Wpisz i kliknij enter

Porcupine Tree – Fear of a Blank Planet

Po niedawnym sukcesie Blackfield przyszła pora na kolejny produkt Stevena „Maszyny” Wilsona. Po niespełna dwóch latach doczekaliśmy się w końcu kolejnej długogrającej płyty Porcupine Tree. Porcupine Tree
Fear of a Blank Planet

X-box is a god to me
A finger on the switch
My mother is a bitch
My father gave up ever trying to talk to me


Po niedawnym sukcesie Blackfield przyszła pora na kolejny produkt Stevena „Maszyny” Wilsona. Po niespełna dwóch latach doczekaliśmy się w końcu kolejnej długogrającej płyty Porcupine Tree. Album nosi nazwę „Fear of a Blank Planet” i jest zapowiadany jako największe dzieło Wilsona. Czego możemy się spodziewać po chłodno przyjętym i określanym jako wtórny „Deadwing„?

When a mother and father
Gave me their problems
I accepted them all

Aby w pełni docenić nowy materiał trzeba się zapoznać z librettem. Płyta jest opowieścią o tym, jak wielkie zagrożenie niosą ze sobą TV, internet, gry komputerowe czy wszechogarniająca nuda. Teksty Wilsona porażają szczerością i swoją dezaprobatą dla otaczającego nas świata. Tak oto patologia staje się głównym tematem nowej płyty Porcupine Tree.

Only apathy for the pills in me
Its all in me, all in you
Electricity from the pills in me
Its all in me, all in you
Only MTV and cod philosophy


Porcupine Tree – Fer Of A Blank Planet Video

Od strony muzycznej nie zaznamy niczego nowego. Już po pierwszych dźwiękach dowiadujemy się, że mamy do czynienia z tym samym stylem, jaki gościł na płytach poprzedniczkach – „In Absentia” i „Deadwing„. Czyli częste zmiany tempa, kompozycje tworzone nieszablonowo, w końcu opus magnum – w tym przypadku 17-minutowy „Anesthetize„. Wśród gości pojawiają się dwie ikony rocka progresywnego. Mowa tu o Alexie Lifesonie z kanadyjskiego Rush i o guru muzyki progrewsywnej Robercie Frippie. Swój wkład miał także John Wesley, ale o nim od pewnego czasu zaczyna się mówić jako o piątym jeżozwierzu. Brzmienie, cudowne partie wokalne czy też pasaże Barbierego, który miał swój wyjątkowy wkład w kompozycji „My Ashes” potrafią przykuć uwagę na bardzo długo.

I don’t really know
If I care what is normal
And I’ m not really sure
If the pills I’ve been taking are helping


Wspomniany „Anesthetize” to 17 minutowy czołg, który według mnie miażdży wszystko to, co ukazało się dotychczas w 2007 roku. Zaskakująca jest tu przede wszystkim łatwość żonglowania stylami bez naruszenia struktury i klimatu kompozycji. Utwór swoją budową przypomina „Boską komedięDantego. Mamy tu niebo, czyściec i piekło, a owa podróż jest swoistym katharsis. Wilson powraca tu do swoich korzeni, by z czasem wytoczyć ciężką artylerię spod znaku Meshuggah i dokonać masowego zniszczenia. Kompozycję kończy piękna coda, nie wiem czy to nie najpiękniejszy moment na całej płycie. Podsumowując „Anesthetize” ukazuje zupełnie nowy wymiar muzyki, kolaż dźwiękowy najwyższych lotów. Wilson nie słucha głupich opinii o rzekomym zastoju w twórczości i nadal robi swoje – i chwała mu za to!

And Im trying to forget you
And I know that I will
In a thousand years, or maybe a week
Burn all your pictures, and cut out your face

Pod numerem 4 kryje się „Sentimental„. To prawdziwa perełka, której piękno zakrywa swym rozmachem „Anesthetize”. 5 minut wypełnionych po brzegi przez specyficzny, nieokreślony smutek. To nic, że pojawia się tam motyw zapożyczony z genialnego już „Trains„, to nic że swym klimatem przypomina „Lazarusa„. „Sentimental” jest być może nawet bardziej poruszający w swej melodii, bo w warstwie tekstowej nic co dotychczas nagrał Wilson nie może się z nim równać.

Never want to be old
And I don’t want dependence
It’s no fun to be told
That you can’t blame your parents anymore

Album kończy się 7 minutowym „Sleep Together„. Odnoszę tu wrażenie, jakby Trent Reznor i Robert Fripp maczali w nim palce. Nie potrafię ogarnąć tego, co się dzieje w końcowej fazie tego utworu. Przepiękne partie smyczków porywają tak samo za każdym razem. No i ten tekst…czy Pan Wilson nie puszcza do nas oczka śpiewając „Let’s sleep together…Right Now!”, parafrazując słynny Beatlesowski „Come together” z „Abbey Road„? Kto wie? Bez wątpienia jest to najmroczniejsza kompozycja.

Lets sleep together, right now
Relieve the pressure, somehow
Switch off the future, right now
Lets leave forever


Starając się podsumować najnowszy album Porcupine Tree nie sposób utonąć w pochwałach. Ja nie odnajduje w nim słabych punktów. Spotkałem się z opiniami, że prawdziwe Porcupine Tree skończyło się wraz z ostatnią sekundą „Signify”. Lepiej przemilczę ten osąd. Trzeba spojrzeć z pewnego dystansu na to, co dokonywało się w szeregach zespołu, jak ewoluował na przestrzeni kilku lat. Porcupine Tree zmieniało styl średnio co trzy płyty – podobny cykl możemy zauważyć w dyskografii Karmazynowego Króla, wystarczy tylko otworzyć oczy. Tak więc wysuwanie twierdzeń o rychłym upadku Porcupine Tree należy włożyć między bajki, bo jesteśmy świadkami narodzin nowej gwiazdy, gwiazdy która musiała przez lata przebijać się ze swym światłem poprzez mroki show-biznesu, by w końcu stać się tą najjaśniejszą.

This is fate
This is your escape
Leave here now
Leave here now, its over

Porcupine Tree – „Fear of a Blank Planet
Roadrunner Records 2007
RR 8011-2







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


12 Komentarzy

  1. a w ogóle skoro pan recenzent jest z PT trochę czasu i jak twierdzi tylko on rozumie przekazy ich płyt (sic!) to dziwię się, że uważa on iż to super że pT stało się najjaśniejszą gwiazdą show-businessu (o boże jak to brzmi). No linkin park i tyle! czy tam opeth (takie szatany ze skandynawii). Czy tworząc TSMS albo Signify to oto Stevenowi chodziło aby stać sie gwiazdą? chyba nie jednak. A teraz? te pozy, ubiór, stylistyka. Chris Maitland wiedział co robi odchodząc. Geniusz drumsów. Przykre co się stało z Porkami. Ale niech pan nie myśli, że jestem zaślepiony tzw. starymi porkami, żę się odwracam itp. tak nie jest do końca bo doceniam chociażby InAbsentia i nie wystosowałbym do niej porównań z Linkin Park, na które pan tak cierpi. Ale ile można o tym dzieciństwie do ch…? jakas trauma Steve? nowy No-man tez ma byc o szkole? (schoolyard ghosts) ja się wieszam chyba, no bo No-Man to była (jest) ostatnia oaza artyzmu przejawianego przez pana Wilsona

  2. dojrzeć do tej płyty? chyba ma pan na myśli odwrotny proces bo metalu to się słuchało w podstawówce. I to w niej własnie zdaje się Steven tkwić. Duru brzusznego to ja dostaje wracając do eksperymentalnych brzmień pT gdy dociera do mnie, że to ten sam zespół co obecnie. Progres czy zaprzedanie się? dla mnie to drugie. Totalny rock regresywny (obecnośc kolesia z Rush popiera tą teze, a Trenta Reznora próżno tu szukać a szkoda! – to własnie on powinien pomóc Stevenowi zrozumiec, ze kasa nie jest najważniejsza)

  3. Skoro Pan docenia dopiero teraz Deadwing to…gratuluje !! Z takim sluchem to doceni Pan i Fear… Tylko potrzeba czasu…wszyscy kiedys dorastamy. Pozdrawiam !! Zycze sluchania tylko i wylacznie dobrych albumow ! 😀

  4. Swietnie nam tu panie wojtku wylozyl o czym jest ta plyta i jak pan ja wspaniale „zrozumial” tyle tylko ze ktos kto recenzuje płytę nie powinien sie kierować w ocenie tym ze udało mu sie przełożyć teksty na jezyk polski a jak płyta prezentuje sie jako calosc. A jak sie prezentuje? Nędznie. Plyta bez polotu bez emocji zupełnie niepotrzebna skutecznie zniechęciła mnie do pojechania na krakowski koncert porkow. A słuchanie takich jak pan to nazywa ”czołgów” jak Anesthetize najzwyczjniej w świecie męczy. Na tle tego kisielu „Arriving somewhere but not here” z przedostatniej płyty brzmi jak arcydzieło. Jedno musze tej płycie przyznac ze dzieki niej zacząłem doceniać wartość „Deadwing” (uwazalem ta plyte za średnio udaną) tylko czy to jest ta progresja o której pan pisze? steve wilson widocznie zapomnial ze fani pt to ludzie o dosc wyrobionych preferencjach muzycznych(tak mi sie przynajmniej wydaje) i nagral płytę banalną zarowno pod względem muzycznym jak i tekstowym . Moim zdaniem powinien nieco zwolnic tempo bo zamiast tworzyc muzykę zaczyna ją produkować. I prosze sie tu nie oburzac na porównanie splinterxa, uwazam ze pod wzgledem eksplorowania muzycznych mielizn PT niebezpiecznie zbliza sie do kapel pokroju linkin park wlasnie. A co do duru brzusznego to i owszem, może się pojawić zwłaszcza po przesłuchaniu płyty i przeczytaniu pana recenzji.

  5. Kolejna genialna płyta.
    Sentimental rozwala, nie mogę przestać słuchać tego kawałka.

  6. hmm, czy pan splinterx krytykuje wartość recenzji jako tekstu literackiego, czy gust recenzenta?

  7. Drogi kolego – widze, ze nie zrozumiales mojej pisemnej wypowiedzi na temat tego albumu. A juz na pewno nie rozumiesz przekazu tej plyty. To ze niczym nowym plyta nie zachwyca od strony muzycznej, a pozniej tone w pochwalach oznacza tyle, ze rowniez jestem z porcupine tree troche czasu i zauwazam progres jaki czynia z albumu na album. Poza debiutem, kolejne plyty PT sa czyms niebywalym i niespotykanym. Kazda niesie ze soba inne emocje, kazda inna historie. Nowa opowiada o patologii XXI w. O tym ze dzieci nie doceniaja rodzicow, maja dosyc szkoly i najchetniej cos by rozpieprzyly. O malo nie dostalem duru brzusznego gdy przeczytalem, ze porównujesz ich do Linkin Park. Radze raz jeszcze przysiasc do tego albumu, zanim sie wyciagnie tak trafne spostrzeżenia. Podstawa to rozumiec temat płyty.

  8. chwileczke, panie kolego troche konsekwencji! najpierw pan pisze że nic nowego od strony muzycznej nie zaznamy a jednak pana zmiażdzyła i utopiła nawet ta płyta. Byłem z PT przez 15 lat i nigdy nie zdarzyło mi się nawet przerwać płyty w trakcie słuchania. Tą wyrzuciłem! nie interesuje mnie linkin park mtv pills etc. pragne tych emocji i artyzmu za czasów signify albo chociaz stupid dream. A tak zostaje No-man i Bass Communion, Continuum i inne jego side y niosące jeszcze znamię tego geniuszu. Pop mnie nie interesuje ( my mother is a bitch ? how was in school ?) nawet liryki banalne do bólu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy