Wpisz i kliknij enter

Podsumowanie 2011 – Daniel Barnaś

[wide][/wide]

Kolejna cegiełka do redakcyjnych podsumowań AD 2011. Poniżej lista dwudziestu albumów, które zwróciły moją uwagę w tym roku. Kalibrację skali sporządziłem wedle zasady – im dłużej na słuchawkach, tym wyżej w zestawieniu. Dlatego też muzyka rockowa sąsiaduje tu z ambientem, a elektronika z folkiem. Zachęcam więc, przy odczuwalnym niedoborze jednego z prezentowanych poniżej gatunków, do zapoznania się z twórczością przedstawiciela konkretnego z nich i połechtania odpowiednich neuronów.

20 | The Rhythmagic Orchestra – The Rhythmagic Orchestra

Burza mózgów w wykonaniu zespołów Ska Cubano oraz Jazz Jamaica, których choćby przez same nazwy nie trzeba szczególnie przedstawiać, zarejestrowana przez Benedica Lamdina. Energetyzujące brzmienia – moc dęciaków, jazzującego pianina, marakasów i popisowych solówek na kongach. Nogi samoistnie podążą za rytmem.

http://soundcloud.com/nowamuzyka-pl/the-rhythmagic-orchestra

19 | The Twilight Singers – Dynamite Steps

Greg Dulli od ponad 20 lat przewodzi kapelom, które w bezpretensjonalny sposób łączą rockową moc z soulową erotyką. Płyta „Dynamite Steps” może godnie stanąć na półce obok pozostałych produkcji The Twilight Singers, na co niewiele zespołów może sobie pozwolić. Aktualny numer 1 legendarnej wytwórni Sub Pop.

18 | Explosions In The Sky – Take Care, Take Care, Take Care

Rockowy pazur z odrobiną patosu i zadumy. Tegoroczny album Teksańczyków zaskakuje przemyślaną budową kompozycji, szczerym ładunkiem emocjonalnym oraz pomysłem na skomplikowane melodie. Post-rock jeszcze nigdy nie był tak przebojowy.

http://soundcloud.com/constant-artists/last-known-surroundings

17 | Occam – My Rorschach

Dla jednych nu jazz, dla innych trip-hop. Tibor Lázár solową karierę rozpoczął w wielkim stylu, czarując deszczowymi klimatami noir oraz zaskakując świeżym brzmieniem na terenach, wydawać by się mogło, dawno opustoszałych. Pozycja obowiązkowa dla stęsknionych za starymi brzmieniami Bristolu, z Massive Attack na czele.

16 | Amon Tobin – Isam

Tą płytą Tobin wysadził wszystkie mosty łączące go z przeszłością. Nie dziwi więc, iż wraz z nimi w gruzach legła definicja nowoczesnego trip-hopu i IDMu. Kosmiczne podziały rytmiczne i paleta dźwięków przypominająca remix odgłosów lądującego łazika księżycowego z chórem insektów. To trwające pięćdziesiąt minut pandemonium może okazać się dziełem proroczym, wyznaczającym trendy na najbliższe lata, lecz w równym stopniu grozi mu tytuł hucpy roku. Wydaje mi się, iż wszystko stanie się jasne dopiero w światowych podsumowaniach dekady.

http://soundcloud.com/gimmethemilf/amon-tobin-bedtime-stories

15 | The Haxan Cloak – The Haxan Cloak

Instrumentarium klasyczne na dobre zagościło w produkcjach okołoambientowych. Uzupełnione rdzawą elektroniką partie skrzypiec oraz kontrabasu, tchnące ściętymi lodem pustkowiami, spodobają się przede wszystkim tym, którzy z lubością szukają kontaktu wzrokowego z ciemnością.

14 | Nostalgia 77 – The Sleepwalking Society

Muzykę grupy Nostalgia 77, od zawsze bipolarną, cechują zarówno świetne melodie, jak i rozbudowane improwizacje. Tym razem Ben Lamdin zachwyca kameralnymi aranżacjami łączącymi przebojowość produkcji Bonobo z nowoorleańską duszą. Leniwy jazz w sam raz na niedzielne popołudnie. Szkoda, że tak miła uchu muzyka nie wita co rano z odbiorników radiowych.

13 | Implodes – Black Earth

Album, który powinni nagrać synowie Richiego Blackmore’a i Tony’ego Iommi wraz z wnukami Aleistera Crowley’a. Okultystyczne wizje okute rockiem alternatywnym i brutalnie hałaśliwym ambientem. Dla fanów witch house’u i nie tylko.

http://soundcloud.com/kranky/implodes-oxblood

12 | Jacaszek – Glimmer

Sny polskiego twórcy muzyki poszukującej o epoce baroku. Przepiękna synteza drżącej elektroniki z klasycznym instrumentarium dorównująca światowym produkcjom pomysłem, warsztatem oraz treścią.

http://soundcloud.com/experimedia/jacaszek-glimmer-album-preview

11 | Tonbruket – Dig It To The End

Brawurowa akrobatyka po muzycznych biegunach – od hard rocka i folku, po latino, a to wszystko oczywiście w jazzowej konwencji. Tak w jednym zdaniu można zamknąć dotychczasową karierę solową ex-kontrabasisty grupy Esbjorn Svensson Trio. Drugi studyjny album Tonbruket obieram za dobry omen, zwiastujący chłopakom z północy międzynarodową karierę.

10| Justice – Audio, Video, Disco

Rock stadionowy wżeniony w rodzinę francuskiego house’u dał w rezultacie produkt piorunujący przy jakimkolwiek kontakcie ze słuchawkami, bądź głośnikami. Album rejestrami przebojowości często osiągający poziom „Discovery” Daft Punk, po którym „Robot Rock” wydaje się być projektem na Muzykę w podstawówce.

http://soundcloud.com/nickraymondg/justice-helix

9 | James Blake – James Blake

Swój styl wykreował wykorzystując to, co znalazł za kulisami dzisiejszego przemysłu muzycznego – auto-tunery, vocodery, samplery, elektroniczną perkusję i syntezatory. Łącząc w nową jakość składniki, którymi faszerują się dziesiejsze gwiazdki popu okazał się pomysłowym kompozytorem, z satysfakcją pokrywającym chwytliwe melodie interferującymi falami basów, pianinem o chropowatej barwie i szumem. Dla jednych post-dubstep, dla mnie soul XXI wieku.

8 | Tim Hecker – Ravedeath, 1972

Wielki reformator muzyki ambient wchodzi ze swoją twórczością do kościoła, traktując je jak ogromne studio nagraniowe. Skrzypiące ławy, praca dmuchawy organowej i lekko nadtopione akordy fortepianowe – „Ravedeath, 1972” udowadnia, iż klimat nagrań jest momentami ważniejszy od samej muzyki, co wcale nie zwiastuje jałowych kompozycji i przebrzmiałych treści. Hecker zawsze stawiał więcej pytań, aniżeli dawał odpowiedzi. Nie inaczej jest w tym przypadku.

http://soundcloud.com/ohtaffeta/12-in-the-air-iii-tim-hecker

7 | Leszek Możdżer – Komeda

Tytan muzyki improwizowanej zmierzył się z twórczością Krzysztofa Komedy. Rozbudowane aranżacje kompozycji zaczerpniętych z opasłego katalogu współtwórcy polskiej szkoły jazzu zachwycają pomysłowością i przestrzenią, bo „Komeda” to przede wszystkim to, co pomiędzy znanymi z filmów nutami.

6 | Bass Communion – Cenotaph

Zapowiadany jako następca legendarnego już “Ghosts On Magnetic Tape” album otwiera słuchacza na doznania, przy których nocna gra w Diablo i japońskie horrory wydają się być miłym wspomnieniem z dzieciństwa. Trudno powiedzieć, czy rytm, który nieustannie towarzyszy muzyce, to dalej dzieło Stevena Wilsona, czy już nasze wyraźnie przyspieszone tętno. W świetle księżyca „Cenotaph” brzmi zupełnie inaczej, niż podczas popołudniowej siesty. Warto przekonać się o tym na własnej skórze.

5 | A Winged Victory For The Sullen – A Winged Victory For The Sullen

W teorii – ambient. W rzeczywistości – muzyka klasyczna odzwierciedlająca inspiracje jej twórców, Dustina O’Hallorana oraz Adama Wiltzie. Sekcja smyczkowa, fortepian ne plus ultra, fagot, waltornia i duże poszanowanie ciszy sprawiają, iż „A Winged Victory For The Sullen” jest idealną formą rekonwalescencji dla melomanów styranych agresywną elektroniką. Muzyka tła wróciła do swoich korzeni. W wielkim stylu.

4 | PJ Harvey – Let England Shake

Drobna brunetka rozliczająca się z demonami gnębiącymi Wyspiarzy z pomocą bojowych marszy, kołysanek i gitarowych ballad, lecz to słowa, nie muzyka, są tu najważniejsze. Brytyjka w porażający sposób pokazała ludzką naturę, która potrafi pchnąć do mordu i do końca życia targać sumienie koszmarami, gdyż wojna nigdy nie kończy się wraz z ostatnim wystrzałem. „I live and die through England” śpiewa gorzko PJ, mając ojczyznę w sercu i zbrodnie swojego kraju na ustach.

http://soundcloud.com/moonlightdriive/bitter-branches-pj-harvey

3 | Ben Frost & Daníel Bjarnason – Sólaris

Pomysł na ambient inspirowany opowieścią Stanisława Lema narodził się w głowach Briana Eno oraz Daníela Bjarnasona. Tak powstała muzyka intrygująca, hipnotyzująca pracą orkiestry symfonicznej, która w kapitalny sposób urzeczywistniła wizję żywej istoty świadomością sięgającej daleko poza ludzkie rozumowanie. Tegoroczny numer 1 pośród okołoambientowych produkcji.

2 | Radiohead – The King of Limbs

Nigdy nie byłem fanem Radiogłowych. „OK Computer” i „Kid A” nie zmieniły mojego muzycznego światopoglądu. Tym większym zaskoczeniem okazał się dla mnie ich najnowszy album, który z początku zahipnotyzował mnie porażającą okładką. Brytyjczycy zarejestrowali na „The King of Limbs” eksplozję, w wyniku której nastąpiła atomizacja rockowego brzmienia. Efekt? Mnóstwo zduplikowanych gitar i głosów na tle syntetycznej perkusji. Taniec schizofrenika w sali luster. Szczerze się dziwię, czemu fani Yorke’a i spółki rozdzierają szaty nad ich kolejnymi płytami. Za materiał z tej wiele debiutujących zespołów dałoby się pokroić. Nie wspominając o tych, które już dawno zjadły swój ogon.

http://www.youtube.com/watch?v=TDpiJ7cyWz4&feature=related

1 | Fleet Foxes – Helplessness Blues

Długie włosy, krzaczaste brody, pstrokate kamizelki, kraciaste koszule i spodnie rurki. Fleet Foxes nie różniliby się niczym od pozostałych indie-rockowców, gdyby nie fakt, iż jako nieliczni z tego grona potrafią grać i śpiewać. I to jeszcze jak! Folkowcy z Seattle skutecznie przegonili widmo ‘syndromu drugiej płyty’ czyniąc z głosu swój główny oręż, który okazał się być potężny i delikatny zarazem. Prowadzone z niegasnącą pasją i sercem słodko-smutne akustyczne piosenki są niczym innym, jak wziernikiem do duszy. Soundtrack lata, który nie opuszczając moich słuchawek aż do grudnia zostaje albumem roku.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Farsightneargo
8 lat temu

I’m incredibly amazed for missing this the first time round. Well done on the ideas and perspective.

Arek
Arek
8 lat temu

a laseczka na zdjęciu tytułowym to kto? 😉

jachu
jachu
8 lat temu

tekie se to zestawienie

catsndogs93
catsndogs93
8 lat temu

Ale namieszane 🙂 Podsumowanie ciekawe, części pozycji nie znam, jest też kilka, które zapewne pojawią się i w mojej top liście. Blake koło Heckera, to dziwi.

killia
killia
8 lat temu

Fleet Foxes tak bardzo przypomina mi Simona & Garfunkela, a Simon & Garfunkel tak bardzo przypomina mi dom. dobra płyta i zasługuje na wysoką pozycję, ale na nm jakoś się jej nie spodziewałam.

Polecamy