Wpisz i kliknij enter

Mike Cooper – Oceans of Milk and Treacle

A więc w tropiki.

W dzisiejszej sytuacji każda oszczędzona złotówka, choć dynamicznie tracąca na swej wartości, to jednak skarb. I w sytuacji kiedy nie posiadasz znanej rodakom twarzy, która uprawnia cię do zniżki na przejazd do Zanzibaru, to musisz zadowolić się metodą alternatywną, jeśli chcesz odbyć podróż w tropiki. Na szczęście zawsze można skorzystać z potęgi wyobraźni, a konkretnie znaleźć odpowiedniego sztukmistrza, który swymi umiejętnościami zrobi nam tropiki bez wychodzenia z domu. I właśnie w tym miejscu pojawia się Mike Cooper.

Geograficzne skojarzenie wywołuje nie tylko okładka płyty czy sposób gry na gitarze, ale również szereg dźwięków zebranych ze Sri Lanki, Wietnamu, Australii czy Bali i porozmieszczanych w dziewięciu utworach. Z informacji udostępnionych przez muzyka wynika, że jest to ścieżka dźwiękowa do niemego filmu opartego na książce Freda Hardy`ego „The Religious Culture of India”, ale i bez tego mamy do czynienia z cudownie nieprzewidywalnym albumem. Przecina się tu świat natury, cyfrowy, akustyczny i (niemal) fizyczny. Nie da się również nalepić jednej, gatunkowej metki.

Weźmy chociaż utwór tytułowy, który jest łagodną, jazzową kompozycją, która rozlega się na tle nocy. Saksofony są kluczowe, a grają na nich Aaron Hawkins i Geoff Hawkins. Tylko, że zaraz po nich następują nagrania terenowe okazjonalnie ozdabiane instrumentami („Glass Love Rainbow Drums”). A przed nimi Cooper zabiera nas w nieokreślone miejsce, gdzie na tle innych nagrań terenowych, prezentuje nam swoje improwizacje gitarowe („Tirta Gangga”). Otwarcie za to jest całkowicie nieoczekiwane. Może to zasługa dziwnego kolażu, a może głosu Viv Corringham.

Pomimo dość relaksującego charakteru płyta nie jest żadną błahostką. „Boogie Boards and Beach Rubbish” jest znakomicie polepiony i pomylony, a „Mono-Hydra” zostaje intrygująco roztrojony i niespodziewanie przechodzi w coś tajemniczego, jakiś obrządek, którego jesteśmy mimowolnymi świadkami (znów zjawiskowy głos Corringham). Biorąc wszystko pod uwagę należy stwierdzić, że Mike Cooper znajduje się gdzieś indziej niż reszta ludzkości. Jego naturalny dar do eksperymentowania owocuje bogatą muzyką. Do tego dochodzi urocze i niepospolite zakończenie płyty.

Room40 | 2022
Bandcamp
Oficjalna strona artysty
FB Room40







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
tosca
tosca
3 miesięcy temu

Ale kozak. Świetna płyta. Widać, że umie w elektronikę i improwizację. Wszystko tu się miesza, a jednak jest pod kontrolą. Brawo.

Polecamy