Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.



Echospace Plays Michael Mantra – Sea Shell City

Dźwięki, które leczą?

Niewykluczone, że Michael Mantra miał polskie korzenie – bo naprawdę nazywał się Michael Urbanek. Choć zaczynał od grania jazzu w latach 70., tak naprawdę zasłynął dekadę później, tworząc relaksacyjną wersję muzyki ambient. Ówczesnym działaniom Mantry przyświecały poważniejsze idee, wyrastające wprost z filozofii new age. Artysta wierzył, że odpowiednie dźwięki mogą mieć uzdrawiającą moc, ponieważ potrafią one wywołać wydzielanie się endrofin, mających zbawienny wpływ na ludzki organizm. W efekcie z dzisiejszej perspektywy można go uznać za prekursora coraz popularniejszej muzykoterapii.

Tworząc tego rodzaju muzykę od 1987 roku, z jeszcze szerszym odbiorem Mantra spotkał się na początku następnego dziesięciolecia, kiedy jego nagrania okazały się idealnie pasować do chill out roomów, gdzie wykończeni raverzy zbierali siły przy łagodnych dźwiękach do następnych szaleństw na parkiecie. Wtedy też trafił na płyty Mantry znany nam dobrze wszystkim Rod Modell – i zachwycony teoriami i muzyką artysty, rozpoczął z nim współpracę. Z czasem zaciekawił on dokonaniami amerykańskiego weterana również kolegę – Stephena Hitchella. Teraz obaj producenci składają hołd swemu poprzednikowi.

„Sea Shell City” w oryginale składa się z trzech części, które w wersji kompaktowej są zmiksowane w krótszą, ale jednolitą całość. Kompozycja początkowo ma dosyć gęste brzmienie: o głośniki raz za razem rozbijają się kolejne fale onirycznych dźwięków, tworzące kojący nastrój wyciszenia. Nie mącą go dodatkowe efekty: dubowe korozje czy szeleszczące loopy. Z czasem muzyka nabiera bardziej podniosłego tonu za sprawą strzelistych pasaży klawiszy, które podszywa zredukowany dron. Potem następuje jeszcze większe uspokojenie – i muzyka nabiera skrajnie oszczędnego charakteru, koncentrując się na głębokich i rozwibrowanych pulsacjach.

Trudno powiedzieć ile było prawdy w teoriach Mantry – artysta zmarł przedwcześnie dwa lata temu na nowotwór, co w pewnym sensie stawia pod znakiem zapytania lecznicze właściwości jego muzyki. „Sea Shell City” pokazuje jednak, że jej nastrój, barwa i brzmienie pozwalają oderwać się słuchaczowi od rzeczywistości i osiągnąć stan psychicznego (a może nawet i fizycznego) relaksu. Rod Modell i Stephen Hitchell oczywiście podrasowali kompozycje Mantrty na swoją modłę, dzięki czemu brzmią one nowocześniej, ale przecież im też bliska jest koncepcja dźwięku jako drogi do świata pozamaterialnego. Stąd „Sea Shell City” to wyjątkowo spójny i konsekwentny materiał.

Echospace 2015

www.echospacedetroit.com

www.facebook.com/echospace

www.facebook.com/echospacedetroit

www.echospacedetroit.bandcamp.com

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. jędrek

    rod modell co najmniej na premiera w takim razie , dla mnie może być powrót do monarchii nawet 🙂

  2. Co do polskich korzeni – ma je Rod Modell. Podczas rozmowy w Tresor mówił, że jego babcia była polką i nazywała się Modzelewska 🙂 True tory.