Wpisz i kliknij enter

Autechre – incunabula


wydana w 1993 roku, „incunabula” była pełnometrażowym debiutem duetu autechre. dziś uznawani za gigantów nowej elektroniki, panowie rob brown i sean booth mówią o tym albumie z sentymentem – „incunabula” w swoim czasie była powodem sporego zamieszania, i nie trudno się temu dziwić – tak nie grał wtedy nikt: odważne wykorzystanie elektroniki, przestrzenna aranżacja i świetna produkcja nadawały całości niepowtarzalną świeżość. co więcej, wydaje się, że wraz z mijającym czasem ta płyta zyskuje na wartości. dlaczego? odpowiedź jest prosta – incunabula się nie starzeje. dziesięć lat to przecież cała era dla poszukującej elektroniki, a debiutancka płyta autechre wciąż brzmi bardzo nowocześnie. myślę, że dopiero z perspektywy tych dziesięciu lat widać, jak bardzo ten krążek wyprzedził swój czas. już pierwszy kawałek, „kalpol intro”, sprawia wrażenie nagranego zupełnie niedawno – umieszczony na ścieżce dźwiękowej do filmu „pi” doskonale współgra z najnowszymi produkcjami orbital czu gus gus. incunabula jest również jednym z bardziej przystępnych albumów autechre: takie kawałki jak „bike” czy „eggshell”, nasycone prostymi, wpadającymi w ucho melodiami mogą kandydować do miana największych „przebojów” autechre. „ta płyta ma bardzo piosenkową strukturę. następujące po sobie elementy poszczególnych utworów są bardzo oczywiste, bardzo klarowne” – mówią o incunabuli członkowie autechre. nie ma tutaj tak odważnych brzmieniowych eksperymentów, znanych z późniejszych produkcji duetu, są za to wielkie przestrzenie, odkrywcze, nowe, ciepłe – choć w całości stworzone za pomocą syntetycznych mechanizmów. i choć album mógłby być krótszy (trwa prawie osiemdziesiąt minut), na elektronicznej scenie do dziś pozostaje czymś niezwykłym – początkiem muzycznej drogi autechre, jednej z ważniejszych i bardziej inspirujących w nowej elektronicznej muzyce.
1993







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
more
more
17 lat temu

Świetna recenzja…

Rzeczywiście Amber jest piękny, choć minęło już tyle lat od jego wydania, ujmuje wciąż i jest na czasie. Wielu wykonawców wzoruje się na nim, na jego brzmieniu, minimalistycznym, głębokim, odhumanizowanym, idealnym, miejscami zimnym, by za chwilę znów nas ogrzać delikatnym tłem… Mam nadzieje że Duet wróci kiedyś na jakiejś nowej płycie do zapomnianych regionów muzyki z płyty Amber… byłoby miło posłuchać tej prostoty.

http://www.myspace.com/sonicjourneywithmore

zapraszam do wysłuchania moich plam dźwiękowych:)

Polecamy