Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.



Nowości z Gruenrekorder

Niemiecka oficyna regularnie prezentuje wyjątkowe wydawnictwa z field recordingiem z przeróżnych rejonów świata i kultur. Poznajcie trzy najnowsze ścieżki.

Gregory Büttner – „Voll.Halb.Langsam.Halt” (Gruenrekorder | wrzesień 2018)

Gregory Büttner mieszka i pracuje w Hamburgu. Od 2000 roku koncentruje się głównie na soundartcie i elektroakustyce. W 2004 roku założył wytwórnię 1000füssler, specjalizującą się w muzyce eksperymentalnej. – Moja praca rozpoczyna się od poszukiwania, znalezienia lub wyprodukowania materiału akustycznego – tak pisze o sobie Büttner. Zatem jak to się ma do najnowszego materiału z albumu „Voll.Halb.Langsam.Halt”? Tym razem punktem wyjścia, swoistym dźwiękowym znaleziskiem, okazał się parowiec-lodołamacz z 1930 roku.

Artysta osiem lat temu wyruszył statkiem z Rostocku do Rugii nad Bałtykiem, gdzie stacjonuje wspomniany parowiec, aby uchwycić na nim jego tkankę dźwiękową. Mikrofony kontaktowe powędrowały w rozmaite zakamarki tego metalowego obiektu. Trafiły choćby bezpośrednio na części silnika parowego (wciąż opalany węglem), co też doskonale słychać w paru momentach. Industrialny stukot hipnotyzuje miarowym rytmem i jest daleki od idyllicznego szumu fal, za to bliższy plemiennej rytmik bębnów. Nie ma tu także dodatkowej ingerencji ze strony Büttnera, czyli studyjnej postprodukcji, oprócz typowych zabiegów jak cięcia czy dodawanie przejść. Gdybym nie wiedział, że chodzi o wnętrzności parowca to pewnie miałbym duże problemy z nakierowaniem skojarzeń na właściwy trop. Zachęcam do pobłądzenia w skupieniu przy „Voll.Halb.Langsam.Halt”.

Eisuke Yanagisawa – „Path of the Wind” (Gruenrekorder | wrzesień 2018)

Eisuke Yanagisawa to japoński etnograf, scenarzysta i filmowiec z Kioto. Swoją uwagę skupia na słuchaniu i rejestrowaniu brzmień oraz rezonansów z poszczególnych miejsc, a także na odkrywaniu dźwięków z perspektywy kulturowej, ekologicznej, geograficznej, akustycznej i historycznej. Proces ten obejmuje obserwowanie i rejestrowanie małych, ukrytych i niesłyszalnych dźwięków przy użyciu różnych typów mikrofonów. Od wielu lat Yanagisawa interesuje się kulturą gongów mniejszości etnicznych zamieszkujących Centralne Wyżyny Wietnamu.

Nagrania z „Path of the Wind” powstały między wrześniem 2014 a listopadem 2017 roku w prefekturze Kioto, Hyogo, Fukui, Ishikawa i Gifu. Materią, która posłużyła do wygenerowania dźwięków, okazała się harfa eolska stworzona dodatkowo przez samego Yanagisawa. Wystawiał ją wielokrotnie na wiatr, lecz początkowo nie przynosiło to żadnych efektów. Musiał przerobić pewne elementy konstrukcyjne aż w końcu zaczęła grać, ponieważ harfa rezonuje z otaczającym ją środowiskiem.

Do każdego z dwóch otworów włożył dwa mikrofony, aby wyraźnie nagrać rozunujące dźwięki, ale bez zbytniego wpływu wiatru. Jak sam przyznaje artysta, używa harfy jako pewnego rodzaju przetwornika czy też brzmiącego ciała. Zaskakująca złożoność harmonii o kształcie ambientowych fal, mikrodźwięków / -dronów oraz drobnych sprzężeń wprawia w trans, tym samym zapraszając nas do innego kontaktu z odgłosami natury, bliższymi dźwiękom wszechświata. „Path of the Wind” znakomicie się sprawdza powiewając na pograniczu jawy i snu.

Michael Lightborne – „Sounds of the Projection Box” (Gruenrekorder | wrzesień 2018)

Brytyjski artysta dźwiękowy i wizualny, Michael Lightborne, od wielu lat tworzy prace zaangażowane w kwestie krajobrazu, kultury popularnej, pamięci i technologii. Interesuje go szczególnie koncepcja psychetecture, jaka pojawiała się w latach 80. w komiksie pt. „Mister X”.

Jeszcze inaczej przedstawia się zakres poszukiwań Lightborne’a na „Sounds of the Projection Box”. Nagrania powstały w przeciągu ostatnich dwóch lat i dokumentują zmieniającą się strukturę dźwiękową wnętrza projektora kinowego. Chodzi tu o przejście z 35 mm taśmy na nośnik cyfrowy. Dokładnie sytuacja odnosi się do roku 2014, kiedy to w Wielkiej Brytanii większość kin przeszła właśnie na wersję cyfrową. Niewiele wówczas pozostało kin mogących pozwolić sobie na jednoczesne korzystanie z taśm i cyfry. Lightborne postanowił poszukać w istniejących projektorach stałych dźwięków wydobywających się podczas analogowej pracy urządzenia.

Dzięki „Sounds of the Projection Box” mamy okazję poznać unikalną audiosferę, wsłuchujemy się w dźwięki pracy projekcjonisty. Dochodzą do nas odgłosy taśm, stukot obracających się elementów projektora, a także (szczątkowo) dialogi ze starych filmów. Dodam, że ten album powstał w ramach projektu badawczego, który został zainicjowany na Wydziale Studiów Filmowych i Telewizyjnych na Uniwersytecie w Warwick. Wyszło też specjalne wydanie „Journal of British Cinema And Television Studies” (Vol 15, No 1, 2018) zawierające szereg artykułów na temat historii brytyjskich projektorów kinowych i zawodu projekcjonisty w XX i XXI wieku.

Do pięknego winyla „Sounds of the Projection Box” dołączyli wydawcy także jeden z artykułów pt. „Sounds of the Projection Box: Liner Notes for a Phonographic Method”. Dużo w nim można znaleźć bardzo ciekawych aspektów teoretycznych dotyczących roli dźwięku w takim urządzeniu. Porwał mnie np. fragment „The Thing”. Niesamowite zestawienie jakiegoś ambientoweg tła przechodzącego w szorstki świst taśmy, utrzymujący się na niskich rejestrach (nie jest to tzw. pisk), a zakończony analogową pulsacją jednego dźwięku. Niekiedy wrażenia słuchowe nakierowują na nocną jazdę pociągiem i stukot kół o tory [np. „The Tower (death rattle)”]. Wyruszycie w tę podróż?

Na zdjęciu: Gregory Büttner

 

Strona Gruenrekorder »Profil na Facebooku »

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze