Wpisz i kliknij enter

Julia Marcell – Storm EP


Składająca się z pięciu kawałków EPka projektu Julii Marcell jako jedno z nielicznych w tym roku polskich wydawnictw pomija indie oraz nadęty eksperyment. Zamiast trenujących lans chłopaczków z garażu na przedmieściach dostajemy uroczą młodą damę. Zamiast niezdrowo emocjonującej walki o wdarcie się na fale eteru zostajemy postawieni w roli świadków przemyślanej ścieżki promocyjnej totalnie odmiennej od popularnych u nas siermiężnych metod tak zwanego przebijania się.
Najważniejsze to oczywiście nie ta zachęcająca otoczka, ale sama muzyka, której jest na krążku w praktyce trochę więcej niż mówi tracklista. Pięć piosenek nagina bowiem sieć damskich brzmień, która funkcjonowała dobrych kilka lat temu, do dzisiejszych standardów. Miks Tori Amos, Dido, Reginy Spektor i Vienny Tang w osobie wykształconej pianistki i songwriterki sprawia, że można traktować EPkę „Storm” jako zapowiedź polskiego „White Chalk” PJ Harvey, czyli albumu – pomimo mielizn – na wskroś wiarygodnego. Rezygnacja z wzorców obezwładniających pokolenia młodych składów zaprowadziła Julię w rejony kameralnej muzyki, którą wykonują zwykle kapelki służące za przerywnik w akcji francuskiego filmu. Zaciemniony, stylowy bar i absolutnie obcy sobie ludzie sączący swoje ostatnie na dzisiaj alkohole, dopalający papierosy to chyba udana wizualizacja klimatu. Poza nią odbiorca ma do czynienia także z namacalnym dowodem na udaną hybrydę klasycznego instrumentarium z urzekającą melodyką podszywającą się pod łagodnie awangardowy pop.
Spójrzmy przecież na otwierające wszystko „Twin Heart”, w której to piosence mamy do czynienia z nośną (niewinność!) melodią pianina oraz jak najbardziej poważną progresją w obrębie prowadzenia głosu. Poza zwykłą linią wokalu jest tu bowiem także sztukowany refren, niesiony staraniami smyczkowego kwartetu. Praca klawiszy przypomina akcentowanie akustycznej gitary, kiedy urasta ona do rangi wiodącego instrumentu. Pomimo więc, że nie wydaje się to być odpowiednim odczytaniem inspiracji, łatwo ulec odbiorowi, który byłby adekwatny raczej dla Tiny Vipers lub Cat Power. Budzone osobistym lirykiem emocje szybko stają się wkładem odbiorcy w ten kawałek, co ostatecznie zaciera granicę oddzielającą muzyka od słuchacza i czyni z „Twin Heart” highlight „Storm”.
„Jack the Ripoff”, jako utwór finalny współpracuje z „Twin Heart” na zasadzie klamry wiążącej pozostałe trzy kompozycje. Trochę pościelowa melodia szybko zmienia tu swoją wymowę, przeistaczając się w wybitnie filmowy numer, mogący ilustrować podchmielony w kobiecy sposób samotny wieczór (moment na wysokości 02:05 do końca kawałka staje się podstawą szczerego uśmiechu). „Accordion Player” pełni w tej grupce rolę utworu narracyjnego, „The Roads” posługuje się znaną skądinąd melodią dla oddania rozterek uczuciowych… Cała piątka składa się w sumie na EPkę spójną, zarysowującą stylistykę, w jakiej poruszać się będzie twórca na longplay’u i budzącą ochotę na więcej.
Wiążąc się z holenderskim Sellaband i śpiewając po angielsku Julia odcina się od polskiej sceny i trudno mieć o to do niej pretensje. Wyluzowana dystynkcja przy sporej dozie intymności i autoironii, nie pozyska dla siebie szerszego grona słuchaczy w kraju maniakalnie poszukującym odpowiedzi na indie. Tym bardziej cieszą sukcesy projektu za granicą. Pozostaje polecić myspace, wybranie się na koncert, na którym można kupić sobie EPkę za jedyne 13 złotych (super poligrafia z niespodzianką!), no i czekać na długogrający debiut.
2007







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
rasta
rasta
13 lat temu

Yo! Też nie mogę się doczekać dancehallu od miSS marcell. Napewno będzie spox nagrywka ale smęty też w sumie niezłe

japan monster
japan monster
13 lat temu

dobre dobre F. :-))

F.
F.
13 lat temu

O nie, nie, w sumie smętne dobrze wypadają tylko muzycznie, potworze. No a LP Julii ma być podobno reggae/dancehallem/dubem/2stepem, więc myślę że po jego wydaniu masz we mnie konkurencję!

japan monster
japan monster
13 lat temu

jebac smętne laski

F.
F.
13 lat temu

Zgadzam się. Stąd podkreślam jej oryginalność wśród wyłącznie polskich graczy, a jakość nagrań widzę raczej w klimacie, samoświadomości twórczej i nasyceniu urokliwymi motywami niż w megaprodukcji, świeżości pomysłu w globalnej skali czy w potencjalnym gwiazdorstwie na scenach Europy. Stawiam wrażenia oferowane przez tę EPkę w opozycji do oferty młodych gitarowych kapel, którym brak tej bezpretensjonalności.

vesper
vesper
13 lat temu

nudnawa ta panna, słyszałam to już tyle razy…znam co najmniej tuzin tego typu wokalistek i nawet je lubię ale nie czyńmy wydarzenia z następnej

F.
F.
13 lat temu

Nie wiedziałem o sprawie z nazwiskiem, dzięki za info, dam znać komu trzeba żeby to poprawił, aloha.

K
K
13 lat temu

za to zdanie Zamiast trenujących lans chłopaczków z garażu na przedmieściach jest genialne ;D

K
K
13 lat temu

julia nie chce by upubliczniano jej prawdziwe nazwisko i warto by było to uszanować.

Polecamy