Wpisz i kliknij enter

Fau – Wywiad

Lynchowskie poczucie czasu.

W przeddzień wydania „Lost Melodies” EP rozmawiamy z Mateuszem Szmigiero znanym jako Fau.

Mateusz, „Is it future or is it past”?

Odpowiadając „po Lynchowsku” – „The past dictates the future”. I tak też było z utworami, o których rozmawiamy, bo czas w nich bardzo się przeplata, zarówno jeśli chodzi o to, kiedy zostały nagrane, jak i czas, który był mi potrzebny, aby wiedzieć, w jakim kierunku chcę iść. Od kiedy pamiętam jestem fanem myśli o podróżowaniu w czasie, więc kto wie, może jednak się mylimy i to przyszłość ma wpływ na przeszłość, a nasza rozmowa dawno już się odbyła?

Z informacji o releasie wyczytałem, że wydajesz po raz pierwszy od 8 lat. Wybudzałeś się z muzycznej hibernacji?

Tak i nie. W tej przerwie między moimi wydawnictwami udało mi się wypuścić parę pojedynczych utworów czy też remiksów, ale były to raczej chwilowe przebudzenia. Faktycznie przerwa od mojej poprzedniej EP trwała aż 8 lat – sam trochę nie mogę w to uwierzyć. Czas jest bardzo względny i choć ta przerwa była relatywnie długa, to wydaje mi się, że była mi bardzo potrzebna na ułożenie sobie wielu muzycznych i prywatnych rzeczy. Cieszę się, że udało mi się nareszcie obudzić i mam nadzieję, że nie będzie to chwilowe – na dziś zdecydowanie nie planuję drzemki.

Opowiesz nam, jak powstawał materiał na epkę i uchylisz rąbka tajemnicy jak wygląda Twój proces twórczy?

Pojęcie czasu stało się już chyba tematem przewodnim naszej rozmowy, bo znów muszę do niego wrócić, aby odpowiedzieć na pytanie. Utwór „Lost Melodies” w dużej części powstał o wiele wcześniej. Najpierw nagrałem kilka śladów, które zapisałem sobie jako szkic. Po dłuższej przerwie przypomniałem sobie o nich i dograłem kolejne instrumenty, jednocześnie aranżując i miksując utwór. Schowałem go do przysłowiowej szuflady, aby wraz z awarią komputera stracić ten projekt – stąd zresztą jego tytuł. Jestem jednak dość upartą osobą i kilka miesięcy później udało mi się częściowo odzyskać projekt i dograć do niego dodatkowe partie.

Z pozostałymi dwoma utworami było już trochę łatwiej, choć również powstały ze szkiców. Jeden z utworów – „Rays of The Purple Sun” był fragmentem live actu, który grałem mniej więcej na rok przed tym, jak przekształciłem go w pełnoprawny utwór. „This Robot Needs a Human Touch” powstał natomiast z zabawy breakami oraz historii o ludziach-robotach, którą snułem sobie przez jakiś czas w głowie.

Wszystkie te czasowe przeplatanki i muzyczne puzzle zebrałem w całość i dokończyłem na początku roku. Ze względu na pandemię działałem w swoim „bedroom studio”, czyli po prostu w pokoju, w którym miałem monitory studyjne i trochę sprzętu – tu wielkie podziękowania dla mojej żony Oli i psa Kosmosa, którzy dzielnie w naszym małym mieszkaniu znieśli moje hałasy, miliony poprawek i moje humory, cierpliwie podnosząc mnie na duchu, kiedy uznawałem, że skończenie tych utworów zupełnie nie ma sensu i że trzeba wszystko odwołać, przeprosić, zapomnieć i poczekać jeszcze parę lat z jakimś wydawnictwem.

Wybacz prozaiczne pytanie laika produkcji muzycznej – analog czy cyfra?

I analog, i cyfra. Zupełnie nie jestem z tych, którzy uważają, że istnieje tylko jedna słuszna droga. To naprawdę są tylko narzędzia, niektóre kultowe, ale nadal narzędzia. W przypadku tej EP zdecydowanie jest tu więcej cyfry, bo analogowych jest tylko parę nagranych wcześniej śladów. Działając w większości z domu, miałem mocno ograniczone narzędzia, co według mnie wcale nie musi być aż takie złe, a czasem może nawet jest zbawienne i wzbudza kreatywność.

„Lost Melodies” zawiewa arktycznymi melodyjkami (trochę jak na Tele:Funken „A Collection Of Ice-Cream Vans Vol.2”), „Rays of The Purple Sun” to sprawa „rozwojowa”, a „This Robot Needs A Human Touch” mogłaby wydać wytwórnia Timeisnow (Bakey, Holloway, Interplanetary Criminal). Szukałeś ducha w maszynie?

Dziękuję Ci za te porównania. Bardzo cenię sobie Tele:Funken – choć wiele lat nie słuchałem, dzięki za przypomnienie – więc cieszę się, że „Lost Melodies” przywołuje u Ciebie takie wspomnienia. Rzeczy, które wydaje Shall Not Fade i Timeisnow, które z niego wyrosło, to brzmienia, które jak najbardziej są mi bliskie i których lubię słuchać. Moje muzyczne korzenie są zresztą w dużej części w połamanych, basowych brzmieniach, bo to w nich stawiałem pierwsze producenckie i DJ-skie kroki. Ta arktyczność, o której mówisz to też jakiś fragment mnie. Duże przestrzenie, długie pady, ambientowe pejzaże, to zdecydowanie moje ulubione regiony w muzyce, w które cały czas próbuję podążać.

Szukanie ducha w maszynie to trochę opowieść, która chodziła mi po głowie przy tworzeniu „This Robot Needs a Human Touch”, więc jeśli ją usłyszałeś w moich dźwiękach, to chyba pozostaje mi się cieszyć, że udało mi się ten efekt uzyskać. Dużo gorzej, kiedy to ludzie stają się bezpowrotnie maszynami, miejmy nadzieję, że to nas nie spotka.

Czego słuchałeś w przerwach między tworzeniem/nagrywaniem?

W mojej codziennej pracy jestem Music Supervisorem, co wymaga ode mnie prawie cały czas słuchania bardzo różnej muzyki i mocno otwartej muzycznie głowy. Nie jest to więc aż tak proste pytanie, jak może się z pozoru wydawać.

„Po godzinach” słucham dużo ambientu, arktycznych brzmień, o których wspominałeś – nie tylko dla uspokojenia, ale również w poszukiwaniu nowych dźwięków. Lubię około jazzowe brzmienia – Matthew Halsall i jego wytwórnia Gondwana Records w ostatnim czasie często gościły w moich słuchawkach. Zawsze bardzo bliskie były i są dla mnie bristolskie, elektroniczne brzmienia i w ogóle elektronika z wysp – choć oczywiście nie skupiam się tylko na tych geograficznych okolicach. Słucham też dużo kosmicznego electro od takich twórców jak E.R.P, Morphology czy Versalife. Tych, którzy znają moją wcześniejszą twórczość i sety, nie zdziwi pewnie też to, że uwielbiam hipnotyczne brzmienia techno. Chyba najbardziej wciągają mnie utwory, które nie są jednoznaczne gatunkowo ,jak na przykład kompozycje Wacława Zimpela, który jest według mnie jednym z ciekawszych aktualnie twórców – nie tylko w Polsce. U nas w domu dużo też leci gitarowej muzyki i często cofamy się w czasie to lat 60., 70. czy 80., więc tych inspiracji jest naprawdę sporo.

W tym momencie zrobię małą pauzę, bo w kwestii słuchania muzyki mógłbym rozmawiać bez końca, więc może odpowiem trochę inaczej. Od kilku lat z moim przyjacielem Michałem Kramarem działamy jako Evening Selection, prowadzimy razem audycję w Radio Kapitał, ale też codziennie równo o 22.00 na zmianę wrzucamy jeden polecany utwór na naszym facebookowym profilu. Zebrała się tam już niezła kolekcja inspiracji. Wybacz tę „kryptoreklamę”, ale łatwiej jest muzyki słuchać niż o niej opowiadać, a na tym właśnie profilu można posłuchać rzeczy, których z pewnością dużo słuchałem w przerwach między tworzeniem.

