IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.



The Sleepwalking Society

Podsumowanie 2011 – Daniel Barnaś

Kolejna cegiełka do redakcyjnych podsumowań AD 2011. Czytaj dalej »

Nostalgia 77 Septet – relacja

W lutym przyszłego roku Jazz Club Hipnoza obchodzić będzie swoje dziesiąte urodziny. Tak znaczącego jubileuszu nie należy świętować inaczej, jak inicjując cykl koncertów, który zelektryzuje wielbicieli nowoczesnego jazzu. A przynajmniej taką taktykę obrano w Katowicach, na co narzekać przecież nie można.

Dowodzona przez Bena Lamdina Nostalgia 77 przeszła długą drogę – od jednoosobowego projektu, tworzonego na komputerze w domowym zaciszu z jazzowych sampli, do scenicznej, ośmiogłowej bestii. Polskiej publiczności zespół zaprezentował się w sześcioosobowym składzie uzupełnionym przez wokalistkę o nazwisku Sarah Mitra. Josa Peit, której głos usłyszeć można na nowym albumie Lamdina „The Sleepwalking Society”, z przyczyn zdrowotnych nie mogła towarzyszyć grupie, co w żaden sposób nie wpłynęło negatywnie na koncert. Jej zmienniczka w barwny sposób zinterpretowała najnowsze utwory Nostalgii 77, mieszając musicalową ekspresję z odrobiną burleski, subtelnie kokietując przy tym widownię uśmiechem i tanecznym ruchem bioder.

Instrumentalny wstęp z miejsca ujawnił rozkład sił na scenie – Nostalgia 77 Septet to przede wszystkim dęciaki wspierane dynamiczną sekcją rytmiczną. Zasiadający obok wokalistki Benedic Lamdin, który podczas koncertu pragnienie zwalczał popijając małego Żywca, dopełniał wraz z klawiszowcem brzmienie zespołu akompaniując grupie, aniżeli jej przewodząc.

Publiczności przyszło wysłuchać większości piosenek z ostatniej płyty, w tym „Blue Shadow”, „Golden Morning”, „Simmerdown” oraz „Sleepwalker”, których oniryczną aurę skutecznie rozwiewały perkusyjne łamańce Tima Gilesa. Bębniarz, traktując ze szczególnym zamiłowaniem hi-hat, tchnął sporą dawkę energii w muzykę Stowarzyszenia Lunatyków, dbając jednocześnie o to, by wzór wygrywanego rytmu zmieniał się z wysoką częstotliwością.

Set wokalnych kompozycji został w połowie przerwany instrumentalną wycieczką, której podstawą był utwór „Taxidermist”. Wtedy też swój czas miały partie solowe trębacza oraz saksofonisty, w finale głośno okraszone brawami widowni. Kolejny utwór, równie mocno improwizowany, sięgający korzeniami etiopskiej odmiany jazzu od dziesięcioleci pielęgnowanej przez Mulatu Astatke, zaczerpnięty został z pobocznego projektu Benedica Lamdina o nazwie Skeletons. Wyróżniający się znacznie na tle swoich sąsiadów rozkołysał zebranych w Hipnozie melomanów.

Koncert zakończył utwór „Here Lies My Love” z 1955 roku autorstwa grupy Mr. Undertaker. Nostalgia 77 Septet zaprezentowała żywe, dynamiczne oblicze zespołu, który ceni groove kontrabasu, wijące się partie dęte oraz wyrazisty, kobiecy wokal. Można oczywiście narzekać, iż wieczór z zespołem Lamdina był za krótki, jednak w przypadku, kiedy muzykę cechuje tak wysoka dbałość o jakość, półtoragodzinny występ wydaje się być wielce satysfakcjonującym i inspirującym przeżyciem.

Jazz Club Hipnoza gościł już nieraz tuzy światowego jazzu, z których przypomnieć warto The Cinematic Orchestra, Kazutoki Umezu Kiki Band, czy też rodzimy Skalpel. Do tego grona nareszcie dołącza przedstawiciel brytyjskiej wytwórni Tru Thoughts, którego katowicki występ mógłby bez żadnych kompleksów zostać wydany na płycie.

  • 23.10.2011 | Jazz Club Hipnoza | Katowice

Nostalgia 77 – The Sleepwalking Society

Benedic Lamdin, sztandarowy artysta oficyny Tru Thoughts, dzieli obowiązki między pogłębianiem swojego wizerunku wizjonera integrującego brzmienia klasyczne z nowoczesnymi, a kontynuacją tradycji jazzu nieskażonego elektroniką. I tak, eksperymenty z muzyką nowoorleańską nagrywa pod banderą Nostalgii 77 natomiast jako Nostalgia 77 Octet zajmuje się poszerzaniem swojego dorobku stricte jazzowego, gdzie fortepian, gdzie partie dęte, kontrabas i perkusja swingująca. ‘The Sleepwalking Society’ udowadnia, iż rozdwojenie jaźni nie odbija się negatywnie na twórczości tego zdolnego londyńczyka, a wręcz przeciwnie – jest źródłem wielu ciekawych produkcji.

Najnowsza płyta Lamdina to krok w nowe dla niego rejony, które bynajmniej trudno nazwać nieodkrytymi. Rezygnując z wyrazistych, synkopowanych partii pianina i wartkich solówek na trąbce, które dominowały na ostatniej produkcji studyjnej ‘Everything Under The Sun’ oraz jeszcze bardziej oddalając się od ponurych, mocno samplowanych melodii wypełniających ‘Songs For My Funeral’ zdecydował się zwolnić tempo i skierować brzmienie zespołu w stronę fuzji chilloutu z nu-jazzem.

Album ten bliski jest twórczości Bonobo, czego nie można jednak nazwać naśladownictwem. Poszukując nowych elementów, jakie mógłby zaszczepić w swojej muzyce, Lamdin zabrnął w klimaty od dawna eksplorowane przez tego uwielbianego w Polsce DJa pozostając jednocześnie wiernym jazzowej myśli przewodniej. Podchodząc w ten sposób do nagrywania nowego materiału Nostalgia 77 była właściwie skazana na sukces.

Całość została mądrze skomponowana. Ośmiominutowy, instrumentalny ‘Hush’, dopełniający pozostałe utwory utrzymane w lżejszej, piosenkowej formie, wyróżnia się zadymionym klimatem filmów Noir – z ledwo słyszalną, szumiącą w tle elektroniką, mógłby śmiało uzupełnić ścieżkę dźwiękową do filmu ‘Chinatown’. Wokalnym kompozycjom zaś daleko jest od zlania się w jedną, nierozpoznawalną całość, gdyż każda z nich prezentuje inny odcień jazzowego pomyślunku grupy. Zamykający płytę ‘Golden Morning’ atakuje marszowym motywem wybijanym na werblu wspartym nerwową grą na smyczkach, a klasyczna aranżacja partii wiolonczeli w ‘Beautiful Lie’ brzmi równie ciekawie, co potężnie kroczący ‚When Love Is Strange’.

Składniki użyte do nagrań nie są żadną nowością – piękny kobiecy śpiew głęboko zakorzeniony w muzyce gospel, cicho warczące pianino Rhodesa, szybko wpadające w ucho motywy gitarowe i rasowe partie solowe instrumentów dętych. Sukces kryje się jednak za odpowiednimi proporcjami, które na ‘The Sleepwalking Society’ są bliskie ideału. Nostalgia 77 nagrała album wyciszony, otulony sennym klimatem niedzielnego popołudnia. Nie tak przebojowy jak produkcje Bonobo, jednak równie melodyjny i wciągający.

Tru Thoughts | 21.03.2011

4/5