Wpisz i kliknij enter

Nexsound + Kvitnu Birthday Party – 3 marca 2007

Dla sporej grupy niewtajemniczonych entuzjastów nowej elektroniki, określenia takie jak idm, glitch, czy po prostu ambient w zestawieniu z europejskim Wschodem, Ukrainą, Białorusią etc. wydawać się mogą paradoksalne, niepasujące. Dla sporej grupy niewtajemniczonych entuzjastów nowej elektroniki, określenia takie jak idm, glitch, czy po prostu ambient w zestawieniu z europejskim Wschodem, Ukrainą, Białorusią etc. wydawać się mogą paradoksalne, niepasujące. Muzyka alternatywna z tych regionów kojarzy się głównie z punk-rockiem i pochodnymi, często o mocno siermiężnym zabarwieniu. Miłym zaskoczeniem dla wielu może być więc fakt,iż to właśnie na Ukrainie powstał i działa niezwykle ciekawy i całkiem dużo znaczący na muzycznej mapie Europy label Nexsound, emitujący w świat frapujące dźwięki skupionych wokół niego artystów, głównie z Europy Wschodniej. Działalnością owej, prowadzonej przez Andrieya Kiritchenkę i Dmytra Fedorenkę aka Kotra, firmy możemy cieszyć się już szósty rok. By uczcić kolejne urodziny,a także niedawne narodziny nowego labelu Kvitnu (założonego przez Kotrę), 3 marca wieczorem w Dnipropetrovsku zorganizowano wielkie party z udziałem najważniejszych powiązanych z Nexsound twórców.

Andriey Kiritchenko & Kotra

Andriey Kiritchenko

Do dalekiego Dnipropetrovska, miasta intrygującego (choć momentami paradoksalnego) dotarłem po 20 godzinnej podróży pociągiem. Odświeżająca, deszczowo – mglista tego dnia pogoda, a także widoki z Nabrzeża im. Lenina na Dniepr i mosty nad nim rozpiete, idealnie komponowały się z tym co najbardziej lubię w ambiencie: z poczuciem niezwykłej przestrzeni. Dobrze nastrajało to na wieczorne chłonięcie nexsoundowej muzyki na żywo. Umówionym punktem było wejście do Liceum nr 100 przy ul. D. Bednoho, przed którym o godz. 22 stała grupka osób. Od jednej z nich dowiedziałem się, że mamy tam czekać na kogoś, kto przyjdzie i zabierze nas do właściwego miejsca gdzie odbyć się ma impreza. Po kilku chwilach na miejsce przybył Dunaewsky69, muzyk mocno związany ze światem ukraińskiej elektroniki. Po przywitaniu ze znajomymi, zaprowadził nas w miejsce odległe o kilka metrów, do podziemi lekko zdezelowanej kamieniczki na rogu ulic Bednoho i Samarskoho. Mieści się tam undergroundowy klub, w którym, jak się dowiedziałem, już od pewnego czasu odbywają się warte uwagi imprezy (występował tam m.in. współpracujący z Andrzejem Stasiukiem i Mikołajem Trzaską Jurij Andruchowycz). Atmosfera panująca w środku, krzątająca się z flyerami i kadzidełkami Katja Zavoloka, przyjacielscy ludzie i siedziska z worków wypełnionych wiórami (?) porozrzucane dookoła sceny, bardzo pozytywnie nastrajałay. Na początek swój set zaprezentował Dj Nikolsky.

Charlotta Ruth

Charlotta Ruth

Niezwykle rozgrzewający set, po którym miałem wręcz niedosyt ( co nie zdarza się – w przypadku supportu – zbyt często). W inteligentny sposób, mocno eksperymentalne pasaże posklejane zostały z np. „Idioteque” Radiohead, czy Mouse On Mars. Do tego świetne sekwencje wideo, edytowane na żywo przez grupę Vj-ów PDTA, odpowiedzialnych za wizualny całokształt tej imprezy. Uzbrojeni w trzy komputery i inny sprzęt na stanowisku z tyłu sali, emitowali przepiękne, abstrakcyjne wizje, tematycznie przygotowane pod każdego kolejnego występującego. Pierwszym występem stricte na żywo był wspólny live act szefostwa Nexsound (i Kvitnu) Andrieya Kiritchenki i Kotry. Niezwykle sugestywne, z początku kolorowe, później mroczniejsze i bardziej transowe ( z akcentowaniem klubowego potencjału tej muzyki) dźwięki, zderzały się chwilami z szumami – klikami – pogłosami. Echa muzyki konkretnej zderzały się ze swoimi lustrzanymi odbiciami,a wszystko przyprawione tak,jak na epokę laptopa przystało. Po ich występie, miejsce przy białym powerbooku opatrzonym czerwoną nalepką z napisem Zavoloka zajęła właśnie Katja. Pierwsza dama wschodnioeuropejskiej elektroniki rozpoczęła swój show solidną dawką połamanych beatów i głębokich basów z samplowanymi i sprytnie wplecionymi motywami etnicznymi (co jest jakgdyby typowe dla jej solowej twórczości).

Dj Nikolsky

Dźwięki tradycyjnego, ukraińskiego fletu – sopilki i ludowe zaśpiewy babuszek z Polesia, załadowane w tryby Macintosha i pozostałej aparatury, współistniały w niezwykłej symbiozie z abstrakcyjnymi strukturami o zaskakująco klubowej i melodyjnej momentami pulsacji. Wizualnym tłem dla muzyki Katji były rzędy kolorowych i geometrycznych kształtów. Uderzając masą jaskrawych barw, dopełniały psychodeliczno-folkową atmosferę. Centralnym punktem występu Zavoloki był jej swoisty duet ze szwedzką tancerką Charlottą Ruth. Pomysłodawczyni projektu Move (border crossing art project www.moveproject.net), zaprezentowała występ z pogranicza teatru, szalonego tańca i performance. Energetyczne i pełne fantazji show, z wykorzystaniem lamp, świeczek (rozdawanych publiczności), wielkich głośników (na które Lotta się wspinała) i wreszcie mikrofonu: Charlotta klęcząc na stoliku obok konsolety Zavoloki, w rytm emitowanych przez nią dźwięków, melodeklamowała,a czasem szeptała coś w rodzaju manifestu Move Project ( „move you,move me”). Skojarzenia z AGF nasuwały się same. Brzmiało to niezwykle elektryzująco, z wyraźnie widoczną pasją i nutką improwizacji – szczególnie gdy na scenę weszła kompletnie pijana dziewczyna z publiczności, chcąc dostać się do mikrofonu. Charlotta poradziła sobie z nią znakomicie („move away”!), odsuwając z gracją intruzkę na bok. Przez moment wydawało się, że do tańca dołączy Zavoloka, która opuściła na chwilę swoje stanowisko i wykonując kilka ruchów znalazła się w rogu sali – tam gdzie Lotta zaczęła swój show.

Dunaewsky69

Dunaewsky69

Na zakończenie, Katja – już sama – zagrała jeszcze kilka swych powyginanych dźwiękowych struktur, które na żywo brzmiały nieco inaczej, jakby pełniej, głębiej, bardziej fizykalnie niż na nagraniach studyjnych. Występ ten był doprawdy wielkim smakołykiem. Po Katji, na scenę przybył (a właściwie wrócił) Andriey Kiritchenko, serwując swą muzyczną wizję: pełną ukrytych detali, post post dubu,ale z podskórnym, quasi-tanecznym uderzeniem. Wokół sceny kilka osób zaczęło tańczyć (wśród nich niezmordowana Charlotta Ruth). Z dźwiękowym nastrojem świetnie zsynchronizowani byli PDTA, serwując w tle zatopione w szarościach i czerniach, postrzępione i brudne wideo – motywy przedstawiające nocne, miejskie zaułki. Kolejny występ należał do widzianego również na początku Kotry. Założyciel Kvitnu zagrał niezwykle mocny, charakterystyczny dla swej solowej twórczości materiał (dźwięki znane choćby z albumu „Dissilient”). Przeszywający do szpiku, na wskroś noiseowy i potężny. Te bardzo eksperymentalne, jakgdyby zbite w jednorodne bloki białego hałasu dźwięki, rytmicznie formowane i cięte przez Kotrę, nasuwały mi nieodparte myśli,że świetnie pasowałby do drużyny Mego (czego nie omieszkałem mu później powiedzieć). Wszystko to okraszone było pourywanymi, dosadnie uderzającymi między oczy wizualizacjami w – powiedziałbym – postpunkowej estetyce chaotycznego collageu. Wspomnę tylko jeszcze,że Kotra był gorąco oklaskiwany (łącznie z piszczeniemi) przez swoją bliską przyjaciółkę Zavolokę ;). Po tym solidnym, hyper – noiseowym secie, przyszła pora na lekki oddech.

Katja Zavo On The Back

Kotra

Za Dj-ską konsoletą zajął miejsce uzbrojony dodatkowo w gitarę DUnaewsky69. Również i on pokazał dosyć charakterystyczne dla siebie,pastelowe dźwięki, momentami przyprawione nieco staromodnym, gitarowym brzmieniem. Ze wszystkich występów tamtej nocy, ten miał chyba najbardziej taneczny potencjał, czego odbiciem były grupki skaczących i bujających się ludzi. Kolorowe, opływowe i lekko rozmazane, psychodeliczne obrazy emitowane przez PDTA, podkreślały postrockowe elementy, których można było się doszukać w autorskiej wizji techno Dunaewskyego. Wspomnę jeszcze na marginesie,że wg. słów Katji, Dunaewsky69 ma wkrótce wydać materiał dla nowonarodzonego Kvitnu.

Kotra

Ta doskonała noc zwieńczona była świetnymi dj-skimi setami, na które składały się najwyższej próby przeboje – od rzeczy typu Ellen Allien & Apparat po Tujiko Noriko. Nad ranem część osób z publiczności ułożyło sobie z workowych poduch posłania i w rytm ambientoidalnych dźwięków zasnęło. Przez moment czułem się w tym kolorowym tłumie jak w posthipisowskiej komunie przeniesionej w erę techno. Podczas jednego z występów, w oddalonym od sceny pomieszczeniu – zakamarku, kilka osób spontanicznie zaaranżowało swój własny, etniczny set. Za pomocą drewnianego fletu, bębenków i tradycyjnych grzechotek, zorganizowali efemeryczny, ukraiński chillout room. Było to niezwykle urocze. W powietrzu wisiała zaraźliwa pasja i entuzjazm.

Zavoloka

Zavoloka

W kanciapie za starym pianinem uciąłem sobię miłą i zabawną pogawędkę z Zavoloką i Charlottą Ruth (być może z ich aktywności w ramach Move Project urodzą się jakieś wydawnictwa,ale jak stwierdziły – wspólnie pracują tylko we wtorki ;)). Katja zapowiedziała swoje kwietniowe występy w Polsce (Kraków,Toruń), wspólnie z AGF i Kotrą (w ramach UnSound),a także wielkie marcowe tour po Ukrainie z Ukraine Sweden Project, gdzie występować będzie z Andersem Dahlem. Najbliższa Polski odsłona tego przedsięwzięcia to 31 marca we Lwowie (Filharmonia obwodowa przy ul. Chaikovskoho). Mocno oczarowany tym sugestywnym i niezwykle atmosferycznym wydarzeniem na samym końcu Europy, z niecierpliwością wyczekuję następnych urodzin Nexsound i Kvitnu, życząc im samych sukcesów w kreowaniu i szerzeniu nowych dźwiękowych światów. Ponad tysiąc kilometrów przebytych po to, by w sercu ukraińskiego stepu doświadczyć świeżego, pełnego energii i pozbawionego kompleksów Zjawiska. Było warto. Lets Kvitnu!

Zavoloka







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


7 Komentarzy

  1. 6 czerwca grała w Elblagu Dzisiaj wlasnie jeje W sumie muza moze byc. Szkoda ze brak wizualizacji

  2. dostałem od Niej przed kilkoma dniami wiadomość, że teraz będzie często grać w Polsce, gdyż od lutego do lipca pracować będzie w Krakowie (wspólnie z Kotrą) z Markiem Chołoniewskim (w ramach wygranego przez nich grantu Gaude Polonia). i już 29 lutego, w sali koncertowej krakowskiej Akademii Muzycznej pierwszy z tej serii polskich koncertów 😉

  3. hej, czy wy wiecie… ze w marcu w warszawie wystapi ZAVOLOKA!!!! – – – – – – -konkretnie w art klubie praCoVnia, gdzieś w polowie marca….

  4. Hej:)
    w odpowiedzi na zastrzeżenia: nazwa Dnipropetrovsk ,z tego co zdążyłem się zorientować jest również poprawną transkrypcją, nie tyle na język polski,co na uniwersalny . Zresztą sama Katja (taka transkrypcja też jest dozwolona – przykładem może być sposób w jaki K. się podpisuje i jak określa ją w opisie jej własna, ukraińska wytwórnia -> http://www.nexsound.org/zavoloka-plavyna.html , a я w zdrobnieniu Katя, swobodnie tłumaczyć przecież można jako ja ). Jeśli chodzi o Andreya Kiritchenke i Zaloloke , to akurat w tym przypadku obie transkrypcje funkcjonują jako swoiste nazwy własne , i ci artyści podpisują się na swoich płytach (a także figurują we wszelkich tekstach, artykułach i generalnie w kulturze) własnie w ten sposób, czasem wręcz bawiąc się konwencją (w ostatnią sobotę Katja występowała we Lwowie jako 3avoloka). Gdybym napisał – co prawda zgodnie z polską transkrypcją – Zavołoka, czy Kiriczenko, brzmiało by to w tym kontekście dość nienaturalnie (inną sprawą jest nazwisko Jurija Andruchwycza, związanego z Polską i funkcjonującego w kulturze literackiej pod takim właśnie brzmieniem ). Co do nieszczęsnego Czajkowskiego, to tutaj zasugerowałem się transkrypcją na mapie, więc może tam był lapsus (wydawnictwo podejrzane, zakupione pokątnie od babuszki handlującej czeburiekami). Dzięki za wszystkie uwagi,pozdrawiam:)
    ps. kilka linków do źródeł : http://www.nexsound.org
    http://www.zavoloka.com

  5. Cześć Adrianie!
    Właśnie przeczytałem twój artykuł. Jestem zbudowany jego treścią i muzyką – odlotowa. Mam jednak pewne zastrzeżenia do formy językowej, a raczej do twojej transkrypcji cyrylicy. Rozumiem, że byłeś nieźle oczadziały, dotarłszy po tak długiej podróży do Dniepropietrowska (tak po polsku nazywa się to miasto), ale żeby Katii dorabiać ogonek, to chyba przesada. Napotkany przez ciebie Andriej Kiriczenko na pewno nie przedstawił ci się jako AndrieY (Wiera na swojego brata woła Andriej, jak nie wierzysz, dryndnij do Magdy) Kiritchenko, ale raczej tak, jak napisałem wcześniej. Jeśli chciałeś być wierny oryginałowi, trzeba było napisać Андрей Кириченко i nikt by ci złego słowa nie powiedział. Заволока w polskiej transkrypcji to po prostu Zawołoka, Katia zresztą. Ale to wszystko to szczegóły. Nie mogę ci jednak wybaczyć jednego – tego fiutka Chaikovskoho. Co to za jeden? Gdzieś ty takiego typa znalazł? Co on robił koło filharmonii? Chlał gorzałę w mordowni na rogu? A może to była jednak ulica Чайковского, a jeśli tak, to już inna bajka. Tylko dlaczego, pisząc o muzyce, nie zauważyłeś tego faktu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy