Ellen Allien – Alientronic
Paweł Gzyl:

„Berlinette” na twardo.

Hoera. – Jaunu
Łukasz Komła:

Chóralne imaginacje.

jitwam. – Honeycomb
Ania Pietrzak:

Indie, medytacja i ciepły funk.

Benjamin Fröhlich – Amiata
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalna kolekcja tanecznych sztosów.

Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.



Aladdin Killers – Tangens Cotangens

Dla fanów „żywego” down tempo pozycja obowiązkowa. 

Zespół tworzy czwórka doświadczonych muzyków, znanych z różnych śląskich składów, przede wszystkim z obchodzącej przed chwilą swoje 10-lecie 100nki, ale też z instrumentalnej odsłony Abradaba czy ostatnio Kalibra 44. W skład wchodzą: Przemysław Borowiecki (perkusja), Adam Stodolski (kontrabas, bass), Mateusz Pawluś (keyboards, FX) oraz Jarosław „Jaroz” Pakuszyński (turntables, FX). Panowie długo walczyli z premierowym materiałem, ale warto było czekać, bo album jest dopieszczony zarówno produkcyjnie jak i brzmieniowo – nie trzeba oglądać mikrodokumentu o jego powstawaniu by to stwierdzić.


Aladdin Killers feat. Klaudiusz Kłosek – „B.E.B.O.K.”

Na debiucie Aladdin Killers dostajemy 13 numerów bujających się w instrumentalnej mieszance down-tempo, jazzu, funku, breakbeatu czy hip-hopu. Album z racji swego eklektyzmu przynosi sporo skojarzeń, jednym z nich jest niewątpliwie Ninja Tune’owy The Herbalizer – dla przykładu utwór B.E.B.O.K. (świetna trąbka Klaudiusza Kłoska!) pomimo zupełnie odmiennego klimatu, posiada podobną linię basu do „New & Improved”. Przy pierwszym spotkaniu płyta kojarzy się jednak najbardziej z dokonaniami Medeski’ego, Martina i Wooda – to pewnie dlatego, że pierwsze skrzypce zdają się tu dzierżyć brzmienia organów Hammonda. Regularnym wyróżnikiem „Tangens Conatngens” są też samplowane wstawki, wycięte z prawdopodobnie starych amerykańskich filmów. Ten pojawiający się, często humorystyczny element bardzo dobrze cementuje 53 minuty materiału. Miejscami, ze względu na między innymi subtelne skrecze („Gastronomy to the Furthest Degree”) muzyka kwartetu asocjuje z twórczością Dj-a Shadowa, gdzie indziej („Converstions with Intellectuals”) z twórczością Skalpela, by jeszcze w następnym miejscu uderzyć groovem („Whatheered Madness”) w stylu pamiętnego „Check Your Head”. Rytmicznym faworytem jest „Cunning Yeast” z rewelacyjną linią basu – ale to buja!


Aladdin Killers – „Tangens”

Debiut Ślązaków pomimo, że generalnie zdaje się być bardziej rozpędzony niż spokojny, to są tu też numery gdzie panowie zdejmują nogę z gazu. Takimi kawałkami są „Please Try Again Later” z piękną melodią prowadzącą, wspomniany już „B.E.B.O.K.” oraz wieńczący całość lirycznie-fortepianowy „Cotangens”. W moim odczuciu jedynym mankamentem tego albumu jest to, że materiał wydaje się nieco za długi. Przy kolejnych przesłuchaniach pozostaje wrażenie zlewania się wszystkich utworów w jeden, przy czym poszczególne kawałki zdecydowanie na to nie zasługują, bo ciężko tu wskazać gorszy moment. Album po prostu zyskałby na odchudzeniu go o jakieś 2-3 numery.

„Tangens Cotangens” wraz z oprawą graficzną oraz wspomnianymi wstawkami filmowymi zanurzony jest w swoistym retro klimacie, ale jego rdzeń to prawdziwie nowoczesne rozwiązania muzyczne. Aladdin Killers to zespół (co słychać już po debiucie) z charakterystycznym brzmieniem oraz z głęboko przemyślanym pomysłem na siebie, choć już dziś pojawia się ciekawość jak udźwignie „syndrom drugiej płyty”? Wszystkie utwory noszą angielskie tytuły, muzyka jest mocno instrumentalna – nic tylko z naklejką „Dobre, bo polskie” podbijać resztę kontynentu.

PS Miałem okazję być jakiś czas temu na koncercie Zabójców Bin Ladena… przepraszam Aladyna i gwarantuję, że warto ich zobaczyć na żywo. Miksowanie ze szpulowca to cały czas jeszcze zjawisko niecodzienne.

12.2015 | Aladdin Killers (wydawnictwo własne)

www.facebook.com/AladdinKillers
www.soundcloud.com/aladdin-killers
www.youtube.com/user/AladdinKillers/videos

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Uwielbiam ich brzmienie, czekam na koncert!