Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.



Robson – Lounge Beatz


Interesująca jest już okładka, przygotowana przez Jakuba Brończaka. Patrzymy i myślimy – „dalej musi być równie dobrze”. I jest; pochodzący z Warszawy Robson częstuje nas bowiem odpowiednio sporządzonym, chilloutowym smakołykiem. Wszystko na solidnym, wysokim poziomie i – co ciekawe – zupełnie za darmo.
Materiał powstawał w Polsce i w Londynie, co miało mieć spory wpływ na kształt całości. I chyba ma – muzyka Robsona zagrana została z wielką dbałością o każdy producencki szczegół. Autor bardzo starannie dobiera brzmienia, łączy je w kojące stuktury, polewa leciutkim, hip-hopowo – funkującym groovem, trzyma poziom przez całe 47 minut. Słychać tu wiele godzin pracy i niezłą intuicję – pod względem produkcji „Lounge Beatz” zapewne mogłyby ścigać się z tego rodzaju zachodnimi nagraniami. Nieco gorzej bywa w rejonach czysto kompozytorskich – tu trafiają się chwile mielizn; autor zdaje się momentami kreślić jedynie szkice, punkty wyjścia dla nieokreślonych, dłuższych form. Nie rozwija ich jednak, poddaje się, a my czujemy jakiś rodzaj niedosytu. Na szczęście to tylko chwile niepewności, zaraz potem rozpoczynają się bowiem takie nagrania, jak choćby „Spring”, które powalają doborem kolorów, sampli, brzmień. Płyta Robsona jest jeszcze jedną, autorską wersją tej samej potrawy. Składniki nie zmieniają się od lat – rhodes, moog, ciepły bas i loop, wszystko zmieszane jednak wedle receptury warszawskiego mistrza kuchni. Całość podana z klasą, gotowa do spożycia. Zgagi nie stwierdzono.
A teraz zabawa w skojarzenia. Formy krótkie, gęste – Malcom Kipe. Ciepły wokal w utworze nr 2 – Lu. Fragment niezidentyfikowanej polskiej bajki – Jacaszek. To jednak tylko echa, pobrzmienia. Robson przez 47 minut udowadnia, że ma swój własny pomysł na downtempo. A label Moon ma chyba najbardziej dojrzały artystycznie punkt w swoim katalogu. Jak dotąd.
Album pobierzecie na tej stronie
2006

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. QwerT

    Dobra płytka.Oby tak dalej:)

  2. QwerT

    Dobra płytka.Oby tak dalej:)

  3. astronauta

    moim zdaniem bardzo dobra plyta acz kolwiek o gustach sie nie rozmawia i pan nikt chyba po prostu nie lubi takiej muzyki

  4. pan nikt

    jak dla mnie średnie jak caly lejbel zreszta