Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.

Stefan Węgłowski – To co ukryte
Jarek Szczęsny:

Puszczony zza mgły.

Mech – Pearlgraphs
Jarek Szczęsny:

Lepiszcze do związania ze sobą grubych okruchów.

Craven Faults – Erratics & Unconformities
Jarek Szczęsny:

Syntezator modularny poszedł na wędrówkę.



Robotobibok – Nawyki Przyrody


„Światowa jakość – krajowa cena” – tak moglibyśmy zareklamować nowy krążek wrocławskiego Robotobiboka. Pod koniec lata 2004 zespół wreszcie zabrał się za nagrywanie nowego materiału, owocem są „Nawyki Przyrody” – nowoczesny jazz, nawiązujący do modnych obecnie „nowych koncepcji jazzu”, tak intensywnie eksplorowanych w choćby w Norwegii. Mimo, iż moglibyśmy znaleźć w nowej muzyce Robotobiboka sporo różnego rodzaju inspiracji – nie da się ukryć, że zespół dorobił się swego charakterystycznego brzmienia. Czy da się je jakoś zdefiniować?
Zadanie trudne – kategoria „tego czegoś” zawsze wymyka się językowym interpretacjom. Robotobibok „to coś” ma – może dzięki połączeniu muzyki na bardzo wysokim poziomie, przy jednoczesnym zachowaniu znanej sobie frywolności i dystansu? Weźmy kawałek „Tylko dla zwierząt”, pełen różnego rodzaju anachroniczno-elektronicznych odgłosów, przypominających efekty z najsłynniejszych płyt…Kraftwerk [gitarzysta Maciek Bączyk przynaje się wszak do fascynacji niemieckim zespołem]. Wielką siłą i cechą charakterystyczną Robotobiboka są również partie intrumentów dętych – szybko rozpoznawalne, choć wciąż zaskakujące. Gdzie jeszcze szukać wyjątkowości wrocławian? „Nawyki Przyrody”, choć wypełnione jazzem, garściami czerpią z intrumentarium elektronicznego – całość nagrywana wszak była w studio Rogalów Analogowy, po brzegi wypełnionym starymi, właśnie analogowymi intrumentami. Słychać je na płycie bardzo wyraźnie – choćby w najfajniejszym na płycie kawałku „100 000 lat gwarancji”, który z powodzeniem konkurować mógłby z zachodnimi nu-jazzowymi produkcjami [tylko po co konkurować]. Za niewielką cenę otrzymujemy więc 9 znakomitych kawałków, które – do tego obijający się robot zdążył nas już przyzwyczaić – będą umiały słuchacza porwać, zaintrygować bądź rozśmieszyć – wszystko w ramach czterdziestu [jedynie!] minut.
Ciekawe, czy gdyby Robotobibok znalazł zachodniego dużego wydawcę, „Nawyki Przyrody” stałyby się tak cenione jak debiutancki album Skalpela. Przyjęcie zespołu podczas europejskich koncertów zdaje się sugerować, że sukces jest możliwy. Wszystko to nie jest jednak naszym problemem – my możemy słuchać sobie Robota do woli, cała płyta ma przecież „100 000 lat gwarancji”…
2004

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.