DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who knows”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.

Nihiloxica – Kaloli
Łukasz Komła:

Na wzgórzu perkusyjnych abstrakcji.



Nostalgia 77 Septet – relacja

W lutym przyszłego roku Jazz Club Hipnoza obchodzić będzie swoje dziesiąte urodziny. Tak znaczącego jubileuszu nie należy świętować inaczej, jak inicjując cykl koncertów, który zelektryzuje wielbicieli nowoczesnego jazzu. A przynajmniej taką taktykę obrano w Katowicach, na co narzekać przecież nie można.

Dowodzona przez Bena Lamdina Nostalgia 77 przeszła długą drogę – od jednoosobowego projektu, tworzonego na komputerze w domowym zaciszu z jazzowych sampli, do scenicznej, ośmiogłowej bestii. Polskiej publiczności zespół zaprezentował się w sześcioosobowym składzie uzupełnionym przez wokalistkę o nazwisku Sarah Mitra. Josa Peit, której głos usłyszeć można na nowym albumie Lamdina „The Sleepwalking Society”, z przyczyn zdrowotnych nie mogła towarzyszyć grupie, co w żaden sposób nie wpłynęło negatywnie na koncert. Jej zmienniczka w barwny sposób zinterpretowała najnowsze utwory Nostalgii 77, mieszając musicalową ekspresję z odrobiną burleski, subtelnie kokietując przy tym widownię uśmiechem i tanecznym ruchem bioder.

Instrumentalny wstęp z miejsca ujawnił rozkład sił na scenie – Nostalgia 77 Septet to przede wszystkim dęciaki wspierane dynamiczną sekcją rytmiczną. Zasiadający obok wokalistki Benedic Lamdin, który podczas koncertu pragnienie zwalczał popijając małego Żywca, dopełniał wraz z klawiszowcem brzmienie zespołu akompaniując grupie, aniżeli jej przewodząc.

Publiczności przyszło wysłuchać większości piosenek z ostatniej płyty, w tym „Blue Shadow”, „Golden Morning”, „Simmerdown” oraz „Sleepwalker”, których oniryczną aurę skutecznie rozwiewały perkusyjne łamańce Tima Gilesa. Bębniarz, traktując ze szczególnym zamiłowaniem hi-hat, tchnął sporą dawkę energii w muzykę Stowarzyszenia Lunatyków, dbając jednocześnie o to, by wzór wygrywanego rytmu zmieniał się z wysoką częstotliwością.

Set wokalnych kompozycji został w połowie przerwany instrumentalną wycieczką, której podstawą był utwór „Taxidermist”. Wtedy też swój czas miały partie solowe trębacza oraz saksofonisty, w finale głośno okraszone brawami widowni. Kolejny utwór, równie mocno improwizowany, sięgający korzeniami etiopskiej odmiany jazzu od dziesięcioleci pielęgnowanej przez Mulatu Astatke, zaczerpnięty został z pobocznego projektu Benedica Lamdina o nazwie Skeletons. Wyróżniający się znacznie na tle swoich sąsiadów rozkołysał zebranych w Hipnozie melomanów.

Koncert zakończył utwór „Here Lies My Love” z 1955 roku autorstwa grupy Mr. Undertaker. Nostalgia 77 Septet zaprezentowała żywe, dynamiczne oblicze zespołu, który ceni groove kontrabasu, wijące się partie dęte oraz wyrazisty, kobiecy wokal. Można oczywiście narzekać, iż wieczór z zespołem Lamdina był za krótki, jednak w przypadku, kiedy muzykę cechuje tak wysoka dbałość o jakość, półtoragodzinny występ wydaje się być wielce satysfakcjonującym i inspirującym przeżyciem.

Jazz Club Hipnoza gościł już nieraz tuzy światowego jazzu, z których przypomnieć warto The Cinematic Orchestra, Kazutoki Umezu Kiki Band, czy też rodzimy Skalpel. Do tego grona nareszcie dołącza przedstawiciel brytyjskiej wytwórni Tru Thoughts, którego katowicki występ mógłby bez żadnych kompleksów zostać wydany na płycie.

  • 23.10.2011 | Jazz Club Hipnoza | Katowice
 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze