Wpisz i kliknij enter

Yasuaki Shimizu – Kiren

Łaskotanie podświadomości po 38 latach!

W tym roku japoński saksofonista, kompozytor i producent Yasuaki Shimizu skończy 68 lat. Współpracował z ogromną ilością artystów z różnych dziedzin sztuki (film, instalacje wideo, taniec etc.). Wystarczy wymienić Ryuichiego Sakamoto, Björk, DJ Towa Tei, Van Dyke Parksa, Manu Dibango, Elvina Jonesa, Toshinori Kondo, Mitsuo Yanagimachiego, Petera Greenawaya, Kazumiego Watanabe, Billa Laswella i wielu innych. Shimizu znany jest jako interpretator wiolonczelowych suit Bacha, ale granych przez niego na saksofonie tenorowym. Najczęściej wykorzystywał do tego niekonwencjonalne środowiska akustyczne, które dobierał pod względem wysokiego natężenia pogłosu, a mianowicie podziemny kamieniołom, kopalnia czy świątynia Kodaiji w Kioto. Japończyk miał też projekt Yasuaki Shimizu & Saxophonettes, publikując pod tym szyldem suity oraz Wariacje Goldbergowskie Bacha.

Jego kariera jako saksofonisty jazzowego rozpoczęła się w latach 70. To właśnie wtedy wypuścił swój pierwszy solowy album Get You (1978). Na początku lat 80. z kolei skupił się na współpracy z rockowym zespołem Mariah, z którym wydał pięć płyt. W tym samym czasie Shimizu nagrywał kolejne solowe albumy – Berlin (1980) i IQ 179 (1981). Warto podkreślić, że miał już ugruntowaną pozycję na japońskiej scenie nowej fali, m.in. dzięki zleceniom producenckim i liderowaniu w Mariah. W 1982 roku Shimizu opublikował swój ceniony krążek Kakashi, a rok później wielce uznaną płytę Mariah Utakata No Hibi.

I docieramy do roku 1984, kiedy to Shimizu wchodzi do studia z producentem Akim Ikutą i Morio Watanabe (basistą Mariah), aby zarejestrować zbiór utworów z eksperymentalną muzyką taneczną, które następnie trafiły na płytę Kiren. Ten materiał przeleżał w archiwum 38 lat i nigdy nie ujrzał światła dziennego, aż do teraz! Podobny los spotkał nagrania z niewydanego wcześniej album Latin, na którym Shimizu eksplorował muzykę z Ameryki Łacińskiej. Ostatecznie Latin wyszedł dopiero w 1991 roku! Należy dodać, że Japończyk pracował równolegle nad Kiren i L’Automne À Pékin (1983). Ten drugi longplay był hołdem Shimizu dla Złotej Ery Hollywoodu, ale złożonym w jego eksperymentalnym i wywrotowym stylu. To był absolutnie niesamowity czas w karierze Shimizu.

Warto przypomnieć, że w 1987 roku Japończyk opublikował Music For Commercials będący zbiorem znakomitych dżingli napisanych na potrzeby japońskich reklam telewizyjnych. W 2017 roku ten materiał doczekał się wznowienia w ramach serii „Made To Measure” belgijskiej wytwórni Crammed Discs (tutaj o tym pisałem).

Wracając do źródeł Shimizu wspomina, że od najmłodszych lat słuchał bardzo różnych gatunków muzycznych – w tym jazzu, muzyki latynoskiej, hawajskiej, chanson, klasycznej i nie tylko. Oprócz muzyki zachodniej swoją uwagę kierował również w stronę starszych form muzyki japońskiej, takich jak matsuri-bayashi (tradycyjna muzyka festiwalowa), stare pieśni ludowe i enka oraz bardziej nowoczesnych form. Jako dziecko interesował się również technologią bezprzewodowej transmisji i nagrywania dźwięku; rejestrował odgłosy owadów i dopatrywał się ich podobieństwa do alfabetu Morse’a. W tym sensie jego ciekawość muzyki i ogólnie dźwięku rozwinęła się poprzez rodzaj „zabawy”.

Kiren wypełniło siedem kompozycji, które powstały w wyniku eksperymentowaniu w studiu z rozmaitymi formami. Shimizu stosuje rytmiczną ekwilibrystykę i przeobraża pentatoniczne skale na własne potrzeby. Warto wiedzieć, że japońska muzyka posiada dwie pentatoniczne skale, z których są usuwane dwie nuty: skala Yona Nuki i skala Niro Nuki. Skale te były używane w japońskich pieśniach ludowych, shōka (pieśni z okresu Meiji, często wykorzystywane w szkołach), kayōkyoku i enka. Co ciekawe, praktycznie identyczne skale można spotkać również w muzyce afrykańskiej. Na Kiren słychać pentatoniczne skale, a Shimizu szczególnie ukochał sobie skalę Niro Nuki.

W takich nagraniach jak Momo no Han i Kagerofu pojawią się również słowa, a raczej gra słów.

„Łączyłem ze sobą słowa, które w ogóle nie miały żadnego znaczenia, i tworzyłem teksty, po prostu wyciągając z nich określone postacie lub dźwięki” – wspomina Shimizu.

Muszę to przyznać, ale utwór Ashita jest jednym z najlepszych jaki w tym roku usłyszałem. Piękny sound saksofonu pławi się w gąbczastym, mięsistym basie, pogłosach, eksperymentach na taśmy i samplowaniu. Shimizu niemal chłoszcze i pogania naszą wyobraźnię! Z kolei takiego rytmicznego i brzmieniowego majstersztyka jak Peruvian Pinknie nie powstydziliby się David Byrne czy Brian Eno.

O eksperymentowaniu na Kiren najlepiej opowiada sam mistrz:

„W studiu było pomieszczenie z talerzem do pogłosu. Aki Ikuta i ja zakradliśmy się tam i kopnęliśmy duże pudło, w którym był ten talerz – wydało to tak potężny dźwięk, że nagraliśmy ten efekt, a następnie wykorzystaliśmy go w naszych kompozycjach”.

Płytę kończą dwa fragmenty Shiasate i Ore No Umi. Poziom nie opada ani na chwilę, następują po prostu zmiany, które zaskakują nieprzewidywalnością i świeżością. Shiasate mógłby idealnie odnaleźć się w wielu pasmach porządnych stacji radiowych i wybrzmieć w samo południe! I to byłaby duża radość z takiego dźwiękowego spotkania! Ore No Umi wieńczy całość i wręcz niesie nas swoim pozytywnym, aczkolwiek melancholijnym nastrojem. Znakomicie poskładane partie instrumentów dętych, perkusyjnych i smyczkowych po prostu przenoszą nas w jakąś azjatycką krainę pełną zmysłowości.

Niesamowite, że Yasuaki Shimizu pozostaje jednocześnie bardzo japoński i zachodni. Nie oddaje pola żadnej kulturze, jest sprytnym kameleonem oraz piekielnie zdolnym innowatorem, potrafiącym czerpać z tradycji bez jej dewastowania. Znalazł pęk wytrychów, a raczej sam je sobie wymyślił, do tworzenia absolutnie zjawiskowych form i brzmień. Kto z nich skorzysta? Ten kto nie boi się wyzwań!

Palto Flats | luty 2022

 







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy