Wpisz i kliknij enter

Brian Eno – Another Day on Earth


Ostatni raz na swej solowej płycie Eno zaśpiewał w roku 1992, kiedy ukazywała się płyta „Nerve Net”. Później artysta poświęcił się pracy producenckiej (z niemałymi sukcesami, wspomnieć choćby płyty Laurie Anderson, The Passengers czy Davida Bowiego), samemu wydając w drugiej połowie lat 90 coś w rodzaju ambientowego cyklu „Music For Instalations”, dokumentującego dźwiękowe wystawy Eno organizowane w bardzo różnych częściach świata. Wreszcie ojciec ambientu doszedł do wniosku, iż styl, z którym już chyba do końca swych dni będzie utożsamiany, w swej obecnej formie ulegać zaczyna wolnej eksploatacji; sięgając więc do swych przed-ambientowych tradycji z pierwszej połowy lat70 Eno stworzył album wypełniony po prostu piosenkami.
Tak naprawdę jedyną piosenką w konwencjonalnym tego słowa znaczeniu jest utwór otwierający płytę. „This” to typowy singlowy produkt – obowiązkowe 3 minuty 30 sekund, żywy rytm, chwytliwy tekst, przejrzysta melodia – Eno udowadnia, iż jest jeszcze w stanie komponować potencjalne przeboje. Potencjalne, bo „This” zapewne nie zagości na dłużej (jeśli w ogóle) w masowej świadomości. A szkoda – gdyby utwór ten wykonywany byłby np. przez U2 (słychać w nim sporo melodyki przypominającej kompozycje irlandczyków) miałby spore szanse na komercyjny sukces. Nie komercja jednak pełni główną rolę na „Another Day on Eart”. Ta płyta jest przede wszystkim zbiorem spokojnych, wyważonych utworów, czegoś w rodzaju ambientowych pop-kawałków, komponowanych z naciskiem na uzyskanie określonego, przesyconego melancholią i refleksją klimatu. Eno osobiście wyśpiewuje tworzone w różny sposób teksty (również przy pomocy losowo dobierającego słowa progamu komputerowego), odkrywa też vocoder, który wyręcza go przy bardziej skomplikowanych partiach. Wszystko zaaranżowane jest stricte elektronicznie – może trochę szkoda, bo dziś elektronika w solowym wykonaniu Eno czasami ociera się o archaizm (choć może to być zbyt mocne słowo). Materiał zawarty na „Another Day On Earth” mógłby się znakomicie sprawdzić we wspólnej aranżacji z U2 – to właśnie płyta The Passengers wydaje się tutaj naturalnym punktem odniesienia, podobnie jak wydana w 2001 roku (razem z niemieckim DJem Peterem Schwalmem) „Drawn From Life” – pierwsza poważna – i udana – próba kompozytorska Eno w świecie naprawdę nowej elekroniki. Do swych słynnych śpiewanych płyt z wczesnego okresu kariery artysta nawiązuje bardzo delikatnie, za wszelką cenę stara się być nowoczesny, co tym razem nie zawsze mu się udaje. Na szczęście, „Another Day On Earth” w swej większości zawiera bardzo udane kompozycje, broniące się swym nastrojem i pięknem w każdej aranżacji. I właśnie dla kompozycji warto po ten album sięgnąć, przypominając sobie Eno w nowych-starych rolach – instrumentalisty, tekściarza, wokalisty.
Muzyczną amerykę Eno odkrywał ponad 20 lat temu, dziś spokojnie pozwolić sobie może na błogi dryf w stronę przepełnionych spokojem ballad, w komponowaniu których zawsze sprawdzał się jak mało kto. Również tym razem nie będziemy rozczarowani – klasa po prostu robi swoje.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
tepe
tepe
15 lat temu

mówisz odpłynąć ? Tu sie człowiek topi jak złoto na piecu.

Polecamy