Wpisz i kliknij enter

Eight Frozen Modules – The Abduction Of Barry


„Układ scalony (ang. integrated circuit, chip, potocznie kość) – zminiaturyzowany układ elektroniczny zawierający w swym wnętrzu od kilku do setek milionów podstawowych elementów elektronicznych, takich jak tranzystory, diody, rezystory, kondensatory. Zwykle zamknięty w hermetycznej obudowie – szklanej, metalowej, ceramicznej lub wykonanej z tworzywa sztucznego.” – Wikipedia.
To nie przypadek, że okładkę „The Abduction of Barry” zdobi właśnie układ scalony. Piąta płyta projektu Kennetha Jamesa Gibsona (znanego również m.in. jako Dubloner, Bal Cath i [a]pendics.shuffle) stanowi dźwiękową ilustrację świata przyszłości, w którym sztuczna inteligencja przejmuje władzę nad ludzkością. Pomimo przewagi intelektualnej i technologicznej, maszyneria jest jednak równie zepsuta i bezwzględna, jak jej ludzcy niewolnicy. Skojarzenia mogą iść również w inną stronę – tytuł nawiązuje prawdopodobnie do… jednego z odcinków „Z Archiwum X”, w którym człowiek nazwiskiem Duane Barry jest regularnie porywany i szpikowany chipami przez obcych. Paranoja, tajemnica, podróże w czasie i przestrzeni, wszechobecny spisek oraz ewoluujący biotechnologiczny potwór mający również sporo wspólnego ze słynnym, oślizgłym monstrum H. R. Gigera – oto miejsca i stany, w które Gibson najczęściej zabiera słuchacza.
Kompozycje, na wzór podanych w powyższej definicji setek milionów elementów, są niebywale złożone, co sprawia że kilka pierwszych podejść może skończyć się zawrotami głowy: zachwycają swoim olśniewającym bogactwem, a jednak chwilami potrafią przytłoczyć nie tyle wychodzeniem poza ramy gatunków, co roztrzaskaniem jej na drzazgi. Muzyka sprawia bowiem wrażenie celowo zepsutej i powykręcanej, jak gdyby układy scalone w głowie Barryego uległy infekcji złośliwego wirusa komputerowego i zaczęły żyć własnym życiem, przemieniając nosiciela w biologiczno-elektronicznego manekina. Najbardziej wyeksponowany jest beat, tak zróżnicowany w zależności od utworu, że przyprawiający o małą schizofrenię. Tymczasem melodie, niekiedy ich resztki, docierają zza szumów, trzasków i odhumanizowanych odgłosów właściwie niemożliwych do pełnego opisania.
Tak, to niestety jeden z tych wymykających się słowom albumów, które lepiej opisać uciekając się do obrazów i skojarzeń, niż używać wyblakłych klisz językowych i pustych szufladek. Rzecz w tym, że nie w porządku byłoby nie mówić o nim w ogóle, ponieważ to chyba kolejny zaginiony klejnot, który nie zdobył szerszego rozgłosu. Kiedy wybrzmią ostatnie takty”The Abduction of Barry”, słuchacz uświadamia sobie, że to on jest Barrym i właśnie został porwany.
2003







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
paide
paide
13 lat temu

również podpisuję się pod tą rekomendacją. choć gęstość utworów jest tutaj wielkim wyzwaniem dla słuchu. taka wielość wydarzeń przypadających na jeden utwór może oszołomić. frozen był również wydany przez milleplateauxmedia.

hmm
hmm
13 lat temu

Bardzo dobra plyta, wydana poprzednia rowniez niezle wysterowana.Polecam

Polecamy