Wpisz i kliknij enter

Jan Jelinek – Kosmischer Pitch


Nowa płyta Jana Jelinka jest jednym z ważniejszych elementów arcyciekawej nowomuzycznej jesieni AD 2005. Mistrz jednego z ostatnich świeżych elektronicznych powiewów – clickncuts – swymi kolejnymi produkcjami wzbudza wszechobecne, niesłabnące zainteresowanie. Nic w tym dziwnego, w muzycznej działalności niemieckiego artysty dominują budzące szacunek wzloty – to Jelinek był jednym z tych, którzy odświeżyli i pociągnęli w nowe obszary berlińską elektronikę [choćby za sprawą projektów Farben, Gramm czy genialnej „Loop-Finding-Jazz-Records”], to również Jelinek był jednym z twórców ważniejszej elektroniczno-jazzowej fuzji ostatnich lat [„3+1+3”, płyta nagrana wspólnie z australijskim Triosk]. Wreszcie to w twórczości Jelinka odbiorcy starają się zidentyfikować tendencje i obszary, w stronę których nowa muzyka powinna kierować się w najbliższej przyszłości. Iście kosmiczny poziom oczekiwań. Kosmischer Pitch.
Nowy materiał Jelinka to w pewnym stopniu kolejna niespodzianka. Artysta, jak sam deklaruje, zapragnął sięgnąć po wciąż inspirujące nagrania niemieckich [i nie tylko] krautrockowców lat 70. Mowa o takich zespołach jak Can czy Cluster – dziś legendarnych już projektach, śmiało łączących rockową psychodelię z nowym wówczas elektronicznym instrumentarium. Efekty prac sprzed 30 lat stały się inspiracją dla Jelinka, który powycinał kilka fragmentów minionych nagrań, owe fragmenty pociął na jeszcze krótsze, trudno rozpoznawalne mikrosample, z których – z sobie znaną precyzją – utkał intrygujące, pełne tajemnic formy. Artysta nie czerpie tym razem z nagrań stricte jazzowych, zwraca się raczej w stronę krautrockowo-elektronicznych doświadczeń psychodelii sprzed lat trzydziestu. Swej muzyce nadaje tym samym zupełnie nowych, zaskakujących odcieni – „Kosmischer Pitch” wydaje się materiałem bardziej abstrakcyjnym, a w odróżnieniu od poprzednich, ciepłych płyt – również bardziej zawadiackim, nastawionym na eksperyment, momentami rozedrganym, szarpiącym, flirtującym z odbiorcą jakimiś dziwnymi, trudnymi do uchwycenia energetycznymi ładunkami. Jelinek zbliża się tym samym do dorobku niemieckiego post-rocka spod znaku Tarwater, i czyni to z sukcesem, nagrywając kilka naprawdę doskonałych utworów [„Universal Band Silhoulette”, „Lithiumellodie 1”]. Nie powinniśmy doszukiwać się tutaj elementów elektronicznego wizjonerstwa, kolejnych świeżych pomysłów, desperackiego ciągu ku zupełnie nowym rozwiązaniom, Jelinek proponuje nam swego rodzaju koncept, coś w rodzaju zamkniętego eksperymentu, który, choć na pewno udany, nie może być odbierany w kategoriach „drogowskazu od mistrza”.
Ten album Jelinka różni się od pozostałch propozycji sygnowanych jego nazwiskiem czymś jeszcze, mianowicie jakimś zdecydowanym pulsem, śmiałym eksperymentalizmem, pociągającym momentami brudem mnogości zaangażowanych tu brzmień, słowem – jest w pewien sposób charakterny, nieokiełznany. Jak pokazuje sam Jelinek podczas swoich kocnertów – materiał z „Kosmischer Pitch” skłonny jest wyrywać się spod kontroli samemu twórcy, dążąc do zupełnej noisowej psychodelii. Prawdziwie kosmiczna historia.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy