Wpisz i kliknij enter

Das Komplex oraz Moogy Coast

Dublet bez kompleksów.

Marcin Łukaszewicz (bez dwóch zdań) jest dla mnie jedną z najzdolniejszych osobowości na rodzimej scenie elektronicznej patrząc przez szeroki pryzmat brzmień kwalifikowanych jako House/Balearic/Disco. Jak podpowiada Discogs – historia wydawnicza artysty sięga 2015. roku, choć nie od dziś wiadomo, że aktywny jest o wiele dłużej i ma na koncie imponującą kolekcję albumów dla wytwórni takich jak: Step, Father and Son Records and Tapes, Polena Recordings, czy Internasjonal i Horisontal Mambo, dzięki którym dwa opisywane albumy pojawiły się na półkach sklepowych. Z wypiekami na twarzy i nieskrywaną ciekawością śledzę karierę i rozwój warsztatu technicznego muzyka, który zdążył wypracować szalenie charakterystyczne, własne brzmienie oparte na: wyblakłych jak klisza na słońcu samplach, głębokich liniach basowych i tęskniących zaśpiewach z oddali. Z pewnością nie będę oryginalny pisząc, że jeśli kiedykolwiek powstanie metka Deeper House – artysta będzie jednym z prekursorów gatunku ponieważ posiada tylko sobie znany patent na przeplatanie pastelowej palety brzmień Disco z mocno upalonym Downtempo. Warto zwrócić uwagę, że muzyk wydający dla niszowych, międzynarodowych wytwórni nie boi się eksperymentować lingwistycznie po polsku w tytułach swoich utworów („Onomatopeja Ślimacza”). Jego eleganckie, zawiesiste slow-burnery docenione zostały przez takich artystów jak: Dj Harvey (pojawia się na składance „The Sound of Mercury Rising vol. II”) czy Prins Thomas, który wydał materiał Marcina we wspomnianych wyżej, kierowanych przez siebie labelach.

Nikt tak dokładnie jak Pejzaż i Das Komplex, z rodzimych artystów, nie uchwycił muzycznego klimatu dźwięków kończącego się lata, z tym, że twórczość Marcina schodzi momentami na o wiele bardziej „zbalearyzowane” tory niż muzyka Kruczyńskiego.

Das Komplex – Pillow Stories 12″ EP, Internasjonal, INT0552

A1 Pillow Stories
A2 Gdziekolwiek
B1 Onomatopeja Ślimacza
B2 By The Hand
+ „Nadal”, „Parawany” na wydawnictwie cyfrowym

Skompilowany przez Prinsa Thomasa materiał wręcz ocieka funkującym groovem. Utwór tytułowy to bezapelacyjnie tajna, parkietowa broń, którą każdy eklektyczny didżej powinien mieć w swojej torbie. „Gdziekolwiek” czaruje tajemniczą atmosferą i sprytnie wplecionymi samplami gitarki. „Onomatopeja Ślimacza”, z kolei, to dowód na to, że muzyk ma czarny pas w rekonstruowaniu najlepszych elementów ery Disco, i do tego ten bas! „Nadal” to ugrzeczniona wersja wypadkowej dotychczasowego materiału z fajnie pociętymi głosami. Zamykające wydanie cyfrowe „Parawany” zachęcają do nadmorskiej autonomii terytorialnej, którą poniekąd praktykuje sam artysta.

Profil na BandCamp »
kup płytę »

Moogy Coast – Koherencja 12″ EP, Horisontal Mambo, MAMBO008

A1 Koherencja
A2 U&ME
A3 More
B1 Czasami Jestem Ciekaw
B2 Keep On
B3 Up

Alter ego Moogy Coast powstało gdzieś w okolicach roku 2002. podczas kilku sesji nagraniowych na bardzo oldschoolowym, z perspektywy czasu, sprzęcie. Zagrali jeden live act i wypuścili remiks piosenki zespołu Futro. Podczas tej samej sesji powstał linkowany wyżej „Weź mnie ze sobą” do którego swego niebiańskiego głosu użyczyła bardzo utalentowana Emose Katarzyna Uhunmwnagho (niegdyś Mikrowafle, gościnnie z Electric Rudeboyz). Reaktywacja projektu to hołd dla tamtych czasów uchwyconych na poblakłych już fotografiach. Otwierająca epkę „Koherencja” najbardziej przypomina materiał z genialnej „Reverse Hallucination”, tylko tym razem norweski midas Prins Thomas troszeczkę poprzycinał rozwijające się w nieskończoność tracki. „U&ME” zaskakuje horrorowym wejściem, dalej są rozlewające się gitary jak u wczesnego Harolda Budda i intymnie szepczący tytułową mantrę kobiecy głos.

kup płytę »

Niespodziewanie, na horyzoncie pojawia się zręcznie zmajstrowany hołd dla twórczości Metro Area, czyli „More”. Wspomniany wcześniej Prins Thomas w swoim tajnym arsenale winylowym przechowuje robotycznie rozkręcający się „Czasami Jestem Ciekaw”. Prawie całkowicie pozbawiony beatu, piętrzący się „Keep On” zwiewnie przechodzi w rozwibrowany „Up”, gdzie gitarki i plamy syntezatorów potęgują nastrój miejskiej muzyki smutku.

Warto dodać, że muzyk jest również wytrawnym didżejem i selektorem, aktywnym na wszelakich scenach od ponad dwóch dekad. Słyszałem go na własne uszy w szczecińskim Port Barze i wiem, o czym mówię. Paradoksalnie, twórca cieszący się uznaniem za granicą – jest praktycznie nieobecny na różnego rodzaju eventach i festiwalach w Polsce. No cóż, jest to kolejne świadectwo stanu, w jakim znajduje się rodzima scena elektroniczna i wszelkiego rodzaju koterii, które wokół niej powstały.

Zachęcam do śledzenia Marcina na Facebooku, często wrzuca niewydane smaczki okraszone nietuzinkowymi wizualami – mój faworyt to „Break It” podłożony pod efemeryczne sceny z „Chungking Express” Wong Kar-Waia.

Profil na Facebooku »






Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy