Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.



Ravedeath

Podsumowanie 2011 – Daniel Barnaś

Kolejna cegiełka do redakcyjnych podsumowań AD 2011. Czytaj dalej »

Tim Hecker – Ravedeath, 1972

 

W 1972 roku grupa studentów z Bostonu w zorganizowanym przez siebie happeningu zrzuciła z dachu uczelni zepsute pianino. Pozornie nieistotny incydent 39 lat później dla twórcy muzyki ambient z Montrealu stał się punktem wyjścia do refleksji nad ewolucją, jaką muzyka, jedna z głównych gałęzi sztuki, przeszła w nowożytnej historii człowieka – od zaprezentowania pierwszej płyty CD-Audio w 1978 roku (‘Analog Paralysis 1978’), po ich masowe destrukcje buldożerami w krajach azjatyckich (‘Hatred of Music’). A mnogość prawdopodobnych domysłów podpartych tytułami utworów jest tylko jedną z wielu możliwych form deszyfracji albumu Ravedeath, 1972.

Otwierający całość ‘The Piano Drop’ zdaje się być zapowiedzią powtórki z pandemonium zamkniętego na płycie ‘Harmony In Ultraviolet’. Nic bardziej mylnego, gdyż pozostałe utwory, wyciszone i mniej dynamiczne, w niczym nie przypominają pulsującego wstępu. Hecker zapewne celowo odstąpił od perfekcjonizmu, jaki cechował produkcję jego dwóch ostatnich albumów, na rzecz często prymitywnych rozwiązań – skokowych zmian natężenia głośności oraz gwałtownych cięć montażowych poszczególnych ścieżek. Surowy klimat utworów uzasadnia fakt, iż rdzeń albumu został nagrany na kościelnych organach piszczałkowych w Reykjavíku. Obecne momentami głuche skrzypienie ław uzupełniające echo, w którym zatopione są inne naturalne odgłosy drewnianej cytadeli oraz słyszalna praca dmuchawy organowej i pedałów, przypomina o sakralnym charakterze miejsca i genezie tego rodzaju muzyki. To, co usłyszymy na Ravedeath, 1972 nie jest li tylko zapisem twórczości jednej osoby. Ben Frost, jeden z ciekawszych producentów/kompozytorów współczesnej muzyki eksperymentalnej, brał czynny udział w obróbce studyjnej nagranego materiału oraz dogrywaniu dodatkowych ścieżek. Był także odpowiedzialny za rejestrację dźwięku w kościele. Do masteringu zaś zaproszony został James Plotkin, znany między innymi z współpracy z Sunn O))) oraz ISIS.

Warstwa brzmieniowa także wyróżnia się na tle jego poprzednich dokonań – oparta przede wszystkim na partiach wspomnianych już organów kościelnych oraz zamglonych fortepianowych kadencjach nie jest już tylko nośnikiem szumu, który tak szczelnie wypełniał przestrzeń na ‘An Imaginary Country’ i ‘Harmony In Ultraviolet’. Ciepło analogowej saturacji, choć nieustannie towarzyszące instrumentom klawiszowym, jedynie momentami przeradza się w nawałnicę burząc medytacyjny porządek kompozycji. Podobieństwo do dokonań Williama Basinskiego jest momentami wyraźnie słyszalne (‘No Drums’, ‘Studio Suicide, 1980’), jednak Hecker nie wykorzystuje nagrań muzyki liturgicznej – tworzy muzykę świecką głęboko osadzoną w sakralnej atmosferze drewnianego nordyckiego kościoła.

Rejestracja nowego materiału w warunkach koncertowych okazała się strzałem w dziesiątkę. Kompozycje z pomyślnie zaszczepionymi elementami gry na żywo wchłonęły atmosferę nietypowego miejsca nagrań dzięki czemu Ravedeath, 1972, będący zbiorem niespokojnych, pełnych niedopowiedzeń elegii, wyróżnia się spośród płyt Heckera nietypowym brzmieniem oraz fenomenalnym pogłosem. Jak to możliwe, że silnie zniekształcone partie minorowych akordów ginące echem w warstwie szorstkiego pasma białego szumu, które choć brzmią jakby nagrano je na zrzuconym z wysokości pianinie, mogą być jednocześnie tak piękne i obdarzone tak ogromnym ładunkiem emocjonalnym? Jeśli zastanawialiście się kiedykolwiek jak w dniu Sądu Ostatecznego brzmiałyby organy w walącym się kościele i kto mógłby wtedy na nich grać, to myślę, że odpowiedzi nie trzeba szukać daleko.
Kranky | 14.02.2011

4/5