Wpisz i kliknij enter

Yves Tumor – Heaven To A Tortured Mind

Prestidigitator w kostiumie diabła.

No to już. Po problemie. Przywitajcie rozwiązanie. Czego? Wszystkiego. Yves Tumor z subtelnością meteoru przynosi nam Ewangelię dla nowego wieku. W ekstatycznym tonie, otwierającego jego najnowszy album utworu „Gospel for a New Century”, mówi wprost, że On może być rozwiązaniem wszystkich problemów. Prezentując jednocześnie duchową transformację, której uległ na modłę dekadenckości oferując nam w samym tytule „Niebo dla umęczonego umysłu”. Propozycję ochoczo przyjmuję, gdyż właśnie tego potrzeba mi w tej chwili.

Twarde postanowienie o postawieniu na muzykę, która nie oddaje chwilowego (oby) ducha czasu, ale może dodać otuchy albo przynajmniej pozwoli zabrać myśli i problemy z dala od czarnych konkluzji, staram się realizować w tym tygodniu. Najnowszy krążek Yvesa Tumora w tym procesie ma swoje zaszczytne miejsce, a to ze względu na jego wybitnie rozrywkową formę. Wszakże jest to album, który ze szczególną mocą ma przykuwać naszą uwagę. Yves Tumor sięga po różnorodne sztuczki, gnie się i przegina, żeby zaskoczyć i oczarować słuchacza. Koniec końców należy przyznać, że przejście z form bardziej złożonych na piosenki (często niemniej złożone) udało mu się.

Yves Tumor w swej bezspornej wszechstronności postanowił zająć środek sceny muzycznej. Zrobić to na swoich warunkach i w swoich kostiumach. Od tych ostatnich czuć siarką, co można wyczuć słuchając dokładnego opisu zawartego w „Medicine Burn”, utworu krążącego między muzyką rockową a noisem. Tak, właśnie rockową otoczkę Sean Bowie (prawdziwe nazwisko muzyka) postanowił przerobić. Najdalej w tym pomyśle posunął się w „Karosene!”. Lekko psychodeliczne tony, spowolniony rytm, towarzyszka do śpiewu (Diana Gordon), strzeliste gitary, łączą się w całość jako emocjonująca ballada. W skrócie: pełne zaskoczenie.

Co dziwniejsze, nasz prestidigitator w kostiumie diabła jest w tym wszystkim autentyczny i magnetyczny. W całym zamieszaniu główną rolę pełni przewrotność. Rzućmy uchem na najbardziej gościnny zakątek płyty. „Super Stars” wyciągnięty z epoko glam rocka, „Folie Imposée” zderzają gitarę elektryczną z nisko osadzonymi syntezatorami, a „Strawberry Privilege” ma zniewalającą linię basu i chórki. Wszystkie trzy utwory czerpią z gatunków dobrze znanych, ale zostają delikatnie przetrącone przez Tumora i w każdym z nich wokalista schodzi ze swoim głosem na drugi plan, co stoi w sprzeczności do ekstrawertycznej pierwszej połowy płyty.

Naturalnie jego dusza eksperymentatorska nie zostaje poskromiona. „Dream Palette” zawiera w sobie dosłownie odgłosy wylatujących w powietrze fajerwerków, a sekcja rytmiczna wykonuje karkołomne przejścia. Zresztą posłuchajcie doskonałego „Asteroid Blues” czy funkowej odysei „A Greater Love”. Yves Tumor sugeruje, że został nam zesłany z góry jak piorun, żeby zadać pytania o podstawową miłość, o handel tożsamością, o nasze pragnienia, o nasze tęsknoty, o nasz strach, o to przed czym uciekamy, czyli sięga w głąb humanizmu. Dając przy okazji popis tryumfującej wyobraźni z niesłabnącą wrażliwością artysty, której nie są w stanie przykryć nawet rogi na głowie.

Warp | 2020
Bandcamp
FB
FB Warp







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy