Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.



SLV – Berlin Portrait In Music

Ambient o niedzisiejszej urodzie.

Założona przez duet Slam na początku lat 90. wytwórnia Soma z Glasgow kojarzy się wszystkim klubowiczom z dobrej muzyki tanecznej – energetycznej syntezy techno i house’u o silnym przytupie i wciągającej melodyce. Takie nagrania tworzą przede wszystkim jej założyciele, ale również współpracujący z nimi producenci tacy, jak Percy X, Rejuvination, Funk D’Void czy Silicone Soul. Od czasu do czasu trafiają się jednak w katalogu tłoczni płyty z bardziej ilustracyjną muzyką. Ten trop wyznaczyły w nim dokonania The Black Dog czy DeepChord. Również ostatni album duetu Slam oscylował wokół nowoczesnego ambientu. Teraz do tego grona dołącza nowy artysta – SLV.

Pod pseudonimem tym kryje się urodzony i mieszkający w Berlinie młody producent, który do tej pory dał się poznać z kilku EP-ek i debiutanckiego albumu. Zarówno krążki wydane przez wytwórnię Virgo, jak i te, które opublikowała mu Soma, koncentrowały się wokół solidnego techno, z którego pożytek mają przede wszystkim didżeje. Na swój nowy album tajemniczy producent wybrał jednak zupełnie inny materiał. Pod wszystko wyjaśniającym tytułem „Berlin Portrait In Music” zaprezentował jedenaście krótkich nagrań, w których elektroniczne brzmienia mieszają się z odgłosami otoczenia, tworząc ujmujący swą nieoczywistą urodą soundtrack do wycieczki po stolicy Niemiec.

Pomysł berlińskiego producenta sprawdza się: choć mamy tu do czynienia z ambientem, wpisanie go w krótkie formy muzyczne, dodaje całemu zestawowi zaskakującej dynamiki. SLV swobodnie czerpie pełnymi garściami z dokonań swych starszych kolegów z kręgu kosmische musik, koncentrując się na przestrzennych kompozycjach rozświetlonych rozjarzoną elektroniką („Sky”). W innych utworach sięga po intensywne brzmienia o niemal shoegaze’owej ekspresji („This Cold Night”), albo stawia na organowe modulacje zatopione w wyciszonym gąszczu glitchowych defektów („Mirage”). W drugiej części zestawu jest miejsce nawet na neoklasyczne miniatury fortepianowe podszyte syntezatorowymi refleksami („Melancholy Dreams”) oraz bardziej rytmiczne utwory, których tropy wiodą do IDM-u („Talking With Shadows”).

Berliński producent jawi się po przesłuchaniu swego nowego albumu muzycznym konserwatystą. Obce mu są wszelkie awangardowe tendencje do zbrzydzania dźwięku – nawet kiedy sięga po field recordings czy cyfrowe defekty, stosuje je w niezwykle powściągliwy sposób. Najważniejszy jest bowiem dla niego nastrój: kontemplacyjny, wyciszony, skupiony. Służą temu także urodziwe melodie wyczarowywane z syntezatorów. Dzięki temu kompozycje z „Berlin Portrait In Music” ujmują swą klasyczną urodą, która jest nieodstępna dla bardziej eksperymentalnych odmian ambientu. Może to i niedzisiejsza muzyka – ale właśnie na tym polega jej czar.

Soma 2019

www.somarecords.com

www.facebook.com/SomaRecords

www.facebook.com/slvimprint 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze