Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.

BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.



Nostalgia 77 – The Sleepwalking Society

Benedic Lamdin, sztandarowy artysta oficyny Tru Thoughts, dzieli obowiązki między pogłębianiem swojego wizerunku wizjonera integrującego brzmienia klasyczne z nowoczesnymi, a kontynuacją tradycji jazzu nieskażonego elektroniką. I tak, eksperymenty z muzyką nowoorleańską nagrywa pod banderą Nostalgii 77 natomiast jako Nostalgia 77 Octet zajmuje się poszerzaniem swojego dorobku stricte jazzowego, gdzie fortepian, gdzie partie dęte, kontrabas i perkusja swingująca. ‘The Sleepwalking Society’ udowadnia, iż rozdwojenie jaźni nie odbija się negatywnie na twórczości tego zdolnego londyńczyka, a wręcz przeciwnie – jest źródłem wielu ciekawych produkcji.

Najnowsza płyta Lamdina to krok w nowe dla niego rejony, które bynajmniej trudno nazwać nieodkrytymi. Rezygnując z wyrazistych, synkopowanych partii pianina i wartkich solówek na trąbce, które dominowały na ostatniej produkcji studyjnej ‘Everything Under The Sun’ oraz jeszcze bardziej oddalając się od ponurych, mocno samplowanych melodii wypełniających ‘Songs For My Funeral’ zdecydował się zwolnić tempo i skierować brzmienie zespołu w stronę fuzji chilloutu z nu-jazzem.

Album ten bliski jest twórczości Bonobo, czego nie można jednak nazwać naśladownictwem. Poszukując nowych elementów, jakie mógłby zaszczepić w swojej muzyce, Lamdin zabrnął w klimaty od dawna eksplorowane przez tego uwielbianego w Polsce DJa pozostając jednocześnie wiernym jazzowej myśli przewodniej. Podchodząc w ten sposób do nagrywania nowego materiału Nostalgia 77 była właściwie skazana na sukces.

Całość została mądrze skomponowana. Ośmiominutowy, instrumentalny ‘Hush’, dopełniający pozostałe utwory utrzymane w lżejszej, piosenkowej formie, wyróżnia się zadymionym klimatem filmów Noir – z ledwo słyszalną, szumiącą w tle elektroniką, mógłby śmiało uzupełnić ścieżkę dźwiękową do filmu ‘Chinatown’. Wokalnym kompozycjom zaś daleko jest od zlania się w jedną, nierozpoznawalną całość, gdyż każda z nich prezentuje inny odcień jazzowego pomyślunku grupy. Zamykający płytę ‘Golden Morning’ atakuje marszowym motywem wybijanym na werblu wspartym nerwową grą na smyczkach, a klasyczna aranżacja partii wiolonczeli w ‘Beautiful Lie’ brzmi równie ciekawie, co potężnie kroczący ‚When Love Is Strange’.

Składniki użyte do nagrań nie są żadną nowością – piękny kobiecy śpiew głęboko zakorzeniony w muzyce gospel, cicho warczące pianino Rhodesa, szybko wpadające w ucho motywy gitarowe i rasowe partie solowe instrumentów dętych. Sukces kryje się jednak za odpowiednimi proporcjami, które na ‘The Sleepwalking Society’ są bliskie ideału. Nostalgia 77 nagrała album wyciszony, otulony sennym klimatem niedzielnego popołudnia. Nie tak przebojowy jak produkcje Bonobo, jednak równie melodyjny i wciągający.

Tru Thoughts | 21.03.2011

4/5

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze