Z pełną mocą.
Amerykańska scena industrialna rozwijała się w drugiej połowie lat 70. równolegle do brytyjskiej. Działo się to początkowo przede wszystkim w wielkich metropoliach. To w San Francisco swe pierwsze dźwiękowe pomysły realizowali Monte Cazzaza, Boyd Rice czy Z’ev, potem dołączyła do nich bardzo kreatywna grupa Factrix, a w Los Angeles – prowokatorzy z Nervous Gender. Na początku następnej dekady po drugiej stronie USA w Nowym Jorku rozkręcał swą działalność Paul Lemos i Controlled Bleeding. Dopiero wtedy sporo zaczęło się też dziać w mniejszych miastach pomiędzy dwoma wybrzeżami. Przykładem tego może być grupa Hunting Lodge z niewielkiego Port Huron w stanie Michigan.
Jej założycielami byli Lon C. Diehl i Richard Skott, do których dołączyli Carla J. Nordstrom i Thomas Nordstrom, którzy odpowiadali za oprawę wizualną występów. Formacja zadebiutowała na żywo w 1982 roku w nietypowym miejscu – sali balowej w hotelu Harrington. Zapis tego wydarzenia stał się oficjalnym debiutem kasetowym młodych muzyków. Ze studyjnymi nagraniami nie czekali jednak długo, bo zawierała je wydana już w 1983 roku kaseta „Exumed”. Surowy industrial w ich wykonaniu znalazł pełniejsze rozwinięcie na płycie „Will”, którą wydała własna wytwórnia zespołu S/M Operations.
Za opus magnum Hunting Lodge uważa się jednak dopiero kolejną płytę. „Nomad Souls” z 1984 roku przyniósł zdecydowanie bardziej zborne i przemyślane kompozycje. Słychać tu nadal agresywne utwory oparte o metaliczne perkusjonalia i nasycone żrącą elektroniką („Rhythm Cage”), ale są one już ciekawie uzupełnione sprężystym pochodem basu („God Loves The Rock Stars”) lub pasażem post-punkowej gitary i psychodeliczną kodą („Born Of Fire”).
Stąd tylko krok w stronę przemysłowego tribalu – i zostaje on uczyniony w kilku utworach, osadzonych na rytmie wygrywanym na przemysłowych beczkach. Ale i tutaj tej plemiennej furii towarzyszą inne dźwięki – niepokojąca elektronika w „Nomad Souls” czy zawodząca gitara w „Becoming A Commercial”. Najlepiej wypada tu kompozycja „Wolf Hour”, w której pojawia się tajemnicza wokaliza Roselle Williams, nadająca muzyce ton bliski wręcz wczesnym dokonaniom Dead Can Dance.
Jeszcze bardziej pionierski charakter ma „Beautifuly Ugly”, w którym szorstka muzyka Hunting Lodge zostaje zamieniona w chmurne electro o gęstym rytmie i wycofanym śpiewie. Wyznaczone w ten sposób tropy wiodą do EP-ki o tytule „Tribal Warning Shot”, która ukazała się w 1985 roku, a teraz została dodana do kompaktowej reedycji „Nomad Souls”, dokonanej przez Klanggalerie. To cztery świetne nagrania, łączące mocne bity z plemiennymi bębnami, złowieszczą elektroniką i gotyckimi wokalami (dwie wersje „Tribal Warning Shot” oraz „Soul Vac” i „Commerce”).
W tym samym tonie utrzymane są nagrania z początku drugiego krążka podwójnej reedycji Klanggalerie. Pochodzą one z singla „Night After Night” oraz z kompilacji „Beast 666” i „New Federalism”. Słuchać tu wpływy SPK z okresu „Auto Da Fe” z 1983 roku, ale Amerykanie przekuwają je na własne brzmienie: zdecydowanie bardziej tribalowe („Untitled” i „The Wolf Hour”), ale też w pomysłowy sposób wykorzystujące elektronikę o wręcz klubowym sznycie, jawiąc się wręcz prekursorskimi wobec późniejszego o pół dekady techno („Learn To Will I & II”).
Resztę drugiego krążka reedycji Klanggalerie wypełnia koncertowy materiał „Harvest”, wydany pierwotnie przez wytwórnię Inner-X-Musick w 1984 roku. Są to nagrania zarejestrowane przez Hunting Lodge w klubach Chicago, Detroit i Kansas City, a pochodzące z opublikowanego wtedy albumu „Nomad Souls”. Mają one zaskakująco dobrą jakość i pokazują Hunting Lodge jeszcze z innej strony – jako kolektyw potrafiący zamienić swe studyjne nagrania w niemal rytualną i transową muzykę (choć oczywiście o industrialnym brzmieniu).
Kolekcjonerska reedycja „Nomad Souls” dokonana przez Klanggalerie to wspaniała robota. Ukazuje ona Hunting Lodge w szczytowym momencie kreatywnej energii. Znajdujące się na obu krążkach kompaktowego albumu nagrania lokują amerykańską formację w czołówce elektronicznych eksperymentatorów na industrialnej scenie połowy lat 80. Ze względu na dystrybucyjne ograniczenia muzyka ta nie miała wtedy tak szerokiego rezonansu jak ta nagrywana przez angielskie czy niemieckie formacje. Dopiero dziś rozbrzmiewa z pełną mocą i pokazuje swych twórców w zupełnie nowym świetle.
Klanggalerie 2026


Skomentuj