Wpisz i kliknij enter

Julia Marcell – wywiad

Wszystko zaczęło się na stronach holenderskiego serwisu Sellaband, pomagającego młodym twórcom zbierać fundusze na swe debiutanckie wydawnictwa (w całym procesie uczestniczą internauci, inwestujący w wybranych przez siebie muzyków). Pochodząca z Olsztyna Julia założyła na Sellaband swój profil, którym szybko interesować się zaczęły tłumy ludzi. Wszystko zaczęło się na stronach holenderskiego serwisu Sellaband (www.sellaband.com), pomagającego młodym twórcom zbierać fundusze na swe debiutanckie wydawnictwa (w całym procesie uczestniczą internauci, inwestujący w wybranych przez siebie muzyków). Pochodząca z Olsztyna Julia założyła na Sellaband swój profil, którym szybko interesować się zaczęły tłumy ludzi. Po zaledwie pięciu miesiącach na wirtualnym koncie artystki widniała już magiczna suma 50 tysięcy dolarów, uprawniająca do rozpoczęcia prac nad profesjonalnym albumem (jak dotąd Julia wydała własnym sumptem Epkę „Storm„). Co więcej, brytyjski dziennik „The Guardian” zaliczył olsztyniankę do prestiżowego grona „ludzi jutra”. Wydaje się więc, że zapoczątkowana w sieci kariera artystki nabiera niesamowitego tempa – już teraz coraz trudniej dostać się na jej kameralne koncerty. Warto o tym wszystkim porozmawiać. Zapraszamy do naszego wywiadu.

Póki co jesteś jeszcze dość tajemniczą postacią na rynku muzycznym. Czy mogłabyś powiedzieć o sobie więcej, niż można wyczytać na Twojej stronie?

Jestem muzycznym samoukiem, mieszkam w Olsztynie i aktualnie studiuję. Nie zamierzam rezygnować z edukacji i wierzę ,że mogę połączyć ją z muzyką. Co jeszcze…Jestem uzależniona od muzyki i pomimo, że uwielbiam ją rozkładać na czynniki pierwsze, zawsze jakoś udaje mi się złożyć ją zpowrotem w całość – nie pozwalając przy tym ulecieć emocjom.

Grasz na fortepianie. Skąd wybór takiego instrumentu?

Z fortepianem miałam różne przejścia, to była trudna miłość. Zawsze mnie fascynował, ale nie dane mi było na nim grać aż do zeszłego roku. Zawsze coś wchodziło nam w drogę, inni ludzie, pieniądze, uprzedzenia, kompleksy. Kiedyś wreszcie powiedziałam sobie – teraz albo nigdy. Wcześniej grałam na gitarze, ale wpadłam w formułę „czterech akordów”, która szybko mnie zmęczyła. Stwierdziłam, że nic nowego już nie wymyślę. Trwałam tak w zawieszeniu parę lat i wtedy przypomniał mi się fortepian.

Jak ostatecznie doszło do waszego spotkania?

Chodził za mną od jakiegoś czasu. Zaczęłam zwracać na niego uwagę, słyszeć we wszystkich piosenkach, widzieć w oknach wystaw sklepowych, w książkach. W końcu zebrałam jakąś niewielką sumę i kupiłam sobie najtańsze stage piano, jakie znalazłam. Następnego dnia miałam już pierwszą piosenkę, mimo iż planowałam po prostu nauczyć się na nim odgrywać jakieś proste, klasyczne etiudy. Coś zaiskrzyło. Poczułam znów wielość możliwości – osiemdziesiąt osiem klawiszy, z których każdy może nastąpić po każdym. Żadnej regułki, tylko muzyka.

Kiedy pojawił się pomysł połączenia śpiewu z grą?

Nigdy nie było innego.

Z Twoich wypowiedzi wywnioskowałem, że tworzenie muzyki towarzyszy Ci niemal od zawsze. Skąd ta nieustająca potrzeba?

Odpowiem cytatem: „Śpiewać muszę, bo się uduszę”. W mojej rodzinie nie ma profesjonalnych muzyków, więc była to zdecydowanie wewnętrzna potrzeba. Nie wiem skąd się we mnie pojawiła. Na pewnym etapie życia chciałam być strażakiem, ale zawsze poruszał mnie świat dźwięków, zawsze to we mnie siedziało, aż pewnego dnia zaczęło mi tak uprzykrzać życie, że musiałam to z siebie wyrzucić.

Jesteś klawiszową tradycjonalistką? Jakie jest Twoje zdanie na temat keyboardu?

Nie lubię klawiszy „nie ważonych”, muszę czuć ciężar pod palcem. Jednak wszystko jest dla ludzi. Sama gram głównie na instrumentach elektronicznych „udających” fortepian i bardzo je sobie cenię (są relatywnie lekkie i tanie). Keyboard to instrument jak każdy inny. Na obecnym etapie nie mam pomysłów na to jak go wykorzystać, nie mam też takich planów.
Ale wszystko się może zdarzyć. Świat muzyki jest wielki.

Stawiasz na prostotę, kameralność swoich kompozycji. Świadomy artystyczny wybór?

Muzykę akustyczną, kameralną wybrałam dlatego, gdyż moje piosenki wydają mi się brzmieć najlepiej w takiej oprawie – prostej. Większa ilość instrumentów daje wrażenie nadmiarowości, ciężkości. Akustyczne brzmienia ponadto wydają mi się nieść w sobie pewną naturalność, perfekcja niektórych elektronicznych brzmień wydaje mi się nieludzka. Oczywiście są artyści, którzy tą „nieludzką perfekcję” potrafią przetkać w coś do cna ludzkiego. Nie wiem jednak, czy mnie by się to udało. Może po prostu jeszcze nie na tym etapie. Na razie fascynują mnie możliwości tkwiące w akustycznych instrumentach – to, że żadnej nutki nigdy nie zagra się tam dwa razy tak samo.

Porozmawiajmy o serwisie Sellaband. Powiedz nam czy nie czujesz się zniesmaczona tym, że zagraniczni słuchacze poznali się na Tobie prędzej niż rodacy?

Nie. Polacy nie bardzo mieli okazję, to stało się tak szybko. Ledwo zdążyłam nagrać demówkę i wrzucić ją na Sellaband, a już rozpętał się wir wydarzeń, na które kompletnie nie byłam gotowa

Co czujesz teraz? Ogromną satysfakcję czy strach przed karierą, która stoi przed Tobą otworem?

Czasem uderza mnie to, co tak naprawdę się stało i jak szybko do tego doszło, ale zwykle myślę raczej o przyszłości. Jest to przede wszystkim duża odpowiedzialność i kredyt zaufania od ludzi. Pracuję więc bardzo dużo, ale pozostaję sobą – to najlepsze co mogę im dać.
Nie boję się tzw. „kariery”, gdyż skupiam się na tworzeniu muzyki, nie funkcjonowaniu w muzycznym światku.

Nie martwisz się o to, że wchodząc między koła machiny rozrywkowej Twoja muzyka straci pierwotny urok?

Sam proces tworzenia zakłada pewnego rodzaju kompromis. Jednak współpraca z innymi ludźmi może nie tylko „zmanipulować” czyjąś wizję ale przede wszystkim ją wzbogacić. Jeden umysł nie wymyśli sam, tego co wymyślą dwa. Trzeba jednak wiedzieć z kim współpracować. Nigdy nie pójdę drogą, która nie będzie mi muzycznie odpowiadała dla innych profitów.

To bardzo ważne.

Wiem, co raz więcej sygnałów daje mi do zrozumienia ,że w tym „biznesie” wiedzieć czego się chce to połowa sukcesu.

Opowiedz nam o swojej EPce. Jak powstawała? Czy jesteś z niej zadowolona?

Miałam kilka piosenek, a że zawsze marzyłam o tym, aby mieć swoją własną płytę (wiesz, taką ładnie wydaną, z obrazkiem na CD, a nie podpisem zrobionym markerem), zaciągnęłam kredyt u rodziców i po prostu sobie wytłoczyłam. Pomógł mi Marcin Kiełbaszewski z olsztyńskiego Studio-X, który był realizatorem dźwięku. Studio było często wynajęte, więc nagrywaliśmy z wielkimi przerwami, siedząc głównie po nocach.Wtedy poznałam mój obecny zespół: kwartet smyczkowy. Oczywiście, teraz wiele rzeczy bym tam zmieniła, ale przy tej płycie tak naprawdę nauczyłam się oddalać natrętną potrzebę poprawiania. Jest ona zapisem czegoś, co było wtedy i jestem z niej zadowolona.

Opowiedz o utworach, które znalazły się na krążku. Np. czy opowieść z „Accordion player” jest o czymś konkretnym?

Jest to raczej metafora, niż jakaś konkretna, wzięta z życia historia. Nie będę tłumaczyć o co tam chodzi, bo podoba mi się fakt, że każdy odbiera ją inaczej. Usłyszałam już tyle interpretacji i tak różnorodnych, że fascynuje mnie jak ludzie różnie mogą odczytać jedną piosenkę. Ktoś napisał mi kiedyś „Ta piosenka jest o tym i o tym, bo ja tak czuję i tak do mnie przemawia”. Piosenka z założenia była kompletnie o czymś innym, ale po przeczytaniu tej interpretacji, rozpłakałam się. Było to coś pięknego i bardzo osobistego. To samo tyczy się pozostałych utworów- lubię, gdy ludzie widzą w nich to, co chcą.

A czy prawidłowo wychwyciłem nazwisko Reginy Spektor i motyw z „Hidden place” Bjork w „Jack the Ripoff”?

Tak, cała piosenka jest tak zbudowana – składa się z wielu utworów różnych wykonawców. Jest ich tam w sumie sześć – plus wspomnienie Reginy. Piosenka „Jack the Ripoff” powstała jako żart – to coś w rodzaju manifestu, kiedy wydawało mi się, że wszystko, co przychodzi mi do głowy gdzieś już słyszałam.

Skoro jesteśmy przy innych artystach, może opowiesz nam o swoich inspiracjach?

Ciężko mi wskazać kogoś, kto jednoznacznie mnie zainspirował. Jestem z tych ludzi, którzy lubią rozglądać się naokoło, potrafią inspirować się wzorkiem na serwetce zostawionym przez brudny kubek po kawie. Zaś co do samych muzycznych inspiracji: słucham wszystkiego, od Roisin Murphy, przez Yeah Yeah Yeahs, po Noe Venable. Od Justina do Chopina.

Dlaczego zdecydowałaś się na współpracę z tak młodymi muzykami?

Mamy wiele wspólnego i świetnie się rozumiemy. Są świetnymi muzykami, ale ze względu na swój wiek, mają też bardzo świeże spojrzenie i nie traktują klasycznych reguł ze śmiertelną powagą. Uzupełniamy się trochę pod tym względem. Oni wprowadzają trochę klasycznego porządku w moje kompozycje, ja ten porządek trochę psuję i wychodzi coś jak krzywa wieża w Pizie – wszyscy dziwią się dlaczego to jeszcze stoi, ale jednak stoi.

I jeszcze ludzie się tym zachwycają!

Bardzo się cieszę. Mnie samej bardziej odpowiadają takie „popsute” rzeczy, zaskakujące, dziwne,więc jeżeli mogę tak działać i znajdują się na to odbiorcy, jestem szczęśliwa.

Jak traktujesz pozostałych muzyków? Czy jesteś zdecydowanym liderem komponującym całość utworu, pozwalającym jedynie na małe zmiany, czy może są one wypadkową Waszych pomysłów?

Jestem zdecydowanym liderem, oni jednak coraz śmielej wprowadzają swoje pomysły. Zaczynaliśmy od totalnej dyktatury, więc jest to duży krok naprzód.

Powiedz nam proszę coś o nadchodzącym albumie. Kiedy zostanie wydany? Czy możesz go porównać do „Storm”?

Album ukaże się pewnie na wiosnę i będzie radośniejszy od „Storm”. Chcę na nim uchwycić pasję do grania, pokazać miłość do muzyki. Będzie to płyta nagrywana na żywo, na tzw. setkę w studio, dzięki czemu pozostanie w tych piosenkach energia, która często gdzieś umyka w procesie nagrywania płyty ścieżka po ścieżce. Całość produkować będzie Moses Schneider, znany ze współpracy m.in. z zespołem Beatsteaks. Samo nagranie odbędzie się w Berlinie.

Będę czekał z niecierpliwością. Szukając w Internecie informacji na Twój temat, spotkałem się oskarżeniami o zmianę nazwiska. Czy chciałabyś powiedzieć coś na ten temat?

Wydaje mi się śmieszne całe to zamieszanie. To tylko nazwisko, jakaś nalepka, opakowanie, które funkcjonuje w świadomości ludzkiej. Dowiedziałam się ostatnio, że Alicia Keys to pseudonim. Tak banalny, a jednak nie wpadłam na to wcześniej. Po prostu nie interesowało mnie to. Liczy się muzyka, którą dzięki nazwisku łatwiej, lub trudniej znaleźć.

Dziękuję za wywiad. Czy chcesz powiedzieć coś na koniec?

Dziękuję za wywiad, było bardzo miło.

www.juliamarcell.com
www.myspace.com/juliamarcel







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
klos
klos
13 lat temu

Lubię takie sratu tatu na fortepianiku 😉
Dobrze, że Tori nie debiutowała w Polsce bo by jej napisali, że plagiatuje Led Zeppelin i ogóle pieje i grać nie umie 😉
We are the nation. Joł!

Klos
Klos
13 lat temu

Lubię takie sratu ta

F.
F.
13 lat temu

Heban włosów w efekcie farbowania, czy naturalny? Tego też mi zabrakło.

F.
F.
13 lat temu

Sam wywiad w sumie na środkową ocenę w jakiejkolwiek skali. Za dużo pytań na temat muzyków sesyjnych, za mało o wizji grania, zdaje się że pytający sam chyba nigdy nie próbował nagrywać: nudne pytanie o genezę potrzeby tworzenia albo o pomysł na połączenie śpiewu z grą (uch). Myślę też, że za słabo Julię podrywał, co widać w chłodnym ostatnim zdaniu. Ale z drugiej strony o co tu pytać, jak do dyspozycji ma się tylko EPkę. Na pewno zabrakło pytania o ulubiony kolor i czy kiedykolwiek odważyłaby się powiedzieć NIE przed samym ołtarzem. Pozdro!

holden
holden
13 lat temu

A co sądzicie o samym wywiadzie?

as
as
13 lat temu

Julia jako jedna z niewielu polskich artystów nie brzmi nieświatowo , jak na polski rynek jest to nowość. Nie sztuką jest krytykować, sztuką jest odnaleźć piękno muzyki w prostych dźwiękach, jeśli ktoś tego nie dostrzega w tym, co robi Julia, to przykro.

zachwycony
zachwycony
13 lat temu

Piękna muzyka, nie moge się od niej oderwać… wielkie gratulacje!!!Ktoś tak ambitny i wszechstronny jest skazany na sukces …cokolwiek on znaczy… Pozostań sobą a będzie cudownie! Powodzenia!!!! 🙂

F.
F.
13 lat temu

Tak trzeźwo patrząc to coś naprawdę odkrywczego pojawia się raz na wiele lat. Nowe brzmienia powinny być więc traktowane w tym przypadku jako coś 1) świeżego na rodzimej scenie, 2) aktualnego czasowo. Muzyka Julii to żadne porażające oryginalnością dźwięki, tylko porcja dobrej świadomej muzyki, której brakuje na naszym rynku. Już ta EPka dała mi więcej radości i estetycznych doznań niż debiut Much i w gruncie rzeczy mam większą ochotę słuchać tych urokliwych piosenek niż pretensji Buriala. Sięganie po inspiracje zawsze da się obnażyć, ale jeśli jest to bezpretensjonalne przetworzenie to myślę, że nie ma sprawy.

idiota
idiota
13 lat temu

możesz to nazwać pierwszym wrażeniem, holden, taka małą impresją na temat zasłyszanej muzyki … to ciekawe ile osób po przesłuchaniu epki zada sobie identyczne pytania i nie będzie miało okazji przeczytac tłumaczeń pani Marcell; nie sądzisz ? Różnych punktów widzenia, życzę.

pytajacy
pytajacy
13 lat temu

jest to przyzwoite, ale nie jest to odkrywcze, to fakt.Takiego grania na swiecie jest bardzo duzo. moze po prostu ludziom sie podoba? ale z nowymi brzmieniami nie ma to nic wspolnego, stad to moje zdziwienie, ze taki wywiad sie tutaj pojawil. co do myspace, to blad jest w linku, przez dwa l trzeba wpisac.

holden
holden
13 lat temu

Hanoi, wybacz ale zachowujesz się jak idiota. Komentujesz wywiad ,którego nie przeczytałeś. Pytasz czy cytaty z innych artystów są celowe? Przecież masz odpowiedź w jednym z pytań. Furkoczące R też jest przecież nawiązaniem. Boże! Trochę czasu i rozumu życzę.

cjmani3k
cjmani3k
13 lat temu

coś mi nie wyszło, a więc po raz drugi spróbuje. Nie wiem czy w wyniku Waszych postów dziewczyna nie zrezygnowała z promocji na myspace? Szkoda, że nie zdążyłem przesłuchać.

hanoi
hanoi
13 lat temu

Takie sratu tatu na fortepianiku … hybryda bjorkowo-amosowo-bushowa ??? Cytaty z utworów innych wykonawców celowe czy poprostu plagiaty? … bjorkowe furkoczące r to plagiat czy może wrodzona wada wymowy? … ;] … ja tam nie lubię… nie podoba się wcale …

Yezior
Yezior
13 lat temu

Też nie chcę być złośliwy ale ani to nowe ani czadowe. Średniawka.

pytajacy
pytajacy
13 lat temu

nie chce zeby to zabrzmialo zlosliwie, ale co ona i jej muzyka maja wspolnego z nowa muzyka?

Polecamy