Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.



Robson – Lounge Beatz


Interesująca jest już okładka, przygotowana przez Jakuba Brończaka. Patrzymy i myślimy – „dalej musi być równie dobrze”. I jest; pochodzący z Warszawy Robson częstuje nas bowiem odpowiednio sporządzonym, chilloutowym smakołykiem. Wszystko na solidnym, wysokim poziomie i – co ciekawe – zupełnie za darmo.
Materiał powstawał w Polsce i w Londynie, co miało mieć spory wpływ na kształt całości. I chyba ma – muzyka Robsona zagrana została z wielką dbałością o każdy producencki szczegół. Autor bardzo starannie dobiera brzmienia, łączy je w kojące stuktury, polewa leciutkim, hip-hopowo – funkującym groovem, trzyma poziom przez całe 47 minut. Słychać tu wiele godzin pracy i niezłą intuicję – pod względem produkcji „Lounge Beatz” zapewne mogłyby ścigać się z tego rodzaju zachodnimi nagraniami. Nieco gorzej bywa w rejonach czysto kompozytorskich – tu trafiają się chwile mielizn; autor zdaje się momentami kreślić jedynie szkice, punkty wyjścia dla nieokreślonych, dłuższych form. Nie rozwija ich jednak, poddaje się, a my czujemy jakiś rodzaj niedosytu. Na szczęście to tylko chwile niepewności, zaraz potem rozpoczynają się bowiem takie nagrania, jak choćby „Spring”, które powalają doborem kolorów, sampli, brzmień. Płyta Robsona jest jeszcze jedną, autorską wersją tej samej potrawy. Składniki nie zmieniają się od lat – rhodes, moog, ciepły bas i loop, wszystko zmieszane jednak wedle receptury warszawskiego mistrza kuchni. Całość podana z klasą, gotowa do spożycia. Zgagi nie stwierdzono.
A teraz zabawa w skojarzenia. Formy krótkie, gęste – Malcom Kipe. Ciepły wokal w utworze nr 2 – Lu. Fragment niezidentyfikowanej polskiej bajki – Jacaszek. To jednak tylko echa, pobrzmienia. Robson przez 47 minut udowadnia, że ma swój własny pomysł na downtempo. A label Moon ma chyba najbardziej dojrzały artystycznie punkt w swoim katalogu. Jak dotąd.
Album pobierzecie na tej stronie
2006

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. QwerT

    Dobra płytka.Oby tak dalej:)

  2. QwerT

    Dobra płytka.Oby tak dalej:)

  3. astronauta

    moim zdaniem bardzo dobra plyta acz kolwiek o gustach sie nie rozmawia i pan nikt chyba po prostu nie lubi takiej muzyki

  4. pan nikt

    jak dla mnie średnie jak caly lejbel zreszta