Wpisz i kliknij enter

R.A.P. Ferreira – Purple Moonlight Pages

Kolejny klasyk.

Postanowiłem dać odpór rzeczywistości i wyjść na ulicę. Oczywiście wirtualnie, a właściwie za pomocą dźwięków. Od nadmiernego siedzenia w domu myśli więdną, a i z czytaniem książek występują pewne problemy. Zawsze jest muzyka. Wracając do ulicy to powrót na nią gwarantuje styczność z płytą rapera, a może bardziej ulicznego poety, Milo, który tym razem przywdział garnitur z napisem R.A.P. Ferreira, czyli jednym z wielu własnych kryptonimów. Jednak żaden z nich nie przysłoni jego charakterystycznej formy rapowania, a może bardziej opowiadania.

Maniera Ferreiry z pozoru trzyma się na dystans od rzeczywistości. Jego flegmatyczność czy nawet nonszalancja skrywają w sobie wiele magnetyzmu. Raper potrafi, kiedy tego wymaga liryczny moment, być dosadnym. Już od zasadniczo pierwszego utworu „Greens” chciałoby się wziąć tę muzykę na spacer, bo tak dobrze współgra z przebieraniem nogami. Równie dobrym kompanem pieszej wycieczki jest „Cycles”. Trzeba pamiętać, że nasz raper pozostał wierny swojej estetyce i nawet jeśli muzyka aż prosi się o bardziej żywiołowy flow, to jego to nie rusza, a mimo to efekty są wspaniałe („Absolutes”).

I choć nie wymyśla na nowo formuły jazz-rapowych albumów, to jego „Purple Moonlight Pages” daje doskonały przykład jak należy je robić. Jak wstawić odpowiedni sampel („Laundry”), gdzie dać płynno-jazzowy podkład („Doldrums”) albo jak przemyślanie dobrać gościa (Open Mike Eagle w znakomitym „Pinball”). W kwestii produkcji należałoby podkreślić znakomitą rolę Jefferson Park Boys oraz Kenny`ego Segala. Ten ostatni, jak sądzę, był odpowiedzialny za wyraźne wątki elektroniczne: ambient w „Dust up” czy taneczne rytmy w „No starving artists”.

Tekstów do roztrząsania nikomu nie zabraknie. W końcu R.A.P. Ferreira opowiada w sposób gęsty o stanie ludzkości, wewnętrznych rozterkach, codziennych obserwacjach czy w końcu nie ucieka do przekleństw tylko precyzyjnie (cóż za rzadki przypadek) układa swoje wersy. Zwróćcie szczególną uwa na utwór „An idea is a work of art”. Zresztą następny „Mythical” również należy do moich faworytów. Milo w estetyce jazzowej czuje się znakomicie. Jego sposób mówienia trafia do mnie raz za razem. Najnowszą odsłonę jego twórczości uważam za jedną z najbardziej dopracowanych stylistycznie i chętnie zestawiam z De La Soul czy A Tribe Called Quest z domieszką Madliba czy J Dilli. Innymi słowy: kolejny klasyk.

Na końcu mamy jeszcze zagadkę. „Masterplan”, pamiętny utwór Pharaoh Sandersa, w ustach Milo brzmi… no właśnie, jak? Na końcu słyszymy śmiech, a przecież tekst jest nad wyraz optymistyczny i każe patrzeć śmiało w przyszłość jako miejsce w czasie wypełnione ziszczeniem się nadziei na lepsze jutro. Czy artysta wyśmiewa naiwność? Czy raczej zwykłe zadowolenie ze znalezienia podsumowania płyty? Zawieszenie w powietrzu wymowy całego albumu to dość przebiegły trik ze strony Milo, który zostawia nas ze swoimi przemyśleniami.

Ruby Yacht | 2020
Bandcamp
FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy