Stary Browar jest podobno jednym z najpiękniejszych centrów handlowych na świecie. Sam pomysł adaptacji tak pięknego budynku na kolejny pomnik galopującego kapitalizmu uważam za karkołomny, niemniej jednak wybór Słodowni na miejsce występu Murcofa był trafiony. Odyseja Muzyczna 2007 – Murcof w Poznaniu
Stary Browar 11.10.2007
Stary Browar jest podobno jednym z najpiękniejszych centrów handlowych na świecie. Sam pomysł adaptacji tak pięknego budynku na kolejny pomnik galopującego kapitalizmu uważam za karkołomny, niemniej jednak wybór Słodowni na miejsce występu Murcofa był trafiony. Styczniowy występ Meksykanina w toruńskim NRD był fantastyczny, ale organizatorzy nie zadbali o wystarczającą ilość miejsc siedzących. W rezultacie zahipnotyzowani ludzie stali w miejscu albo siadali na podłodze, co zważywszy na wielkość lokalu i brak klimatyzacji, było nieco uciążliwe. Słodownia to miejsce zupełnie inne: przestronna sala wielkości małego kina, ulokowana na poddaszu. Dobrym rozwiązaniem okazały sie krzesełka, choć nie wystarczyło ich dla wszystkich (pomieszczenie zapełniło około 300 osób). Bodaj największą zaletą był brak baru i ogólnej klubowo-knajpianej atmosfery sprzyjającej gwarowi i oderwaniu od muzyki. Nie wyobrażam sobie lepszych warunków do odbioru TEJ muzyki.

Kilkanaście minut po godzinie 20:00 za zastawionym sprzętem stołem stanęła An On Bast, czyli poznanianka Ania Suda, której chyba nie trzeba przedstawiać. W tej drobnej dziewczynie kryje się wielka indywidualność na polu polskiej elektroniki, o czym przekonałem się, gdy Ania supportowała Murcofa w Toruniu. Wtedy jej muzyka zrobiła na mnie duże wrażenie, niemniejsze od występu „gwiazdy” wieczoru (z naciskiem na cudzysłów, Murcof to antyteza gwiazdy, zarówno muzycznie, jak i osobiście). Tym razem mnie nie powaliła. Być może wynika to z faktu, że Ania dowiedziała się o supporcie pół godziny przed występem, być może dlatego, że prawdopodobnie były to dość świeże, nie do końca oszlifowane kompozycje. Trzeba jednak przyznać, że pewne fragmenty niespełna półgodzinnego live actu porywały.
Ania podziękowała i dołączyła do innych słuchaczy, a zapowiedziany przez konferansjera Fernando Corona wyłonił się z mroku, opatulony słuchawkami i w szarym swetrze, ukłonił się, usiadł i od początku do końca wpatrywał się w ekran laptopa oraz kontroler. Skupienie Murcofa korespondowało z medytacją widowni, która, muszę przyznać, zachowywała się bez zarzutu – zamknięte oczy i natchniona mina malowały się na wielu obliczach. Artysta zapewnił prawdziwą podróż w gwiazdy, rozpoczynając od „Cuerpo Celeste”. Uroczysty nastrój został jeszcze bardziej podniesiony przez kolejny „Cielo”, niepokojący bieg w duchu genialnego „Ulyssesa”.

Z ostatniego albumu usłyszeliśmy jeszcze „Cosmos I”, którego monumentalność wypada na żywo wprost miażdżąco. Największym zaskoczeniem był dla mnie „Unison”, remiksowany w czasie rzeczywistym przez Murcofa. Tak umiejętnie, że na początku niemal nie do rozpoznania. Musiałem przesłuchać w domu, żeby to sobie uzmysłowić. Kiedy wybrzmiały ostatnie nuty, artysta wstał, grzecznie ukłonił się w pas i bez słowa zniknął w burzy oklasków.
Z zasłyszanych opinii wynika, że repertuar różnił się w każdym z pięciu miast, jakie odwiedził Murcof. Pozostaje żałować, że nie mogło się być we wszystkich. Ale również cieszyć, że ten wyjątkowy artysta ma u nas wielu wiernych fanów. Miejmy nadzieję, że zakończona w niedzielę polska trasa przyczyniła się do zaznaczenia stałego punktu na mapie odyseji muzycznych Fernando Corony.
Zobacz również galerię zdjęć koncertu Murcofa w katowickim Elektro – w tym miejscu


… miałem tam być… jestem głupcem żem nie był…
@K: u nas nie bylo takich wizualizacji. byla wlasciwie, jak zwykle w elektro sama abstrakcja.
@K: nadrabiałem wyobraźnią. 🙂
Swego czasu pod hasłem Odyseja Muzyczna odbył się w Krakowie najgorszy koncert wszechczasów – połączenie śpiewu operowego z disco polo zaaranżowanym na orkiestrę i chór – totalna transgresja;). A wysłuchania koncertu Murcofa zazdroszczę. Pozdrawiam
uuu, no to faktycznie, żałuj, bo w gdańsku było nieziemsko
w poznaniu wizualizacje towarzyszyły tylko An On Bast.
jeśli chodzi o foty – te i na elektro – to są kiepskie. sam zrobiłem kilka lepszych – czemu nie ma ani jednego ujęcia z niesamowitymi zdjęciami planet w tle, tylko same zbliżenia? przecież te wizualizacje były niesamowite i doskonale pasowały do muzyki. a tu, nic nie widać :/