Wpisz i kliknij enter

Saba Alizadeh – I May Never See You Again

Bunt rzek.

Skoro powiedziałem “a”, to trzeba powiedzieć „b”. Nie tak dawno temu silnie rekomendowałem zapoznanie się ze składanką przygotowaną przez wytwórnię 30M Records, która zawierała zagęszczony obraz irańskiej sceny muzycznej. To kapitalna praca, dzięki której możemy poznać bliżej współczesną muzykę z Iranu, z której wyłaniają się talenty nieprzeciętne. Jednym z nich jest Saba Alizadeh. Jego instrumentem głównym jest kemancze, tradycyjny instrument smyczkowy, który stanowi centralny punkt właśnie wydanego albumu „I May Never See You Again”.

Wokół niego zbudowana jest cała dramaturgia utworów, na którą składa się w dużej mierze muzyka elektroniczna. Urodzony w 1983 roku w Teheranie kompozytor zapałał miłością do sztuki eksperymentalnej. Po studiach w tym kierunku postanowił wpleść poznane idee w swoją twórczość, doprawiając ją równie pokaźną ilością hałasu. W dodatku nie porzucił rodzimej muzyki, a nawet postanowił do swojej mikstury dodać irańskie formy. I na skutek tego – w dużym skrócie – powstało dziewięć, głównie instrumentalnych, utworów.

Jak się okazuje w bliskowschodnim uduchowieniu pomóc mogą drony. Utwór „Only Hope Breaks The Dark Waves” porusza czułe struny słuchacza swym mrokiem, dając paradoksalnie sporo otuchy. Wcześniej z kolei mamy styczność z arcyciekawym „Ablution”. Nagrania terenowe – głównie wody – rozlewają się na całą szerokość utworu. Pojawiający się umiarkowanie instrument szybko niknie w starciu z istnym buntem rzek. O tym, że ten album znajduje się jak najdalej od oczywistości świadczy również „Phasing Shadows” nagrany z wokalistą Andreasem Spechtlem. Owszem jest tekst po angielsku, jest marzycielska aura, ale w pewnym momencie wszystko tonie w hałasie.

Destrukcja, której nie powstydziłaby się grupa Clipping., rozsadza „Silences Inbetween”. Spechtl wraca jeszcze w poruszającej, prostej i długiej balladzie „Touch”. Dalej jest tylko ciekawiej, gdyż pojawia się „Hybrid” przynosząc wykoślawioną muzykę elektroakustyczną, a głównemu twórcy partneruje Rojin Sharafi. A zamykający „Azin” kieruje myśli do niedawnego wydawnictwa Arszyna. Najbardziej uderzającą rzeczą na płycie jest silne rozemocjonowanie. Elektroniczny chłód muzyki elektronicznej zostaje wyposażony w żarzące się ogniwa silnych przeżyć o niemal religijnym charakterze. Dla słuchaczy poszukujących – rzecz konieczna. Dla tych obojętnych – tym bardziej.

30M Records | 2021
Bandcamp
FB
FB 30M Records







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy