New Rome (Tomasz Bednarczyk) – New Rome
Ania Pietrzak:

Nowe oblicze wrocławskiego producenta.

Catnapp – Break
Paweł Gzyl:

Basowe piosenki.

Joshua Sabin – Sutarti
Paweł Gzyl:

Zew z litewskich lasów.

Thom Yorke – Anima
Maciej Kaczmarski:

1997-2019-2049?

Koza – Mystery Dungeon
Jarek Szczęsny:

Moby Dick.

D. Carbone – A.C.A.B.
Paweł Gzyl:

D. Carbone idzie na wojnę.

Fire! Orchestra – Arrival
Jarek Szczęsny:

Zrobiło się ciszej.

SØS Gunver Ryberg – Entangled
Paweł Gzyl:

Ciekawie, ale za krótko.

Palmer Eldritch – [dog]
Jarek Szczęsny:

Nieustanny proces chwalenia.

LSD – Second Process
Paweł Gzyl:

Kreatywna kooperacja czy skok na kasę?

Lena Andersson – Söder Mälarstrand
Paweł Gzyl:

Owoc studyjnego spotkania Eomaca i Kyoki.

Michał Miegoń & Adam Witkowski – Dwuja
Jarek Szczęsny:

Zawsze słucha się inaczej.

Lost Few – Between The Silence
Paweł Gzyl:

Muzyka na poprzemysłowe przestrzenie.

Jakub Lemiszewski – 2019
Jarek Szczęsny:

W zaczarowanym nastroju.



Baba Stiltz – Total

Baba z wąsami – czyli nowa elektronika podszyta ironią.

Podczas kiedy w ostatnich latach norwescy twórcy kosmicznego disco w rodzaju Todda Terje, Prinsa Thomasa i Lindstroma zaczęli powoli przechodzić z undergroundu do mainstreamu, na ich miejsce wskoczyli szwedzcy producenci skupieni wokół wytwórni Studio Barnhus. Jej założyciele – Kornél Kovács, Axel Boman i Petter Nordkvist – postanowili jednak nie ograniczać się do rewitalizowania muzyki tanecznej z lat 70. i 80. Stąd na płytach publikowanych przez tłocznię ze Sztokholmu nie zabrakło też house’u i techno.

Największym sukcesem działającej cztery lata firmy był wydany przez nią w ubiegłym roku debiutancki album jednego z jej szefów – Axela Bomana. „Family Vacation” podbił serca fanów i krytyków bezceremonialnym potraktowaniem deephouse’owego kanonu. To młodzieńcze podejście do klubowej estetyki, objawiające się w pewnej nonszalancji i zawadiackim luzie, typowe jest również dla pierwszej płyty innego z podopiecznych Studia Barnhus – działającego pod wdzięcznym pseudonimem Baba Stiltz.

Dwanaście premierowych nagrań umieszczonych na „Total” to prawdziwa podróż przez współczesną (i nie tylko) elektronikę. Zaczynamy od oldskulowego disco – bo tak trzeba nazwać wypełniony popiskującymi efektami rodem z Casio melodyjny utwór „Reality Sparks”. Bardziej surowe brzmienia, skoncentrowane na szeleszczących perkusjonaliach i brzęczących motywach o acidowym tonie, znajdujemy z kolei w „Golden Eye” i „Aches”. Mimo tanecznego charakteru – wszystkie te nagrania spowite są typowo skandynawską nostalgią, nadająca im łagodny sznyt retro.


Jeszcze więcej melancholii znajdujemy w… elektronicznych balladach. „Rain Dance” – to jakby electro, ale radykalnie spowolnione i opatrzone wokoderową wokaliza niczym synth-popowe przeboje z Italians Do It Better. Podobnie wypada „Sun Dance” – choć tym razem ze względu na klaskany puls i vintage’owe klawisze bliżej tej kompozycji do alternatywnego R&B. Echa wczesnych dokonań The Weeknd znajdujemy również w „Ja Rule” i „Weeeb” – o czym świadczą groteskowo przetworzone wokalizy i spowolnione na hipnotyczną modłę breaki. Segment ten puentuje w ciekawy sposób „Drone Zone” – ciepłe wspomnienie skandynawskiego nurtu skwee, rozpisane na zredukowaną rytmikę i zaszumione loopy.

Finał albumu to znowu inna bajka. Tym razem szwedzki producent zabiera nas bowiem do Niemiec końca lat 70., kiedy to nad Renem królowała ambientowa wersja kosmische musik. To dwie znakomite kompozycje – „Hotel Exile” i „Quest 1” – w których rozwibrowane arpeggia łączą się z minimalową rytmiką na pastelowych tłach, niczym w dawnych nagraniach Harmonii czy Clustera. Szkoda, że płyta nie kończy się w podobnym stylu. Na koniec rozbrzmiewa bowiem ni stąd ni z owąd sielskie downtempo – urywając się nagle bez jakiejkolwiek zapowiedzi („Discovery – New Down”).

Zawartość debiutanckiej płyty solowej Baby Stiltza (nagrywał już wcześniej, ale z zespołem – The Betlehem Beard Corporation) jawi się niczym efekt beztroskiego jamu w domowym studiu. Szwedzki producent sięga po różne estetyki nowej elektroniki, ale bez względu czy jest to disco, czy house, czy ambient, traktuje je bez nadęcia, z dystansem, a nawet z podskórną ironią. Stąd jego muzyka ma szorstki, brudny i niewygładzony ton – który idealnie pasuje do obowiązującego dziś na elektronicznej scenie punkowego podejścia do dźwiękowej materii. Słucha się tego dobrze – ale przyjemność z odbioru „Total” mąci nieco przeświadczenie, że za rok czy dwa nikt o takim graniu już pewnie nie będzie pamiętał.

Studio Barnhus 2014

www.studiobarnhus.se

www.facebook.com/studiobarnhus

www.facebook.com/babastiltzofficial

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.