Wpisz i kliknij enter

Marco Shuttle – Cobalt Desert Oasis

Plemienny soundtrack.

Naprawdę nazywa się Marco Sartorelli i pochodzi z miasta Treviso, leżącego niedaleko od Wenecji. I to właśnie tam stawiał swoje pierwsze kroki jako didżej, nie mając jeszcze skończonych piętnastu lat. Kiedy przyszło do wyboru studiów, zdecydował się na kurs projektowania mody na słynnej St. Martin’s School Of Art w Londynie. Wyjazd do stolicy Anglii stał się dla niego również okazją do peregrynacji po tamtejszych klubach, dzięki którym poznał brytyjskie brzmienia od podszewki.

Mimo to, kiedy zadebiutował w 2007 roku pierwszym własnym krążkiem, zawierał on zdecydowanie bardziej kontynentalną muzykę – techno w swej minimalowej wersji. Tak naprawdę źródłem inspiracji były bowiem dla niego klasyczne dźwięki rodem z Detroit i Chicago. Marco sięgał jednak po bardzo różnorodną muzykę: nie tylko tą elektroniczną, ale również jazz czy etno. Z czasem echa tych gatunków stały się słyszalne w jego własnych produkcjach.

Aby je publikować, Marco założył wytwórnię Eerie. To jej nakładem ukazał się jego debiutancki album – „Visione” z 2014 roku. Znajdujące się na nim przestrzenne techno idealnie trafiło w swój czas, windując jego autora do grona najciekawszych producentów gatunku rodem z Włoch. Opinię tę potwierdził wydany trzy lata później album „Systhema”, który zawierał bardziej rozbudowaną aranżacyjnie ilustracyjną muzykę. Nie inaczej rzecz się ma z trzecim krążkiem artysty.

„Cobalt Desert Oasis” to płyta koncepcyjna, która powstawała w ciągu ostatnich dwóch lat poprzedzających pandemię. Włoski producent sporo podróżował wtedy po świecie jako didżej i przy okazji dokonywał licznych nagrań terenowych. Po powrocie do Berlina, w którym obecnie mieszka, selekcjonował te rejestracje i uzupełniał je partiami syntezatorów modularnych i automatów perkusyjnych. Tak narodził się materiał na nowy album artysty, który opublikował mu nakładem swej wytwórni Incienso kolega po fachu – Anthony Naples.

Większość nagrań z kolekcji oparta jest o plemienne rytmy wygrywane na tombaku – tradycyjnym perskim instrumencie perkusyjnym, mającym kształt ręcznego bębna. I rzeczywiście: takie utwory jak „Danza De Los Voladores” czy „Through The Cobalt Desert” rezonują hipnotycznym pulsem, opatrzonym w dosyć oszczędny sposób przestrzennymi efektami i elektronicznymi dźwiękami. Czasem te tribalowe partie schodzą na drugi plan – i wtedy muzyka nabiera kształtu etnicznego ambientu w stylu Rapoon („AfA”).

To jednak nie wszystko. Na płycie pojawiają się również kompozycje pozbawione plemiennych perkusjonaliów. To chociażby „Polysolation” – majestatyczny dark ambient, zogniskowany na chmurnych pasażach syntezatorów. Z kolei w „Winds Of Cydonia” włoski producent śmiało asymiluje wpływy psychodelii, tworząc eteryczne nagranie o nocnym nastroju. Największe wrażenie robią jednak dwa finałowe utwory. „Bembe Bongo” i „4Dimensional Soundwaves” osadzone są na mechanicznym rytmie o industrialnej proweniencji, który uzupełniają rozwibrowane arpeggia rodem z kosmische musik.

Producenci z klubowej sceny już nie raz sięgali po etniczne rytmy i brzmienia. Pierwszy z brzegu przykład to Stefan Schwander – i jego fenomenalny projekt Harmonious Thelonious. Ciekawe efekty fascynacji muzyką ludową z Bliskiego Wschodu czy Afryki prezentuje na „Cobalt Desert Oasis” również Marco Shuttle. Jego nowy album to oryginalne dzieło, odsłaniające talent włoskiego artysty do tworzenia niebanalnej muzyki ilustracyjnej. Po raz pierwszy usłyszeliśmy to na „Systhemie”, a teraz tendencje te zyskują pełny wyraz.

Incienso 2021

www.incienso.nyc

www.facebook.com/marcoshuttle







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy

3 pytania – King Midas Sound

W walentynki ukazał się nowy album projektu Kevina Martina i Rogera Robinsona, a dziś gościmy ich w naszym cyklu mini wywiadów.