Wpisz i kliknij enter

Adam F – człowiek, który zdradził jazz

Bolec („Chłopaki nie płaczą”), z obowiązku gangster, z zamiłowania specjalista ds. lansu i bounceu, przypuścił razu pewnego tęgą próbę odsztywnienia i utrendzenia swojego kumpla przy zastosowaniu środków audiowizualnych, krótko rzecz ujmując, chodziło o przerobienie obciachowego „białasa” na wypasionego „czarnucha”. Co do filmowej kpiny ma Adam F? Ano ma niemało. Otóż ów syn brytyjskiego rock-and-rollowca spontanicznie postanowił zostać „czarnuchem”.    Bolec („Chłopaki nie płaczą”), z obowiązku gangster, z zamiłowania specjalista ds. lansu i bounceu, przypuścił razu pewnego tęgą próbę odsztywnienia i utrendzenia swojego kumpla przy zastosowaniu środków audiowizualnych, krótko rzecz ujmując, chodziło o przerobienie obciachowego „białasa” na wypasionego „czarnucha”. Co do filmowej kpiny ma Adam F? Ano ma niemało. Otóż ów syn brytyjskiego rock-and-rollowca spontanicznie postanowił zostać „czarnuchem”.























   Wcześniej jednak, w roku 1997, Adam Fenton popełnił fenomenalny album „Colours”, który można określić jako jazzujący, lekki drumnbassik. Płytka, pod wieloma względami wybitna, stanowi propozycję muzyczną idealną zarówno na romantyczny wieczór jak i na… zwykły wieczór, zresztą – na biały dzień też jest dobra.
Co było potem? Potem Adam F został „czarnuchem”, jakby to określił Bolec, „zdradził jazz dla hip-hopu”, jak to zostało dobitnie powiedziane w radiu jazz. Czy to źle? Tak. Wobec tego, czy Adam F robi zły hip-hop? Wobec tego nie, ale abstrahując od tego – tak; jego hip-hopową płytę o przydługawym tytule: „Adam F. Presents Kaos – The Anti-Acoustic Warfare” można opisać przy użyciu metafory o perełkach i łajnie – otóż, wyobraźmy sobie, że płyta ta stanowi łajno, w które wrzucono kilka perełek. O ile z łajnem troszkę przesadziłem, bo płyta tragiczna nie jest, o tyle perełek na niej zawarto doprawdy niewiele. Reasumując, lepiej uszkadzać swój słuch czym innym.
Można do tego celu użyć np. „Adam F. Presents: Drum and Bass Warfare”, próby mariażu wspomnianego materiału hip-hopowego z połamanym, szybkim beatem. Krążek wyszedł w roku 2003 -trzynaście miesięcy po „…The Anti-Acoustic Warfare”. Trzynastka okazała się być w tym wypadku liczbą szczęśliwą; przedsięwzięcie wypadło, o dziwo, nieźle pod względem brzmieniowym, ale oczywiście daleko mu do albumu „Colours” .























   Od chwili wypuszczenia płyty „…Drum and Bass Warfare”, artysta „zamilknął”. Bardzo długo strona internetowa Adama F była nieczynna – widniała na niej informacja „site relaunch coming soon”. Obecnie możemy profitować z całkiem wypaśnej witryny; dużo hałasu, dużo blasku, ogólnie wszystkiego na stronie jest dużo. Szkoda tylko, że poza nią nie przybyło wiele… chodzi mi oczywiście o brak nowych nagrań (nie licząc całkiem przyjemnego dla ucha, lekkiego, brekbitowego singla 8 ball).

   Suma summarum, rezultaty uprawiania hip-hopu w czystej formie przez Adama F są nietęgie. 8 ball daje jednak nadzieję na to, że Adam Fenton, pomimo dobrej koniunktury na tzw. „czarną muzę”, wróci do korzeni. Kto wie, może lata „ciszy” stanowiły dla artysty czas intensywnego „usztywniania i odtrendzania się”, który zostanie ukoronowany albumem nowatorskim i pięknym na miarę „Colours”.







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


3 Komentarzy

  1. Colours to jest płyta, która znajduje się w mojej 10 najlepszych płyt wszechczasów. Muzyka genialna, świetni goście na tej płycie – co więcej dodawać. RARYTAS. A to co było potem? Nie wypowiem się…

  2. nomansland: sam jestes cienasem ktory pewnie jedyna muzyke jaka stworzyl to odglosy pierdow na kanapie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy