Wpisz i kliknij enter

Bloc Party – Silent Alarm Remixed


Praktyka promocyjna wytwórni płytowych od lat polega na tym, że wydając debiutantów często namaszcza się ich na następców zespołów, które już wcześniej osiągnęły sukces. Tak było choćby z podsumowującym ostatnio działalność Beta Band, którzy mieli swego czasu zastąpić Oasis. Po ukazaniu się pierwszej, jakże udanej płyty Franza Ferdinanda można było się domyślać, że pojawi się niedługo nowa fala młodych gitarowych zespołów. Wciąż szukający szufladek dziennikarze określili ją nawet jako „british new guitar revival”. Bloc Party jednak zawdzięcza Franz Ferdinand nie tylko ponowne zainteresowanie muzyką gitarową. To właściwie tylko i wyłącznie dzięki Szkotom Bloc Party w ogóle zaistnieli jako szerzej znany zespół. Londyńczycy bowiem najpierw zagrali przed najsłynniejszą obecnie brytyjską kapelą szereg koncertów a także dali się im namówić na wysłanie swojego demo do Steve’a Lamacqa, znanego w radiu BBC promotora młodych zespołów. Stąd już tylko mały krok do wydania płyty.
Najpierw pojawia się singiel „Banquet”. Potem wydana we wrześniu 2004 pod mało oryginalnym tytułem „Bloc Party” pierwsza epka. Debiut zespołu ukazuje się [„Silent Alarm”], pod koniec marca 2005. Tak jak można było się tego spodziewać nie może uciec od porównań do swoich znanych przyjaciół. Jednak płyta jest zupełnie inna niż „Franz Ferdinand”. Rzeczą, która od razu zwraca na siebie uwagę jest duży wpływ zespołów nowofalowych. Usłyszymy tu dalekie echa New Order, The Cure czy amerykańskiego Sonic Youth. Płyta nawiązuje także do współczesnego i dość popularnego „dance punk’a”, no i przede wszystkim nie można nie zauważyć jej przebojowości. Więcej ma jednak wspólnego z nowojorskim Interpolem niż z lekkim i przyjemnym graniem w wykonaniu Franz Ferdinand. Tekstowo także stara się dotykać poważniejszych spraw. Wystarczy wziąć choćby przykład antywojennego „Pioneers”. Płyta łączy w sobie to co najlepsze z starego punkowo-nowofalowego grania i młodzieńczej energii ale nie można jej też odebrać tego, że doskonale odnajduje się wśród nowoczesnych albumów.
Nie da się oceniać płyty zawierającej remixy jako całości. Szczególnie jeśli remixy te wyszły spod rąk różnych artystów. Znajdziemy na tej płycie utwory o wiele gorsze od orginału, wręcz popsute remixem, ale także takie, które po powtórnej produkcji brzmią znacznie lepiej i ciekawiej. Znajdziemy także utwory, które brzmią zupełnie inaczej niż pierwotnie. Świetnym na to przykładem jest już początek płyty. Otwierający „Like eating glass” w wydaniu pierwotnym zionął wręcz energią i zapowiadał, że dalej czeka nas jeszcze wiele ciekawego, tutaj mamy natomiast do czynienia z remixem spokojniejszym, bijącym chłodem i bardziej elektronicznym, choć porównania do Kraftwerka, z którymi się spotkałem, wydają się zupełnie nieuprawnione. Ladytron realizujący to nagranie, zdecydowanie cofnęli i pobrudzili wokal, na pierwszy plan wysuwając za to bas co spowodowało, że do porównań z nową falą z połowy lat osiemdziesiątych uciec już się nie da. Kolejny na płycie „Helicopters” (płyta z remixami zachowała kolejność Silent Party) jest za to przykładem jak nie należy robić remixów. Z pomysłów Bloc Party na zrealizowanie tego utworu zostało zabrane wszystko co najlepsze. W zamian dodano za to nieciekawe klawisze i całkowicie popsuto brzmienie, które w orginale zachwycało. Kolejny na liście, najbardziej znany już singiel Bloc Party „Banquet”, pierwotnie budzący dalekie skojarzenia z „A Forest” The Cure tutaj mamy okazję usłyszeć w wersji disco. Nie ma sensu opisywać każdego utworu z osobna. Warto jednak zauważyć, że z płyty bije szczególna różnorodność. Zaproszeni do realizacji artyści nie byli dobierani wg jakiegoś określonego klucza. Na „Silent Alarm Remixed” możemy bowiem spotkać się z przeróżnymi wersjami, które prowadzą nas praktycznie przez cały przekrój współczesnych brzmień. Mamy tu przecież do czynienia z rewelacyjną, zahaczającą o elektro, wersję mojego ulubionego „Positive Tension”, dubowy remix Erola Alkana i czy już zupełnie elektroniczne wydanie „The Pioneers”, zremixowane przez francuskie, znane fanom nowych brzmień M83. A to przecież nie wszystko. Czekają na nas przecież jeszcze utwory w wersjach prawdziwych „gwiazd” jakimi są Nick Zinner, gitarzysta Yeah Yeah Yeahs, który znalazł czas na realizację tego pomysłu podczas pobytu w Japonii czy Mogwai, których przecież zbytnio przedstawiać nie trzeba.
„Silent Alarm Remixed” jest tym czego można się spodziewać, czyli zbiorem remixów z płyty Bloc Party „Silent Alarm”. Należy jednak zaznaczyć, że jest zbiorem remixów jednej z najlepszej płyt roku 2005. Ale przede wszystkim mamy tutaj świetny przykład tego jak muzyka rockowa, którą tworzy gitarowy zespół może zostać przefiltrowana przez elektroniczną wrażliwość. I tylko od nas zależy, którą wersję my wybierzemy. Gorąco polecam zarówno „Silent Alarm” jak i „Silent Alarm Remixed”.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
marysia
marysia
15 lat temu

Nie przeczytałam tej recenzji w ogóle. hehe Szperam właśnie sobie po internecie i szukam coś o Bloc Party. Wpisuję się wszędzie tam gdzie to możliwe, więc również i tu. Kończą się mi dziś ferie, jutro do szkoły ufff – skończyło się to dobre, niestety. Teraz się dopiero zacznie. Chodzę do 2 gim (w Szamocinie), a mam tyle nauki, że szok. moja siostra chodzi do liceum, a nie musi (albo nie chce) uczyć się tyle co ja – SKANDAL! Na koniec jeszcze pozdrawiam wszystkich moich znajomych 🙂

optika
optika
15 lat temu

Litości, nie ma kogoś takiego jak Ladytorn Zapatista. To jest remiks zrobiony przez Ladytron (taki zespół czteroosobowy). Wstyd i ignorancja.

Polecamy