okazji 20. rocznicy założenia Food Not Bombs. Ian Brennan wyprodukował także wiele programów komediowych Johna Watersa, a także walczył o zbudowanie pomnika upamiętniającego tych, którzy zmarli z powodu bezdomności w San Francisco. Niestety finalnie nie udało się tego dokonać. W 2019 roku Ian zaś wyprodukował album Sonic memorial zawierający wypowiedzi i piosenki bezdomnej społeczności mieszkającej we wschodniej części Oakland. To tylko niewielka część szerokiej działalności społecznej Brennana.

W 2009 roku Ian Brennan i jego żona Marilena Umuhoza Delli (włosko-rwandyjska reżyserka, fotografka i autorka) zaczęli podróżować po świecie w poszukiwaniu mało znanych kultur. Dzięki temu odwiedzili Rwandę, Malawi, Sudan Południowy, Kambodżę, Kenię, Komory, Tanzanię, Rumunię, Pakistan czy Wietnam.

W 2011 roku Ian Brennan dostał nagrodę Grammy za album Tassili Tinariwen, który nagrał na żywo w południowo-algierskiej pustyni zaledwie miesiąc przed wybuchem Arabskiej Wiosny. Cztery lata później zdobył nominację do Grammy za płytę Zomba Prison Project. Ale już kilka lat wcześniej jego dokonania były również nominowane do tej nagrody, należy wspomnieć o wydawnictwach Ramblin’a Jacka Elliotta I Stand Alone (2006) i Petera Case’a Let Us Now Praise Sleepy John (2007). Kilka późniejszych jego wydawnictwa również doczekały się nominacji.

Brennan pisał też o muzyce do różnych znanych gazet (np. „The Guardian”), a w 2011 roku wydał debiutancką książkę Antidotes Anger. Opublikował również inną cenioną książkę How Music Dies (or Lives): Field-recording and the Battle For Democracy in the Arts, w której m.in. przedstawia swoje obawy związane z ciągłą dominacją mediów anglojęzycznych na całym świecie. W 2019 roku wyszła piąta jego pozycja pt. Silenced by Sound: the Music Meritocracy Myth. Brennan wraz z żoną Marileną Umuhoza Delli jest także współautorem książki Negretta: Baci Razzisti opartej na życiu Delli dorastającego w najbardziej konserwatywnym regionie Włoch z matką imigrantką z Rwandy.

W maju 2021 roku wytwórnia Glitterbeat wydała znakomity materiał Iana Brennana Comorian – We Are an Island, but We’re Not Alone (recenzja) zrealizowany na największej wyspie archipelagu Komorów.

Łukasz Komła: Patrząc na twój producencki dorobek widać, że ciągnie cię od wielu lat w różne rejony świata. Współpracowałeś z malijskim Tinariwen, wielkim pakistańskim śpiewakiem Ustadem Saamim czy niezwykłą grupą malawijskich więźniów Zomba Prison Project. To tylko niewielka część muzycznych przedsięwzięć, które zrealizowałeś. Nie mówiąc o kilku znakomitych książkach jakie opublikowałeś. Zdobyłeś nagrodę Grammy. To są niesamowite osiągnięcia biorąc pod uwagę małe zainteresowanie muzyką tradycyjną i nagraniami terenowymi. W maju tego roku ukazał się wyjątkowy album We Are an Island, but We’re Not Alone, którego jesteś producentem. Co spowodowało, że zainteresowałeś się kulturą Komorów?

Ian Brennan: Podczas moich podróży związanych z książkami odkryłem, że większość ludzi nie potrafi wymienić ani jednego muzyka z krajów rozsianych po całym świecie. Ci odbiorcy, których spotkałem to byli najczęściej ludzie żywo zainteresowani muzyką zagraniczną o wiele bardziej niż przeciętny człowiek i określali się jako „eksperci”. Ci sami ludzie są w stanie z łatwością zaprezentować wielu i różnych artystów ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy innych państw anglojęzycznych.

Sytuacja wygląda jeszcze bardziej dramatycznie w przypadku Komorów. Dowiedziałem się, że większa część ludzi nawet nie wiedziała o istnieniu takiego kraju, a nawet nie była w stanie odgadnąć, do jakiego kontynentu jest im najbliżej. Fizycznie to jedno z najmniejszych państw i jedna z najmniejszych populacji na ziemi, zdecydowanie zasługująca na dużo większy rozgłos na arenie międzynarodowej odnośnie muzyki popularnej, oczywiście na tyle, na ile jest to możliwe.

Ian Brennan
Ian Brennan, fot. mat. prasowe

Jakie były twoje pierwsze wrażenia po wylądowaniu na największej wyspie Komorów, czyli Ngazidja?

To niesamowicie piękne miejsce, z górami wysoko wyrastającymi niemal z morza. Byliśmy po zachodniej stronie wyspy i każdej nocy mieliśmy oszałamiający zachód słońca, każdy był wyjątkowy. A ludzie tam na ogół wydają się bardziej zrelaksowani niż ci, których często można spotkać w środowiskach wielkomiejskich lub miejscach odwiedzanych cały czas przez rzesze turystów.

Ian Brennan
fot. Marilena Umuhoza Delli

W tekście dołączonym do albumu We Are an Island, but We’re Not Alone piszesz o żywych kontrastach, jakie spotkałeś w stolicy Komorów, czyli mieście Moroni, a mianowicie zapamiętałem opowieść o Pałacu Prezydenckim i zaśmieconej plaży przylegającej niemal do tego budynku. Gdzie leży problem w tym kraju jeśli chodzi wysypiska i utylizację śmieci?

Nie znam wszystkich zawiłości. Powiedziano mi, że Komory zostały niejako ukarane za swoją niepodległość w taki sposób, w jaki nie ukarano czwartej wyspy, Majotta, która pozostała pod kuratelą Francji. Chociaż jakość życia jest znacznie wyższa niż w niektórych miejscach, w jakich byliśmy, choćby takich jak Sudan Południowy czy Malawi, to jednak wciąż Komory zmagają się z ubóstwem.

Ian Brennan
Mmadi, fot. Marilena Umuhoza Delli

Przyznam, że jestem zachwycony artystami, których prezentujesz na We Are an Island, but We’re Not Alone – niezwykła ekspresja wokalna Mmadi’ego i jego wirtuozerska gra na instrumencie ndzendze oraz wielki talent Soubi’ego. Jak ich odkryłeś?

Zaczęliśmy szukać na miejscu. I jak to często bywa przy muzycznych poszukiwaniach, musieliśmy wysłuchać wielu wypolerowanych pozerów, aby w końcu znaleźć artystów, którzy naszym zdaniem byli bardziej wielowarstwowi i przekonujący niż ich „sławni” lub „profesjonalni” odpowiednicy.

Soubi, fot. Marilena Umuhoza Delli

Wiem, że rejestrowałeś na Komorach w różnych warunkach atmosferycznych, wspominasz o wielkiej ulewie, która zniszczyła ci rejestrator, na którym było wyjątkowe nagranie. Niestety zostało utracone. Proszę opowiedz więcej o tym zdarzeniu.

Nagrywaliśmy w maleńkiej, jednoizbowej chatce zrobionej z blachy, gdzie złamałem wtedy jedną z moich kardynalnych zasad: nigdy nie pakuj sprzętu, dopóki nie będziesz absolutnie pewien, że występ się zakończył. Artysta wówczas zarezerwował na sam koniec swoją najbardziej sztandarową pieśń – tuż po tym, jak się poddaliśmy i wyszliśmy na zewnątrz, a to właśnie wtedy można było poczuć największą wolność.

Nie miałem wyboru, musiałem stać w deszczu, trzymając podręczne zapasowe urządzenie stereo i próbowałem uchwycić ten piękny moment, gdy obaj byliśmy przemoczeni. Wbrew intuicji, stanie w deszczu zapewniało lepsze brzmienie, ale niestety wilgoć zniszczyła sprzęt i to wspaniałe nagranie zostało bezpowrotnie utracone – świadkami tego momentu byłem tylko ja i sąsiad, który dopalał papierosa stojąc oszołomiony w blaszanym i wąskim przedsionku tego domu.

Czy miałeś też w planach wybranie się na pozostałe trzy wyspy wchodzące w skład archipelagu Komorów – Anjouan, Mohéli i Majotta i zarejestrowanie na nich miejscowych artystów?

Mieliśmy nadzieję, że odwiedzimy Mohéli. Ale tuż po przybyciu zapytaliśmy o ndzumarę (podwójna trzcinowa fujarka, podobna do grubo ciosanego oboju) i ze smutkiem poinformowano nas: „Umarł”. Ostatni żyjący muzyk mieszkał na Mohéli i właśnie odszedł, a dźwięk instrumentu zniknął wraz z nim na zawsze. Ale miejmy nadzieję, że ktoś na Komorach będzie chciał kiedyś odtworzyć jego brzmienie.

Soubi, fot. Marilena Umuhoza Delli

Jak zapamiętałeś proces nagrywania We Are an Island, but We’re Not Alone? Co najbardziej utkwiło ci w pamięci?

Nagrywanie takich wirtuozów jak Soubi czy Mmadi było procesem stosunkowo łatwym. I obaj są bardzo życzliwymi osobami, więc przebywanie w ich towarzystwie to przyjemność. Moim celem jest jak najbardziej klarowne przekazanie rejestrowanej muzyki podczas występów – bez dogrywania i prawie bez procesu modyfikowania dźwięku, takiego jak pogłos czy korektor. Dążę do tego, aby dźwięki i wokaliści mówili za siebie, co jest niemal dokładnym przeciwieństwem większości dzisiejszych wydawnictw, które są tak zmanipulowane aż nie do poznania. Innymi słowy, w przypadku większości popularnych artystów komercyjnych nikt tak naprawdę nie wie, jak faktycznie brzmią.

Mmadi, fot. Marilena Umuhoza Delli

9 lipca tego roku ukazała się EP-ka Sons of South Sudan duetu Acholi Machon pochodzącego z Sudanu Południowego. Data wydania minialbumu nie jest przypadkowa, bowiem tego dnia przypadła 10. rocznica niepodległości tego kraju. Jak doszło do twoje współpracy z Acholi Machon, a także jak wygląda rzeczywistość tych artystów w kraju, w który słowo „pokój” jest wciąż nieosiągalnym?

Byliśmy w Sudanie Południowym w pierwszą rocznicę uzyskania niepodległości (lipiec 2012). Stolica, Dżuba, wyglądała dość chaotycznie, ponieważ w ciągu zaledwie roku nastąpiła tam eksplozja populacji. Ludzie zaczęli się tam masowo gromadzić, gdyż nagle to miasto stało się nowym centrum. Ziemię mężczyzn z Acholi Machon rozdziera konflikt, odkąd została podzielona przez kolonistów w 1900 roku, o czym zresztą śpiewają na swojej nowej płycie i piosence Acholi 19-Zero. I niestety, wielu ich przyjaciół oraz ich rodzin od lat marnieje w obozach dla uchodźców, marząc o uzyskaniu azylu za granicą.

Jak sobie radzisz z pandemią? Cz pandemia zmieniła coś w tobie, w postrzeganiu świata? My wszyscy jesteśmy zakładnikami tej globalnej sytuacji. Czy jesteś w stanie przewidzieć, jak będzie wyglądał świat w najbliższych latach?

Biorąc pod uwagę nawet wydarzenia sprzed roku z pewnością nieśmiało mógłbym przewidzieć, co może się wydarzyć jutro lub za pięć minut. Ale myślę, że ten kryzys sprawił, że nasza niezdolność wybiegania w przyszłość stała się jeszcze bardziej widoczna niż kiedykolwiek, gdyż praktycznie nie było nikogo, kto mógł rozsądnie twierdzić, że obwieścił sposób, w jaki świat będzie funkcjonował od marca 2020 roku. Dla mnie osobiście COVID-owy kryzys splótł się z poważnymi zmianami w życiu – odszedł mój ojciec z powodu raka, zaś moja siostra stała się niepełnosprawna fizycznie.

Z pewnością duże nagromadzenie osobistych doświadczeń, które miało miejsce podczas tego kryzysu, boleśnie i jeszcze bardziej uwidoczniło, że nasze obecne modele ekonomiczne są nie do utrzymania.

Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas. Na koniec jeszcze jedno pytanie o twoje plany artystyczne: gdzie chciałbyś teraz dokonać nagrań terenowych?

Jesteśmy raczej dość ostrożni, jeśli chodzi o rozmowy na temat podróży lub nagrań, do czasu kiedy nie wydarzą się . Ale traf tak chciał, że mieliśmy szczęście, ponieważ udało się przed kryzysem zgromadzić dużo nagrań i krótkich filmów, co pozwoliło nam podczas lockdownu nadal wspierać muzyków w Malawi, Rwandzie i innych miejscach. A teraz, od czasu poluzowania obostrzeń, wręcz pędzimy, aby zajmować się muzyką, dopóki jest to możliwe. Nikt tego nie wie, czy nie będziemy musieli w najbliższej przyszłości zmierzyć się z podobnymi lub jeszcze gorszym restrykcjami.

To są właśnie trudy tej miłości, musimy to robić, dopóki możemy. Może być tak, że pewnego dnia dojdzie do takiego braku pieniędzy, iż sytuacja będzie nie do udźwignięcia finansowo. Znaczna część ludzi nie miała prawie żadnych dochodów w ciągu ostatniego roku. My jesteśmy uzależnieni od mojej pracy w USA, gdzie prowadzę zajęcia dotyczące zapobiegania przemocy, co pozwala nam finansować różne projekty i po prostu nasz byt.

 

Strona Iana Brennana »
Strona Marileny Umuhoza Delli »
Strona Glitterbeat »
Profil na Facebooku »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy