Shygirl – Cruel Practice EP
Jarek Szczęsny:

Supernowa.

kIRk – Ich dzikie serca
Łukasz Komła:

„Ich dzikie serca” nadają naszym sercom rytm.

Underworld & Iggy Pop ‎– Teatime Dub Encounters
Jarek Szczęsny:

To były czasy, kiedy podrywało się stewardesy.

Jaye Jayle – No Trail and Other Unholy Paths
Jarek Szczęsny:

Americana poddana eksperymentom.

Trzy z Trzech Szóstek
Jarek Szczęsny:

Duy Gebord, Surowa Kara Za Grzechy i Krew.

Palmer Eldritch – Sidereal
Jarek Szczęsny:

Dobre kombinacje.

Kamasi Washington – Heaven And Earth
Jarek Szczęsny:

Kumulacja kulminacji.

Jimi Tenor – Order of Nothingness
Łukasz Komła:

Soundtrack tego lata!

Tropic of Coldness – Framed Waves
Jarek Szczęsny:

Nawet latem jest tu zimno.

Skadedyr – Musikk!
Łukasz Komła:

Norweskie „Szkodniki” potrafią zmysłowo kąsać awangardę! 

SOPHIE – Oil of Every Pearl’s Un-Insides
Stanisław Bryś:

Pop owinięty lateksem. Dekonstrukcja popu i muzyki klubowej nadal jest na językach.

Soundscape Mirror – 49 kilometers to the east
Jarek Szczęsny:

Strona muzyczna, strona wizualna.

David Grubbs & Taku Unami – Failed Celestial Creatures
Łukasz Komła:

Między słowem, improwizacją a…  

XOR Gate – Conic Sections
Paweł Gzyl:

Piękne cacko.



Lolasister – Infinite Jest EP

Debiutancka EP-ka szwajcarskiego zespołu Lolasister to poetycki mariaż folku i jazzu.  

Tytuł „Infinite Jest” oczywiście odnosi się do słynnej książki z 1996 roku amerykańskiego i już nieżyjącego pisarza Davida Fostera Wallace’a (1962-2008). Zapewne doskonale wiecie, jak zakończył swój żywot ten artysta. Dlaczego o tym wspominam? Choćby dlatego, że muzyka Lolasister ma całkiem spore pokłady melancholii, ale takiej bezpretensjonalnej.

Zespół tworzy piątka młodych muzyków z Berna: Leoni Altherr (śpiew, gitara), Sibyl Hofstetter (śpiew), Luzius Schuler (instrumenty klawiszowe), Jeremias Keller (bas) i Benedikt Utzinger (perkusja). „Infinite Jest” zarejestrowali dosłownie w ciągu kilku dniu w trakcie pobytu w Bretanii w przytulnej stodole przekształconej w studio nagrań. W ich nagraniach przewijają się opowieści o depresji czy lęku (wystarczy wsłuchać się w „A Coloured Image Of The Sun”), ale nie brakuje w tym wszystkim satyry. Altherr porównuje muzykę Lolasister do „radosnego skoku w otchłań”.

Muzycznie, niby nic nowego, ale dobrze się ich słucha, ponieważ czuć, że grają bez wyraźnego parcia na zaistnienie. Piosenki z „Infinite Jest” przywodzą na myśl różnych artystów. Wokalne unisono Altherr i Hofstetter lgnie w stronę tego, co znamy z Low, Mazzy Star, Colleen, Josephine Foster czy Angel Olsen. Stylistyka obrana przez Lolasister ma sporo z slowcore’u, jaki kultywuje choćby Low. W kompozycji „Zoo” eksperymenty z jazzem, rockiem i balladą szczególnie zainteresują fanów Stereolab oraz Tindersticks. Podobny klimat utrzymał się w „Birds On Wires”, ale w tym przypadku, nie mogę nie wspomnieć o Calexico – tremola na werblu Utzingera drżą z tą samą czułością i estymą, jak u Johna Convertino.

Nie będzie to wyszukane zakończenie recenzji, ale najzwyczajniej w świecie, czekam na więcej! Tymczasem wracam do tego, co już jest – „Infinite Jest”!

15.06.2018 | self-released

 

Strona Lolasister »Profil na Facebooku »

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Aż z ciekawości posłuchałem kilka piosenek. Świetny styl!