KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.

Black Sea Dahu – No Fire in the Sand
Łukasz Komła:

Tonąc w lekkości.

DJ Shadow – Our Pathetic Age
Jarek Szczęsny:

Ilość nie przekłada się na jakość.

Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.



Seefeel – Seefeel


Brytyjska grupa Seefeel przemknęła przez muzyczny firmament niczym meteor: w sposób tyle olśniewający, co krótkotrwały. Założona w 1992 roku formacja działała zaledwie przez cztery lata, w ciągu których udało się jej wydać trzy albumy – „Quique” (Astralwerks, 1993), „Succour” (Warp, 1995) i „CH-VOX” (Rephlex, 1996) – a następnie zakończyła działalność, wydawałoby się, definitywnie.

Stało się jednak inaczej. W 2008 roku gitarzysta Mark Clifford i wokalistka Sarah Peacock, oryginalni założyciele, reaktywowali Seefeel, dokooptowując do składu perkusistę Iida „E-Da” Kazuhisa (członka Boredoms) i basistę Shigeru Ishihara (znanego bardziej pod pseudonimem DJ Scotch Egg). Powrót okazał się na tyle udany, że zespół wystąpił na koncercie z okazji 20-lecia istnienia wytwórni Warp, po czym wszedł do studia celem nagrania pierwszej od 15 lat premierowej płyty.




Od samych początków swojej działalności Seefeel oferował na wskroś oryginalną muzykę, będącą mieszanką gęsto mielonego shoegaze’u, niepokojącego ambientu i owadziej elektroniki na tropach Autechre. Dzięki pomysłowości Marka Clifforda, głównego zawiadowcy zespołu, takie albumy jak „Quique” czy „Succour” nawet dziś brzmią niezwykle innowacyjnie i świeżo. Przetrwały zatem próbę czasu, który jest, jak wiadomo, najbardziej surowym sędzią. Podejrzewam, że podobnie będzie z najnowszą płytą, która jest naprawdę znakomita.

„Seefeel” oferuje bowiem to, co w twórczości formacji najlepsze i najbardziej charakterystyczne. Są tu zarówno jazgotliwe gitary potraktowane pogłosem, jak i kojące ambientowe plamy rozlewające się w podkładach; nieregularna rytmika i miarowe pulsacje niemal dubowego basu; metaliczne dysonanse i harmonijne wokalizy; zgrzytliwe sprzężenia i strzępy melodii. Elektroniczne modulacje rozprzestrzeniają się po minimalistycznych akordach, szczelnie wypełniając wszystkie warstwy kompozycji. Nad całością unosi się duch eksperymentu, tak dobrze znany z poprzednich wydawnictw wiecznie poszukujących Brytyjczyków.

Jedyna w swoim rodzaju twórczość Seefeel brzmi niczym ścieżka dźwiękowa ze snu, którego nie rozumie się tuż po przebudzeniu, ale o którym wie się, że jest ważny. Dobrze, że wrócili.
Warp Records, 2011

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze