W tym roku Wrocław Industrial Festival odbędzie się w dniach 5-8 listopada. Na największe wydarzenie zapowiada się występ aktualnej inkarnacji legendarnego projektu SPK.
Kiedy w w 2001 roku Maciek Frett z kolegami organizował pierwszą edycję Wrocław Industrial Festival, nie zastanawiał się, czy ten festiwal przetrwa pięć, dziesięć czy dwadzieścia pięć lat. Chcieli po prostu zaprosić do Polski kilka zespołów, których sami słuchali. Było ich dziesięć. Dzisiaj, po 25 latach, licznik przekroczył 500 zespołów i artystów. Przez festiwal przewinęły się właściwie wszystkie generacje sceny industrialnej, od tych, którzy tę muzykę wymyślali w latach 70., przez artystów, którzy rozwijali ją w kolejnych dekadach, po najmłodszych twórców traktujących industrial raczej jako punkt wyjścia niż zamknięty gatunek.
I właśnie to jest dla mnie najciekawsze. Bo industrial nigdy nie był muzyką łatwą do zdefiniowania. Od początku bardziej interesowało mnie to, co znajduje się pomiędzy gatunkami, niż pilnowanie ich granic. Noise, elektronika, dark ambient, muzyka rytualna, eksperyment, post-punk, power electronics, drone, awangarda, przez te 25 lat wszystkie te rzeczy pojawiały się na festiwalu. Czasem bardzo blisko siebie, czasem zupełnie nieoczekiwanie. Dlatego również jubileuszowa edycja nie będzie próbą podsumowania historii industrialu. Nie chcemy robić wystawy muzealnej. Robimy kolejny festiwal – mówi Maciek Frett.
Program tegorocznej edycji zestawia ze sobą artystów, których dzielą czasem dekady, ale których łączy ten sam rodzaj niezależności, konsekwencji i wrażliwości.
Na festiwalu pojawi się SPK, a właściwie Graeme Revell z synem Robertem, człowiek, którego nazwisko jest nierozerwalnie związane z początkami światowej sceny industrialnej. SPK na przełomie lat 70, i 80. stworzyli muzykę, która do dziś potrafi brzmieć aktualnie. „Information Overload Unit” i „Leichenschrei” to płyty, do których można wracać po ponad 40 latach i za każdym razem odkrywać na nowo. Revell później poszedł zupełnie inną drogą, komponując muzykę filmową do hollywoodzkich produkcji, a teraz niespodziewanie postanowił jednak wskrzesić swoją pierwotną formację – SPK. Tym razem pod szyldem SPKtR.
The Legendary Pink Dots są z kolei przykładem zespołu, który przez ponad cztery dekady konsekwentnie wymykał się wszelkim kategoriom. Edward Ka-Spel i jego świat funkcjonują gdzieś pomiędzy psychodelią, eksperymentalnym rockiem, elektroniką i czymś, co można by nazwać muzycznym teatrem. To jeden z tych zespołów, których nie da się sprowadzić do kilku klasycznych płyt czy jednego okresu działalności. Ich historia cały czas trwa, a w Polsce mają od lat grono zagorzałych fanów.
Bracia Klive i Nigel Humberstone od początku lat 80. budują jako In The Nursery swój własny język, w którym elektronika spotyka się z klasyczną instrumentacją i muzyką filmową. Ich podejście do kina niemego jest szczególnie interesujące, nie chodzi tutaj o zwykłe „ilustrowanie” filmu, ale o stworzenie równoległej narracji dźwiękowej. We Wrocławiu zobaczymy ich muzykę na żywo do niemego filmu Carla Theodora Dreyera „The Pasion of Joan of Arc” z 1928 roku.
Crash Course in Science to pionierzy minimal wave, amerykańska grupa powstała w czasach, kiedy post-punk otwierał drogę do zupełnie nowych sposobów tworzenia muzyki. Zamiast klasycznego instrumentarium wykorzytywali przedmioty codziennego użytku, własnoręcznie konstruowane urządzenia i prymitywną elektronikę. Ich nagrania mają w sobie coś bardzo prostego i jednocześnie bardzo nowoczesnego. Jest w tym eksperyment, ale jest też humor i pewna bezczelność, która przypomina, że awangarda nie zawsze musi być śmiertelnie poważna.
Szczególnym wydarzeniem będzie spotkanie N.U. Unruha z Meta Meat. Unruh, współzałożyciel Einstürzende Neubauten, od początku swojej działalności traktował dźwięk jako coś fizycznego. Metal, rury, złom, przedmioty znalezione – wszystko może stać się instrumentem. Meta Meat porusza się natomiast w obszarze rytmu i performansu. To połączenie dwóch doświadczeń i dwóch pokoleń. Wspólny występ został przygotowany specjalnie na tegoroczną edycję WIF.
Ciekawie zapowiada się także specjalna kolaboracja Flint Glass & Ah Cama-Sotz. Gwenn Trémorin i Herman Klapholz znają się ze sceny dark electronics od lat, ale ich wspólny projekt jest czymś nowym – łączy ciężką elektronikę z ambientem i rytualnym napięciem. We Wrocławiu materiał zostanie zaprezentowany na żywo po raz pierwszy.
Na tegorocznej edycji WIF pojawią się też: Halo Manash, Control, Blood and Sun, Robert Revell, PFFFT…!, Imminent, Apoptose, Empusae, Espectra Negra, Opowieść, Rites of Fall & Fugavit, Mazut i Dystopian Control. A za sterami podczas owianych już legendą after parties staną didżeje: Ancient Method, Philipp Strobel, Francesca, Eric Byrne i Paradroid.
Festiwal zawsze był dla mnie przede wszystkim miejscem spotkania. Przez cztery listopadowe dni Wrocław staje się miejscem, do którego przyjeżdżają ludzie z różnych stron Europy i świata. Część z nich znamy od wielu lat, część pojawia się po raz pierwszy. Są artyści, którzy wracają po kilkunastu latach, i tacy, dla których Wrocław będzie pierwszym kontaktem z naszą publicznością. To chyba najlepszy sposób, żeby świętować 25 lat. Nie oglądając się wyłącznie za siebie, ale zapraszając kolejnych ludzi do środka – podsumowuje Maciek Frett.
Wszystkie informacje: www.industrialart.eu
The


Skomentuj