Alessandro Adriani – Morphic Dreams
Paweł Gzyl:

Syntetyczne sny.

Ellen Allien – Alientronic
Paweł Gzyl:

„Berlinette” na twardo.

Hoera. – Jaunu
Łukasz Komła:

Chóralne imaginacje.

jitwam. – Honeycomb
Ania Pietrzak:

Indie, medytacja i ciepły funk.

Benjamin Fröhlich – Amiata
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalna kolekcja tanecznych sztosów.

Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.



SLV – Berlin Portrait In Music

Ambient o niedzisiejszej urodzie.

Założona przez duet Slam na początku lat 90. wytwórnia Soma z Glasgow kojarzy się wszystkim klubowiczom z dobrej muzyki tanecznej – energetycznej syntezy techno i house’u o silnym przytupie i wciągającej melodyce. Takie nagrania tworzą przede wszystkim jej założyciele, ale również współpracujący z nimi producenci tacy, jak Percy X, Rejuvination, Funk D’Void czy Silicone Soul. Od czasu do czasu trafiają się jednak w katalogu tłoczni płyty z bardziej ilustracyjną muzyką. Ten trop wyznaczyły w nim dokonania The Black Dog czy DeepChord. Również ostatni album duetu Slam oscylował wokół nowoczesnego ambientu. Teraz do tego grona dołącza nowy artysta – SLV.

Pod pseudonimem tym kryje się urodzony i mieszkający w Berlinie młody producent, który do tej pory dał się poznać z kilku EP-ek i debiutanckiego albumu. Zarówno krążki wydane przez wytwórnię Virgo, jak i te, które opublikowała mu Soma, koncentrowały się wokół solidnego techno, z którego pożytek mają przede wszystkim didżeje. Na swój nowy album tajemniczy producent wybrał jednak zupełnie inny materiał. Pod wszystko wyjaśniającym tytułem „Berlin Portrait In Music” zaprezentował jedenaście krótkich nagrań, w których elektroniczne brzmienia mieszają się z odgłosami otoczenia, tworząc ujmujący swą nieoczywistą urodą soundtrack do wycieczki po stolicy Niemiec.

Pomysł berlińskiego producenta sprawdza się: choć mamy tu do czynienia z ambientem, wpisanie go w krótkie formy muzyczne, dodaje całemu zestawowi zaskakującej dynamiki. SLV swobodnie czerpie pełnymi garściami z dokonań swych starszych kolegów z kręgu kosmische musik, koncentrując się na przestrzennych kompozycjach rozświetlonych rozjarzoną elektroniką („Sky”). W innych utworach sięga po intensywne brzmienia o niemal shoegaze’owej ekspresji („This Cold Night”), albo stawia na organowe modulacje zatopione w wyciszonym gąszczu glitchowych defektów („Mirage”). W drugiej części zestawu jest miejsce nawet na neoklasyczne miniatury fortepianowe podszyte syntezatorowymi refleksami („Melancholy Dreams”) oraz bardziej rytmiczne utwory, których tropy wiodą do IDM-u („Talking With Shadows”).

Berliński producent jawi się po przesłuchaniu swego nowego albumu muzycznym konserwatystą. Obce mu są wszelkie awangardowe tendencje do zbrzydzania dźwięku – nawet kiedy sięga po field recordings czy cyfrowe defekty, stosuje je w niezwykle powściągliwy sposób. Najważniejszy jest bowiem dla niego nastrój: kontemplacyjny, wyciszony, skupiony. Służą temu także urodziwe melodie wyczarowywane z syntezatorów. Dzięki temu kompozycje z „Berlin Portrait In Music” ujmują swą klasyczną urodą, która jest nieodstępna dla bardziej eksperymentalnych odmian ambientu. Może to i niedzisiejsza muzyka – ale właśnie na tym polega jej czar.

Soma 2019

www.somarecords.com

www.facebook.com/SomaRecords

www.facebook.com/slvimprint 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze