Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.



Seefeel – Seefeel


Brytyjska grupa Seefeel przemknęła przez muzyczny firmament niczym meteor: w sposób tyle olśniewający, co krótkotrwały. Założona w 1992 roku formacja działała zaledwie przez cztery lata, w ciągu których udało się jej wydać trzy albumy – „Quique” (Astralwerks, 1993), „Succour” (Warp, 1995) i „CH-VOX” (Rephlex, 1996) – a następnie zakończyła działalność, wydawałoby się, definitywnie.

Stało się jednak inaczej. W 2008 roku gitarzysta Mark Clifford i wokalistka Sarah Peacock, oryginalni założyciele, reaktywowali Seefeel, dokooptowując do składu perkusistę Iida „E-Da” Kazuhisa (członka Boredoms) i basistę Shigeru Ishihara (znanego bardziej pod pseudonimem DJ Scotch Egg). Powrót okazał się na tyle udany, że zespół wystąpił na koncercie z okazji 20-lecia istnienia wytwórni Warp, po czym wszedł do studia celem nagrania pierwszej od 15 lat premierowej płyty.




Od samych początków swojej działalności Seefeel oferował na wskroś oryginalną muzykę, będącą mieszanką gęsto mielonego shoegaze’u, niepokojącego ambientu i owadziej elektroniki na tropach Autechre. Dzięki pomysłowości Marka Clifforda, głównego zawiadowcy zespołu, takie albumy jak „Quique” czy „Succour” nawet dziś brzmią niezwykle innowacyjnie i świeżo. Przetrwały zatem próbę czasu, który jest, jak wiadomo, najbardziej surowym sędzią. Podejrzewam, że podobnie będzie z najnowszą płytą, która jest naprawdę znakomita.

„Seefeel” oferuje bowiem to, co w twórczości formacji najlepsze i najbardziej charakterystyczne. Są tu zarówno jazgotliwe gitary potraktowane pogłosem, jak i kojące ambientowe plamy rozlewające się w podkładach; nieregularna rytmika i miarowe pulsacje niemal dubowego basu; metaliczne dysonanse i harmonijne wokalizy; zgrzytliwe sprzężenia i strzępy melodii. Elektroniczne modulacje rozprzestrzeniają się po minimalistycznych akordach, szczelnie wypełniając wszystkie warstwy kompozycji. Nad całością unosi się duch eksperymentu, tak dobrze znany z poprzednich wydawnictw wiecznie poszukujących Brytyjczyków.

Jedyna w swoim rodzaju twórczość Seefeel brzmi niczym ścieżka dźwiękowa ze snu, którego nie rozumie się tuż po przebudzeniu, ale o którym wie się, że jest ważny. Dobrze, że wrócili.
Warp Records, 2011

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze