Teo Olter – Mirów
Jarek Szczęsny:

Strefa komfortu.

John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.

Black Sea Dahu – White Creatures
Łukasz Komła:

Silny uścisk szczerego debiutu!

Rings Around Saturn – Rings Around Saturn
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro z Antypodów.

Kelly Moran – Ultraviolet
Jarek Szczęsny:

Po nitce na księżyc.

Kuzu – Hiljaisuus
Jarek Szczęsny:

Konieczna dawka brutalizmu.

Antigone – Rising
Paweł Gzyl:

Tour de force francuskiego producenta.

Kaos Protokoll – Everyone Nowhere
Łukasz Komła:

Było pytanie, jest odpowiedź!  



Lee Gamble – Mnestic Pressure

Od nowoczesnej bass music do klasycznego IDM-u.

Usłyszeliśmy o Lee Gamble, kiedy stało się głośno o berlińskiej wytwórni PAN. To właśnie jego płyty – „Dutch Tvashar Plumes” i „Diversions 1994–1996” sprzed pięciu lat – pomogły szerzej zaistnieć tłoczni Billa Kouligasa na elektronicznej scenie. Stało się tak, ponieważ zarówno dla PAN, jak i dla Anglika oba wydawnictwa były punktem zwrotnym w ich działalności. Wszak i brytyjski producent, i niemiecka firma działali już wcześniej, ale tym razem zrezygnowali z abstrakcyjnej i nieprzystępnej awangardy na rzecz pomysłowej dekonstrukcji muzyki klubowej.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. PAN została okrzyknięta najbardziej progresywną wytwórnią w elektronicznym undergroundzie, a Gamble stał się gwiazdą artystycznych festiwali w rodzaju Unsoundu czy CTM. Dwie pierwsze płyty Brytyjczyku pokazały, że potrafi on rozbijać na atomy i potem sklejać w nowe konfiguracje klasyczne gatunki muzyki tanecznej. Na pytanie czy potrafi stworzyć coś własnego, odpowiedział dopiero kolejny krążek artysty dla PAN – „Koch”. Zawarta na nim eksperymentalna wizja techno była naprawdę efektowna – i otwierała mu drogę do dalszych sukcesów.

W tym kontekście wydany po trzech latach przerwy kolejny album Gamble zaskakuje. Ukazuje się on bowiem już nie w barwach wytwórni Kouligasa, ale dla niedwuznacznie flirtującego z komercyjnym rynkiem Hyperdubu, mającemu na swym koncie sprzedażowe sukcesy Buriala, Jessy Lanzy, Cooly G czy prowadzącego tłocznię Kode9a. Słychać to od razu na „Mnestic Pressure”, bo spora część nagrań z zestawu odwołuje się do tanecznej bass music, śmiało wykorzystując zdobyczne glitchu w penetrowaniu hip-hopu czy R&B („Istian” czy „23 Bay Flips”). W efekcie otrzymujemy bardziej abstrakcyjną wersję muzyki z Hyperdub – ale jednak z konkretnie tanecznym przytupem.

Drugie oblicze albumu tworzą natomiast utwory odwołujące się do klasycznego IDM-u w swym najbardziej bujnym rozkwicie. Mowa tu przede wszystkim o albumie „Richard D. James” Aphex Twina, który był dla Gamble’a niewątpliwie największą inspiracją przy tworzeniu lwiej części „Mnestic Pressure”. Mamy tu bowiem gąszcz sprężystych i poplątanych breaków, które uzupełniają pneumatyczne akordy kanalizacyjnych klawiszy i tworzące oniryczny nastrój rozlane tła („Swerva” czy „Quadripoints”). Brzmi to jak na tego producenta nad wyraz przystępnie i chcąc nie chcąc stawia go w pozycji naśladowcy klasyka gatunku.

Trudno powiedzieć dlaczego Gamble wybrał taką drogę. W międzyczasie od wydania „Kocha” założył własną wytwórnię – UIQ. Jej nakładem ukazało się kilkanaście ciekawych wydawnictw odświeżających estetykę techno, wśród których wyjątkowe miejsce zajęła EP-ka debiutanta kryjącego się pod pseudonimem Lanark Artefax. Entuzjastyczne przyjęcie „Glasz”, zawierającej nową wizję glitchowego IDM-u, musiało mocno podziałać na wyobraźnię Gamble. Stąd być może i zwrot w jego własnej twórczości w stronę podobnych brzmień. Efektem tego „Mnestic Pressure”, która najbardziej spodoba się wszystkim fanom Aphex Twina.

Hyperdub 2017

www.hyperdub.net

www.facebook.com/Hyperdub.Records

www.facebook.com/leegamblemusic

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 5

  1. duduś

    „pneumatyczne akordy kanalizacyjnych klawiszy” litości, co to w ogóle znaczy…

  2. m

    Hej, sorry, ale twierdzenie, że jakiś konkretny album był inspiracją dla danego artysty, jest poważnym nadużyciem kompetencji recenzenta. Piszesz”niewątpliwie” – podaj źródło. Z kolei o tym, dlaczego Gamble wybrał taką drogę, można poczytać w licznych wywiadach na temat albumu, które się od paru miesięcy ukazują… Tematu komentarza o Lanarku chyba nawet nie warto poruszać. Dziwacznie plotkarska i spekulacyjna recenzja.

    • Paweł Gzyl

      Każda recenzja ma subiektywny charakter. Piszący ją wyrażą to, co ON słyszy na danej płycie. Ja na tym albumie usłyszałem wpływ Aphex Twina – dlatego jest słowo „niewątpliwie”. Poza tym artyści lubią w wywiadach opowiadać różne rzeczy – ale niekoniecznie oznacza to, że są one prawdą. Dlatego zadaniem recenzenta jest zajrzeć dalej i wyciągnąć na wierzch inspiracje być może nawet nieuświadamiane sobie przez artystę lub skrzętnie przezeń przemilczane. Co oczywiście nie oznacza, że tylko recenzent zna prawdę. Jego tekst to tylko jego opinia.

      • m

        no właśnie – recenzja to opinia, a te należy wyrażać jak opinie, a nie fakty objawione. no ale skoro recenzent wie lepiej od artysty…

      • Paweł Gzyl

        Moze czasem recenzent wie lepiej niż artysta? Bo jakby chciec kierowac sie tym, co artysta opowiada o swojej plycie, to trzeba by pisac o kazdej, ze jest genialna.