Skąd wybór, jakże, zacnych remikserów?

Z Kasią, czyli ISNT, znamy się kilkanaście lat i była dla mnie dość oczywistym wyborem jako założycielka Behind The Stage i osoba, która zaprosiła mnie wiele lat temu do kolektywu, bardzo cieszyłem się, kiedy zgodziła się na zrobienie remiksu. Wiele razy graliśmy razem sety b2b, spędziliśmy razem niezliczoną liczbę godzin w klubach i niejednokrotnie rozmawialiśmy o tym aby coś razem nagrać. Póki co efektem wspólnych działań jest ten remiks; ale kto wie, co przyniesie czas?

Z jamaszką FT myślałem, że się nie znamy. Bardzo spodobała mi się jego EP wydana przez Dom Trojga, sporo jej w pewnym momencie słuchałem i czułem, że podobnie myślimy o muzyce. Odezwałem się do Eltrona, który skontaktował nas ze sobą i… okazało się, że mieliśmy już kiedyś okazję się poznać, wiele lat temu, kiedy jamaszka FT nie był jeszcze jamaszką FT. Świat jest naprawdę mały. Wybór jamaszki na remiksera uważam za bardzo trafiony, to w jaki sposób posamplował utwór i jak umiejętnie przeniósł go do swojego świata, zostawiając jednocześnie dużo z oryginału, to naprawdę według mnie duża sztuka.

Remiks Piotrka Figla to była nie lada niespodzianka. Piotrek robił mastering całego materiału i przy okazji pojawił się temat jego remiksu. Okazało się, że możemy mieć jednak problem ze zmieszczeniem się w czasie, Piotrek miał w tym momencie sporo pracy i kiedy zdążyłem już pogodzić się z tym, że jednak nie będzie remiksu od Piotrka, on wysłał mi ten hipnotyczny techno banger. Bardzo lubię tę wersję „Rays of The Purple Sun”.

Jak pracowało Ci się z Piotrem Figlem przy masteringu materiału?

Polecam tego allegrowicza, 10 na 10. Mieliśmy już okazję współpracować, kiedy Piotrek robił mastering mojego remixu utworu Abu Zeinah „Nāga”. Już wtedy Piotrek mocno mi zaimponował swoim czujnym uchem i umiejętnościami, a przy „Lost Melodies” tylko to potwierdził. No i ten remiks. Prawdziwy zuch!

Jakieś skonkretyzowane plany wydawnicze jako Fau?

Na razie bardziej pomysły niż plany, nie chcę nic obiecywać, żeby nie wywierać na samego siebie presji, która wprowadzi mnie w stan twórczej hibernacji na kolejnych parę lat. Nie planuję przestawać tworzyć i dość duży feedback, jaki dostaję po tym wydawnictwie, daje mi sporo energii, ale nie zapeszajmy.

Planujesz powrót do grania muzyki na imprezach?

Nawet niedługo po naszej rozmowie będę miał przyjemność zagrać na festiwalu Fala Occult Dźwięku. Będzie to moje pierwsze granie po pandemii, więc czuję sporą ekscytację, szczególnie że bardzo cenię sobie Falę Dźwięku i ludzi związanych ze stowarzyszeniem Trzecia Fala. Uwielbiam grać, ale zdecydowanie nie jestem już aż tak klubowym zwierzęciem jak jeszcze parę lat temu, mniej chodzę na imprezy, więcej przyjemności czerpię z koncertów, więc trochę wypadłem ze środowiska klubowego i przyznaję, że nigdy nie miałem głowy do zabiegania o miejsce w lineupach. Jeśli jednak czyta nas jakiś promotor, któremu spodobało się „Lost Melodies” lub moje sety DJ-skie, to jak najbardziej jestem otwarty na granie.

Soundcloud »
Bandcamp »






Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy