Wpisz i kliknij enter

Múm – finally we are no one


wydany w 2002 roku przez the fat-cat album „finally we are no one” zawiera dźwięki, które są wyrazem niezwykłego poczucia muzycznej wrażliwości zespołu mum. czwórka islandczyków stworzyła jeden z piękniejszych krążków nowej elektroniki roku 2002. nie bez powodu o mum mówi się jak o jednej z największych nadziei poszukującej muzyki. a sama płyta? „jej tytuł określa ten czysty stan, który osiągasz wnikając w głąb siebie. nie ma cię, jesteś wtedy naprawdę nikim” – mówią członkowie mum. wydaje się, że właśnie tego poczucia wszech – nicości, swoistego wyobcowania szukali muzycy podczas pracy nad albumem. w znacznej części powstał on bowiem na kompletnym odludziu, gdzieś na północno – zachodnim brzegu islandii, gdzie grupa przeniosła się do specjalnie wynajętej latarni morskiej. „nie było telewizji, nie było telefonu, aby cokolwiek kupić musieliśmu udawać się łodzią do małego miasteczka położonego niedaleko”. w ten sposób muzyka „finally we are no one” nasycona została melancholią wyobcowania: pięknymi melodiami (green grass of tunnel, we have a map of the piano), przestrzennym brzmieniem (the land between solar systems) i dziecięcą delikatnością (dont be afraid…), a wszystko to dzięki połączeniu elektroniki, gitary, wiolonczeli, akordeonu czy wokali nasyconych dziecięcą wrażliwością. zespół wspomogła również helga björgvinsdóttir, grając na skrzypcach. perfekcyjna produkcja albumu to między innymi dzieło valgeira sigurdssona, który pracował przy ostatniej płycie bjork. na „finally we are no one” pomógł on grupie nawiązać do jej „podwodnych” eksperymentów z dźwiękiem. kawałki „behind two hills…a swimming pool” and „faraway swimming pool” to utwory napisane z myślą o prezentacji podwodnej, z zastosowaniem specjalnych, podwodnych głośników (dla słuchaczy muzyka staje się słyszalna dopiero po zanurzeniu się w specjalnie przygotowanym basenie). co więcej, o całej płycie jej twórcy mówią: „album staraliśmy się tworzyć w takich częstotliwościach, aby pod wodą jego brzmienie wręcz iskrzyło się”. jak więc nazwać tą muzykę? pop? elektronika? „muzyka elektroniczna zazwyczaj tworzy klimat, my staramy się opowiedzieć jakąś historię”. bez wątpienia, historia pod tytułem „finally we are no one” godna jest poznania.
2002







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
laudyna
laudyna
13 lat temu

puścić oka – miało być ; D

laudyna
laudyna
13 lat temu

a 1982 to był loveperejdowy dobajże hit gdy ta miala czasy swej swietnosci! stock exchange – parkietowa krolowa, nie ma bata. Choc zgodze sie z tym, ze moze byc to muzyka nie do przyjecia dla istot, ktore nie potrafią zmrużyć oka na parkiecie, nie lubią confetti i szampana,o ;p

hoover
hoover
18 lat temu

dziwne piosenki, rodem z osiemdziesiątych lat. fajne.

Polecamy