Various Artists – 10 Years of Monkeytown
Paweł Gzyl:

Spojrzenie wstecz.

EABS – Slavic Spirits
Jarek Szczęsny:

Jazz w bardo.

Bartosz Kruczyński – Baltic Beat II
Jarek Szczęsny:

Nie chciałbym przesłodzić.

Resina – Traces (Remixes)
Mateusz Piżyński:

Najnowsze wydawnictwo naszej rodzimej, bardzo utalentowanej, artystki, Karoliny Rec (aka Resina) to zestaw 5 utworów, gdzie cztery to genialne reinterpretacje, za którymi stoją Abul Mogard, Lotic, Ben Frost i William Criag.

Różni artyści – Portrety
Jarek Szczęsny:

Sami perkusiści.

Tracey – Biostar
Paweł Gzyl:

Pastelowe electro wyjęte z klubowego kontekstu.

Laurence Pike – Holy Spring
Jarek Szczęsny:

Łyżeczką, a nie chochlą.

Altstadt Echo – This Work Contains Lead
Paweł Gzyl:

Rozdarcie między światem ducha i materii.

Luis Vicente & Vasco Trilla – A Brighter Side of Darkness
Łukasz Komła:

Rogate flow sięgające głębin.

Matias Aguyao – Support Alien Invasion
Paweł Gzyl:

Najbardziej wymagający album chilijskiego producenta.

Coil – Live Five
Maciej Kaczmarski:

Niewyrażalna intymność.

Vin Sol – Planet Trash
Paweł Gzyl:

Od house’u do ambientu.

Flying Lotus – Flamagra
Bartek Woynicz:

Fire Walk with Me.

Mazut – Promień
Jarek Szczęsny:

Nadmiar bywa szkodliwy.



Tommy Four Seven – Veer

Brytyjski mocarz powraca wreszcie z nowym albumem.

Debiutancki płyta Tommy’ego Four Seven wydana w 2011 roku był obok pierwszego krążka Lucy’ego najważniejszym wydawnictwem nowego techno, które skodyfikowało ten gatunek u progu obecnej dekady. Brytyjskiemu producentowi udało się tchnąć w tą sprawdzoną formułę nową siłę, której korzeni należało szukać w muzyce o połamanym metrum – przede wszystkim w dubstepie, ale też jungle’u i breakbeacie. Co ważne: młody artysta niemal od razu porwał się na dużą formę muzyczną i wyszedł z tej konfrontacji zwycięsko, nagrywając kompletny i przemyślany album.

Właściwie nie wiedzieć czemu, zamiast po tak udanym debiucie skupić się na karierze solowej, Tommy zajął się zupełnie innymi działaniami. Przede wszystkim powołał do życia z Alainem Paulem duet These Hidden Hands, który próbował stworzyć własną formułę IDM-u, wykorzystującego niemal rockową energię. Dwa nagrane przez projekt albumy były bardzo efektowne, ale spotkały się z o dziwo skromnym oddźwiękiem na elektronicznej scenie. Więcej aplauzu brytyjski producent zyskał za uruchomienie własnej wytwórni – 47, nakładem której wydał EP-ki taki artystów, jak Killawatt czy Oake.

Nie oznaczało to, że Tommy zrezygnował z kariery solowej. Po opublikowaniu w 2011 roku przez CLR albumu „Primate” i towarzyszących mu dwunastocalówek, angielski producent zaserwował jednak zaledwie trzy krążki. Pomijając wydaną w serii „Monad” dwunastocalówkę dla Stroboscopic Artefact, były to dwie EP-ki – „Ox” z 2014 roku i „47013” z 2017 roku. O wiele częściej młody Brytyjczyk występował jako didżej – grając w najważniejszych klubach świata. W końcu zmobilizował się jednak i przygotował materiał na swój drugi album.

Już jego nagrania z duetem These Hidden Hands demonstrowały, że fascynuje go możliwość tworzenia soundtracków – i słychać to wyraźnie w otwierającym „Veer” utworze „Dead Ocean”. Dronowe wyziewy i syntezatorowe zawodzenia splatają się tu w niemal orkiestrową kompozycję. W „Radius” uderza bit – ale jeszcze spowolniony, a towarzyszą mu zbasowane pulsacje, układające się w rozwichrzoną melodię. „2084” to już rasowe techno wymodelowane na industrialną modłę. „The Virus” rezonuje plemiennymi bębnami, które oplatają złowieszcze szepty i noise’owe eksplozje. Pierwszą część zestawu wieńczy „Neuromorph” – siarczysty breakbeat upstrzony fabrycznymi odgłosami.

Połamane rytmy słychać też w „Feed” – i jest to najbardziej taneczne nagranie w zestawie, bo odwołujące się niemal wprost do UK garage’u. „Aphelion” zwalnia tempo, lokując się w formule smolistego downtempo o niemal symfonicznym oddechu. „X Treat” ma w sobie więcej tanecznej energii, której nie rozprasza jego zwarta konstrukcja. „Protocol 9” najmocniej przywołuje wspomnienie „Primate”: to zwalisty industrial eksplodujący dzikimi zgrzytami i syntetycznymi spazmami osadzonymi na dudniących breakach. Kończący płytę „Colone” wypada podobnie, choć ma zdecydowanie bardziej klubowy przytup.

„Veer” potwierdza, że Tommy Four Seven nadal ma upodobanie do wręcz ekstremalnie mocnej energii. Ktoś, kto polubił go za sugestywne syntezę techno i breakbeatu z jego debiutanckiego albumu, dostaje na jego długo oczekiwanym następcy sporo podobnej muzyki. Na pewno od tamtego czasu Brytyjczyk rozwinął się jednak kompozytorsko: stąd jego nowa płyta jest bardziej zróżnicowana i wielobarwna. Oczywiście „Veer” nie będzie już tak przełomowym wydawnictwem jak „Primate”. Ale zawarta na krążku monumentalna muzyka jednak i tak robi wielkie wrażenie swą precyzją i rozmachem.

47 2019

www.tommyfourseven.com

www.facebook.com/tommyfoursevenofficial

www.facebook.com/47×47

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze