Wpisz i kliknij enter

Colder – Again


Pod nazwą Colder ukrywa się jeden człowiek, niejaki Marc Nguyen Tan. Francuz, podobno specjalista od realizacji video, który na boku nagrał stricte dźwiękowy materiał w domowym ministudio, wyposażonym głównie w komputer, sampler, automat perkusyjny i, jeśli mnie ucho nie myli, gitarę basową. I właśne ów materiał, w postaci dziewięciu piosenek, składa się na zawartość debiutanckiego krążka „Again”.
Trzeba przyznać, że Tan wybrał idealną nazwę dla swojego projektu. Brzmienie Colder jest nie tyle zimne, co mrożąco lodowate. Łączy w sobie syntetyczną, analogową mechanikę Kraftwerk z nowofalowym, basowym vibem a’la Joy Division. Otwierający płytę „Crazy Love” i następujący po nim „Confusion” to niemal wariacje na temat stylu słynnej manchesterskiej grupy, podszyte typowo kraftwerkowską motoryką. Niby nic nowego, ale rezultat jest bardziej niż zadowalający. Na „Again” można też uświadczyć transowości Can (i krautrocka w ogóle), surowości tak zwanej electronic body music, a nawet fascynacji dubem (znakomity „One Night in Tokyo”). W leniwym „This River” pojawia się partia fortepianu (lub syntezatora imitującego ten instrument), oczywiście należycie chłodna i beznamiętna, zaś w końcowym, monotonnym i zupełnie odrealnionym „Colder”, Marc bez cienia emocji deklaruje: „I’m just getting colder again”. Bo oprócz obsługi sprzętu nagrywającego, Tan stanął również za mikrofonem. Jego głos jest jednostajny i zobojętniały, a często dodatkowo wyzuty z człowieczeństwa za pomocą zniekształcających efektów.
Czasy, kiedy Francuzi wytyczali nowe ścieżki na polu elektroniki, już dawno minęły. Colder nie jest drugim Daft Punk i nie próbuje nim być. Nie sili się na oryginalność i nie ukrywa tego. Właściwie powinien być to argument przeciwko, gdyby nie fakt, że „Again” to… naprawdę niezła płyta. Mimo wtórności i zbyt wyraźnych inspiracji, balansujących niekiedy na granicy plagiatu, ta retro-podróż intryguje i wciąga. Odhumanizowana, zimna jak lód muzyka Colder stanowi nie tylko odświeżającą przeciwwagę dla wszechobecnej, mdłej słodyczy, garażowej pseudoalternatywy i wystudiowanego mroku; może być też wymarzoną pozycją dla kogoś, kto nigdy nie doczekał się współpracy Iana Curtisa z niemieckimi elektro-prekursorami.
2003







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
anniehall
anniehall
11 lat temu

odkryłam Colder miesiąc temu!! to była miłosc od pierwszego wsłuchania…czy brzmienie lodowate? mnie robi się gorrrrąco kiedy slucham tych dzwięków:)moj number one ostatnimi czasy!!!!

BRTK
BRTK
13 lat temu

no no! Pamiętam, że długo nie mogłem się oderwać!
druga płytka Heat niestety słabsza!

john mcenroe
john mcenroe
13 lat temu

właśnie, Colder (w 4-osobowym składzie) bardzo przyzwoicie wypadł na tegorocznym Pukkelpop, koncert był mniej więcej właśnie w takim klimacie jak opisujesz – dużo transu, dużo nowej fali, dobry hipnotyczny bas i chłodne, dość oszczędne klawisze (zdaje się że nasz bohater to kolejny fan Clavii Nord Lead). wizualnie Tan przypomina Petera Murphy ego z Bauhuas i muzycznie występ też ciążył w tym kierunku. a płytkę muszę gdzieś dorwać, dzięki za przypomnienie.

Polecamy